<#KEYWORDS:[WORDS:<Bajka o Bartku Leniku  >]#><#SCROLLS:[BYLINE:1][BYPAGE:1][BYTWOPAGES:0]#><#JLIMIT:[C1LMARGIN:10][C1RMARGIN:630][C2LMARGIN:10][C2RMARGIN:300]#>
<#JUSTIFY:[TYPE:2]#><#FONT:[BOLD:1][FACE:<arial.ttf>][AALIASED:1][SIZEX:12][SIZEY:16][COLOR:0xFFFFFF40]#>Bajka o Bartku Leniku 
<#FONT:[FACE:<arial.ttf>][BOLD:0][SIZEX:10][SIZEY:12 ][COLOR:0xFFFFFFFF]#><#TITLE:[CAPTION:<Bajka o Bartku Leniku >][AUTOSCROLL:1]#>

W niewielkim domku, tu pod grami,
W Zielonej Dolinie, nad rzeki wodami,
Gdzie w dzie soce wieci i kwiaty rozpieszcza,
A w nocy to ksiyc ciemnoci obwieszcza,
Mieszka chopczyna, biedny, lecz mody,
A kocha si bardzo w piknie przyrody.
Co dzie wychodzi z domku swojego,
I szed hen daleko, do Stawu Zotego.
Tam na czekaa nimfa: Bkitka,
Przepikna, cudowna, a chuda jak nitka.
Jej wosy zote, na wietrze fruway,
A oczy zielone radonie patrzay.
Codziennie siedziaa na brzegu jeziora,
Czekajc na kochanka, kiedy przyjdzie pora.
A on przychodzi, kiedy soce wysoko,
Umiecha si wesoo i puszcza oko.

- Hej moja Bkitko - krzycza z daleka,
- Mam troch sera i kubeek mleka,
Usidmy razem pod wielk leszczyn,
Zjedzmy, co nieco a sowa niech pyn.
Opowiem ci wszystko, co w drodze widziaem,
O tym jak drzewa i kwiaty mijaem.
Wielkie wierzbusy, sosny i dby,
Widziaem te rysia jak szczerzy zby,
A kwiatki przecudne, urzeky m dusz,
Bez tych piknoci cierpi katusze. 
I usiedli pod drzewem, razem, we dwoje,
Wokoo nich motyli fruwao roje:
Bkitne, czerwone, ciemno-zielone,
Jeden najwikszy mia zot koron.
Lecia dostojnie, leciutko si wznosi,
Gow sw malutk wysoko unosi.
Podlecia do Bkitki, usiad na ramieniu,
Wyglda przecudnie w sonecznym promieniu.
- Moja Bkitko, pikna ma pani,
O licu cudnym i wdziku ani,
O ma krlowo yjca w wodzie,
Soce i ksiyc przy twoim porodzie.
Ja krl motyli, bagam ci, prosz,
Prob m dzisiaj, ku tobie zanosz.
Zapiewaj nam piosnk, zapiewaj o lesie,
Niech gos twj pikny po wodzie si niesie -
Nimfa przecudna rzeka w przekorze,
e gardo j boli, e dzi nie moe.
Syszc chopczyna, e pani jest chora,
Wstaje i mwi - No na mnie ju pora,
Opuszczam Ci moja kochana Bkitko,
Szkoda, e tak prdko, szkoda, e tak szybko,
Lecz widz e chora, e gardo Ci boli,
Pomog Ci chtnie w twojej niedoli.
Pjd za lasy, pjd za gry,
Gdzie wielkie rwniny, gdzie wznosz si chmury.
Cika to droga, kraj to daleki,
Lecz tam s wszystkie potrzebne leki. 
- Kochany Bratku, szczcia na drog. 
Rzeka Bkitka i chlusna w wod.
Spojrza chopczyna na wodne okrgi,
Przepikne niczym z jedwabiu wstgi.

Zaoy kapelusz z pawimi pirami
I ruszy w drog wraz z motylami.
Szed pikn dolin, zielon od trawy,
W blasku promieni, przelicznej jawy.
Drzewa po cichu spokojnie szumiay,
O rnych rzeczach z wiatrem gaday.
rda, jeziorka i wodospady,
I wielkie gry, gry Arkady.
Szed tak dzie cay, piewajc i skaczc,
Nuciy z nim kruki, melodyjnie kraczc,
Wszed w Wielki Kanion, ze skaami ostrymi,
Spojrza na gr, a tam krater dymi.
Przestraszy si Bartek tego widoku,
Ruszy wic szybciej i przypieszy kroku.
Lecz kraina Wulkanu jest duga, szeroka,
Patrzc gdzie z gry nie starczyoby oka.
Soce ju zaszo i ksiyc na niebie,
- Uciekaj Bartku, bo zapiemy ciebie!!!  
- To upiory wulkanu - rzek Bartek w duszy,
Zatrzyma si na chwil i wyostrzy uszy.
- Odejdcie upiory, nie boje si was,
Dla was dom wulkan, a dla mnie las,
Nie chc si z wami dzisiaj zobaczy,
Za moje wtargnicie zechciejcie wybaczy!!!
- Mj drogi Bartku, krlujesz w lesie,
Wiemy o tobie, wie szybko si niesie.
Lecz tu jest krater i same skay,
Peno kamieni, co pospaday.
I to jest nasze krlestwo Wulkanu,
Oddaje si cze tu jednemu panu.
A on rozkaza, eby kadego,
Kto stanie w nocy na ziemiach jego,
Zepchn do lawy, eby tam zgin
I w rdach wulkanu po wieki pyn. 
- Grone upiory, okacie litoci.
Zabijacie kadego, kto przyjdzie w goci?
Ja id na pnoc, hen, hen daleko,
Gdzie zamiast wody w rzece jest mleko,
Gdzie pikne kwiaty, gdzie pikne drzewa,
Gdzie wiatr leciutko traw rozwiewa,
Musz ratowa kochan Bkitk,
O piknych oczach, a chud jak nitk. 
- O dobry Bartku, radosny czowieku,
Co ycie powicasz by szuka leku.
My, to upiory, ze duchy Wulkanu,
Musimy by wierne naszemu Panu,
Nie raduj nas lasy, ni zielone pastwiska,
Kochamy szare i ciemne urwiska.
Kiedy za ycia byymy panami,
Wielkimi wadcami, wielkimi krlami.
Lecz zo nas zwiodo na ciemna drog. 
- Kochane upiory ja wam pomog.
Zaprowadcie mnie prosz do swego pana,
A wolno wam bdzie niedugo ju dana! 
Zabray wic duchy chopczyn w ciemnoci,
Gdzie w czarnych korytarzach peno byo koci.
Lecieli pod ziemi, pod sama gr,
Daleko w otcha, gdzie ciany bure.
Wlecieli do sali wielkiej jak pole,
Tam peno lawy w szczelinach, w dole,
Wielkie kolumny stay po bokach,
Pyway stwory w mierdzcych sokach.
Na wielkim tronie po rodku sali,
W zoconej zbroi, w hemie ze stali,
Siedzia w ciemnoci skryty w caoci,
Wadca Wulkanu, bez duszy, bez koci.
Bartek widzc wielkiego pana,
Nie przelk si wcale, nie upad na kolana,
Sta wyprostowany i mia si wesoo,
Odganiajc ciemno, zgstnia wokoo.
- Bartku Leniku, czego tu chcesz?
Zginiesz ju dzisiaj, lecz to ju wiesz!!!
- Ciemno twa ciemna, Wadco Wulkanu,
Lecz komu suysz, jakiemu panu? -
- Nikomu nie su, o wcibski chopczyno,
Czy nie wiesz, e wody, ktre tu pyn,
Te wszystkie opary, wszystkie kamienie,
S zawsze dla mnie, na moje skinienie?
Ja tutaj rzdz, ja jestem panem,
A ty ju dzisiaj zginiesz nad ranem!! -
- Oj nie mj drogi Wadco Ciemnoci,
Ja jeszcze dugo bd mia koci.
Przyszedem tutaj z powanej przyczyny,
Wypu upiory, nie maj ju winy,
Aby znw mogy y swoim yciem,
Nie straszy innych zowrogim wyciem.
- Chyba si miejesz drogi Leniku,
Gupi czowieku, natury wybryku!
Upiory s moje, to moje sugi,
Bd mi suy czas jeszcze dugi. -
A Bartek Lenik w gos si wci mia,
Ju nie mg wytrzyma, pod boki si bra.
Ciemny Pan wyjc, skrzywi si srogo,
Nie lubi miechu, wic tupn nog.
- Przesta ci mwi i rozkazuj!!!
Bo dusz twoj jadem zatruj!!! -
- Nie boj si ciebie, nie boj, ha, ha,
Niech moje szczcie w komnatach twych gra. 
Wadc Wulkanu to bardzo bolao,
e rado kwita, a pojaniao.
Zwija si z blu i gono krzycza,
Wrzeszcza, co mwi, zowrogo kwicza.
- Oddaj mi Cieniu twoje upiory,
Bo cienko jest z tob, jak do tej pory!!! 
- Bierz ich, s twoje, nie trzymam ju ich,
Nie chc ich tutaj, nie czyni ich zych.
Lecz prosz ci przesta piewa nade mn,
Bo wepchn Krain w m otcha ciemn. 
Wic skoczy ju piewa Bartek piosenki,
Nie chcia skazywa Cienia na mki.
Wraz z upiorami wyruszy na gr,
Opuci komnaty ciemne i bure.
Na zewntrz ju soce mocno wiecio,
Olepiajcym blaskiem w oczy ich bio.
- Jestecie wolne, moje upiory,
Nikt wami nie rzdzi, jak do tej pory.
Lecie gdzie chcecie, wolna jest wola,
Odwiedcie lasy, odwiedcie pola,
Powiedzcie wszystkim, kogo spotkacie,
e ju w kraterze to nie mieszkacie,
e droga wok Wulkanu Wielkiego,
Jest ju otwarta, ju dla kadego.
Lecz pamitajcie o mnie w potrzebie,
A pki co, yjcie jak w niebie!!! 
I upiory suchajc mnego Bartka,
Pdziy wszdzie, jak rzeka Wartka,
Mwiy kademu, kogo spotkay,
e spod Wulkanu ju si wyrway.
A Bartek radosny ruszy wnet w drog,
Skaczc na jedn, to na drug nog.

Szed tak dzie cay, a w noc gwiedzist,
Usiad na chwil pod Rozoyst,
To wielka sosna, wielka jak gra,
Najwysze gazki zakrywaa chmura.
Siedzia przez chwil wpatrzony w zorze,
Wdrowa mylami na swoje oe.
Na mikk kodr i cieple koce,
W ktrych przyjemnie mijaj noce.
Bdzi zamysami po caym domu,
Usn pod drzewem, nie mwic nikomu.
A sny mia pikne, bardzo radosne,
nio mu si, e wspi si na sosn.
Z gry oglda ca Krain,
Widzia swj domek i swoj dolin,
A w Zotym Stawie pywaa Bkitka,
Pikna jak nigdy, a chuda jak nitka.
Z daleka usysza cich piosenk,
Zobaczya go nimfa, wiec podnis rk.
- Kochany, ja czekam na ciebie tu w stawie,
Sysz twe kroki w wietrze i w trawie.
Wiem, e niedugo odnajdziesz Ziele,
Od ciebie, och Bartku, zaley wiele.
I tak mina chopczynie ta noc,
Cho wiatr mia na sobie, a nie ciepy koc.

Obudzi si razem z promieniami soca,
Przez pierwsz chwil nie widzia do koca.
Lecz ju po chwili wyostrzy si wzrok,
A wok niego by niezy tok.
Przestraszy si Bartek, - Co za istoty?
Oj przewiduje dzisiaj kopoty. -
- Kim wy jestecie, drodzy panowie,
Po co te uki, kto mi odpowie?
Co wam zrobiem, e mnie straszycie,
Czy chcecie, ju teraz straci me ycie? 
- Kim my jestemy? Nieze pytanie,
Jak odpowiemy to nic si nie stanie.
Jednak, to ty jeste na naszym terenie,
Bez zgody tylko wchodz jelenie.
Dlaczego tu spae pod nasz sosn?
Co kwitnie kwiatami, zielon wiosn,
Co daje natchnienie naszemu ludowi?
Co daje rad lenemu krlowi?
Odpowiedz prosz na moje pytanie!
Odpowiesz prawd, to nic si nie stanie. -
- Jestem Bartek Lenik, mieszkam w Dolinie,
- Gdzie rzeka Wartka, szybciutko pynie.
Gdzie mieszka kochana, moja Bkitka,
Pikna jak ranek, a chuda jak nitka.
Id na pnoc, po kwiat Zotnika,
Co drog w gardle na gos przetyka.
Bo moja Bkitka potrzebuje pomocy,
A ja zrobi wszystko, co w mojej mocy.
A teraz prosz powiedzcie wy,
Kto was tu przysa, kto daje wam sny? 
- Jestemy Elfy Lene, mieszkamy w Ermanie,
Cho teraz z nami, to nic si nie stanie. 
- Hej drogie Elfy, nie znam ja was,
Pjd ja z wami, jak bd mia czas. -
Lecz elfy nie baczc wcale na sowa,
Chwyciy za nogi i tam gdzie gowa.
Zaniosy Bartka prosto do lasu,
Nie robic przy tym adnego haasu.
Szli wsk ciek midzy drzewami,
Czasami przechodzc midzy skaami,
Czasami skaczc nad maym strumieniem,
Chowajc si czasem przed wielkim jeleniem.
Nie mina godzina, jak byli na ce,
Tam peno elfw, sarny, zajce.
A wszyscy razem yjcy w zgodzie,
I tak to si znalaz Bartek w elfim grodzie.
Na samym rodku tej piknej polany,
Sta wielki Mallron, bardzo zadbany,
Wielkie gazie, wielkie konary,
Oj, bardzo musia, by bardzo stary.
Wniosy go elfy na mniejsze drzewo,
Na sam gr, a pniej w lewo,
Szli po gazi, grubej i silnej,
- Wezwijcie krla, bo w sprawie pilnej! 
Krzykny elfy i zaniosy chopczyn,
Do maej komnaty, na ma leszczyn.
Tam krl ich czeka, razem z krlow,
Przemwi do Bartka, pierwotn mow.
- Witaj chopczyno, mj nieboraku,
Radosny radoci i wolny mj ptaku.
Powiedz, dlaczego spae pod sosn,
W krainie mojej gdzie Mallrony rosn?
Dlaczego wszede na moje polany,
Nie bdc przedtem zapowiadany? 
- Witaj o Krlu, o wielki Panie,
Nie chc ja zego, nic si nie stanie.
Id ja tylko na pnoc do kraju,
Gdzie drzewa i kwiaty wadz sw maj.
Ja chc tam znale may kwiatuszek,
A mwic cilej jego pczuszek.
Chc ja ratowa moj Bkitk,
Pikn jak zoto, a chud jak nitk.
Nie wiem jednak, dlaczego wy,
Traktujecie mnie, jakbym by zy.
Jestem na ziemi zanim te gry,
Pnce si w niebo, zakryy chmury,
Zanim te drzewa i zanim te lasy,
Odkryy wody, to dawne czasy.
Chodziem po wiecie, na samym pocztku,
Pilnowaem ja wszdzie swego porzdku.
Lecz jednak teraz, wiele jest stworze,
yjcych na ziemi, majcych korze,
Wiec ju nie chodz po caym wiecie,
Pilnuj Doliny, jeli nie wiecie.
Jestem ja starszy od ciebie, o Krlu,
Wiele ja zniosem w yciu mym blu.
Lecz nie rozumiem, dlaczego ty Panie,
Celujesz z uku na powitanie? -
- Wybacz mi Bartku Wadco Doliny,
Oj przykro mi wielce i czerwono z miny,
Jednak my bardzo musimy pilnowa,
I nasze dzieci w spokoju wychowa.
Upiory Wulkanu nkaj nas srodze,
Wiec, dlatego strae na Pnocnej Drodze. 
- Nie musisz si ju ba, bo grone upiory,
Przeraliwe poczwary i cuchnce zmory,
S wolne i nie su ju Wadcy Ciemnoci,
I praw ju do nich sobie nie roci.
Wiec moesz Krlu spokojnie spa,
Nie musisz si obawia, nie musisz si ba. 
Syszc te sowa Krl Elfw, podskoczy,
Klasn dwa razy i koo zatoczy.
- O dziki ci Bartku, za twoje przybycie,
Oj wielk ty rado wlewasz nam w ycie.
Wic ju bdziemy yli spokojnie,
Bawic si w lesie czsto i rojnie,
Zaraz obwieszcz wszystkim podwadnym,
O naszym Bartku, Wielkim, Zaradnym,
Zaraz to wielka uczt zrobimy,
I wielk zabaw si zabawimy. 
- O dobra myl kochany krlu,
Od godu odek mi stka z blu.
Nie miaem nic w ustach od paru dni,
Nie karzcie mi czeka, bo zrobi si zy! 
Nie czeka wic Bartek dugo na jado.
Przy wielkim stole, goci zasiado,
Krl, Bartek i pikna krlowa.
Paru ucznikw i suba domowa,
I wojownicy szlachetnie odziani,
W zote kaptury wszyscy ubrani,
A grajkw masa i tancerzy kup.
Na pierwsze danie podano zup,
Jarzynowa, z paproci korzeniami,
Elfy w tej sprawie byli mistrzami,
A zapach cudny rozchodzi si wszdzie,
Wic Bartek zjad j w ogromnym pdzie.
- O widz mj gociu, e smakuje ci zupa,
Cho bez kartofli i zielska kupa! -
- Nigdy nie jadem tak dobrej zupy,
Cho ju niejedne schodziem buty.
Wiele przeyem i wiele ju jadem,
Lecz na ten przepis nigdy nie wpadem.
Zapach przepikny, a smak cudowny,
Aromat wspaniay i bardzo smakowny.
Chciabym ucisn prawice temu,
Pomysowemu mistrzowi, elfowi lenemu,
Co stworzy t straw i nadal jej dusz.
Ju adnej innej zup nie rusz!!! 
- Zupa jest dobra, lecz poczekaj chwile,
Jak miso przynios, suszone motyle,
Pieczone zajce i smaczne lisy,
Nie oderwiesz si szybko od swojej misy! 
I tak si stao, miso podano,
W wielkie puchary wino nalano,
A Bartek jad wszystko, co na stole byo,
Za jego przyczyna wiele ubyo.
Tak jedli, piewali i wino pili,
A wszyscy wkoo si dobrze bawili.

Nastpnego ranka, gdy soce ju wstao,
I wszystkich wokoo radonie witao.
Bartek ju buty zakada na nogi.
Naoy kapelusz szykujc si do drogi.
- Mj drogi Krlu musze ju i,
By szuka daleko Zotnika li,
Aby znw moja kochana Bkitka,
Co pikna jak wieczr, a cienka jak nitka,
Moga znw piewa radonie o lesie,
Bo ju niedugo wiatr gos jej poniesie. 
- Wic egnaj Bartku, do zobaczenia,
Szczcia na drodze, nie zam golenia.
Zostae ogoszony przyjacielem lasu,
Zajrzyj raz do nas, jak bdziesz mia czasu!!! 
Ukoni si nisko Bartek do ziemi,
I ruszy wzdu rzeczki, co wod swa pieni.

Szed wci na pnoc, w kierunku kraju,
Gdzie wszystkie stworzenia, wielk moc maj.
A cay czas, mia si wesoo,
Bawic zwierzta, wszystkie wokoo.
Szed dolinami, wielkimi kami,
Gdzie wszystkie istoty sobie panami.
Podziwia kwiaty i wielkie Mallrony,
Przecudne Palminy, kwitnce Dzwony.
Wody wokoo wesoo szumiay,
Otuch spragnionym, w serce wleway.
Wielkie drzewiska, szumiay pieniami,
Puszyste pajki swe nici tkay.
Zajc za zajcem gdzie w pole goni,
Malutki skowronek w cieniu si schroni.
Motyl za liciem lecia nad stawem,
Przepikny abd przepyn niebawem.
A Bartek szed, cieszy si chwil,
Cudnymi widokami, co oka nie myl.

I w kocu doszed do upragnionej krainy,
Radosny umiech nie schodzi mu z miny.
Rozejrza si w koo, a tam peno kwiatw,
Lecz take peno, suchych, biaych gnatw.
Zdziwi si Bartek, przeto ogromnie,
Skd w tej krainie, za kry pomie?
Usiad na ce, zastanawia si chwile,
A wtem nagle przyleciay motyle.
- Bartku, Bartku, mniej si na bacznoci,
Bo smok nie lubi nieproszonych goci!!! 
- Smok?! O czym wy mi tu teraz gadacie,
Czy jakiego smoka, w ogle to znacie?  
Lecz nagle z pnocy, gdzie wielkie gry,
Czarne jak smoa wzniosy si chmury.
Pdziy do chopczyny, z wielk prdkoci,
Bijc z daleka wielk wciekoci.
Bartek wsta z ziemi, patrzy na zjawisko,
A smok ju zbliy si niespodziewanie blisko.
Wyldowa na ziemi, wielkimi szponami,
Sta tak przez chwil z rozoonymi skrzydami.
Z pyska wielkiego, leciaa mu lawa,
A pod nim na ziemi, zgnia ju trawa.
Ogromne ky, wzrok mroczny i gorzki,
Na caym ciele uski i mae roki.
A wielki, ogromny, potny i zy,
- Kto ty za jeden, przedstaw si mi?! 
Rzek smok do maego, stojcego chopczyny,
Co wci nieprzerwanie radosne robi miny.
- Jestem ja Bartek Lenik, z Zielonej Doliny,
Szukam tu kwiata dla mojej dziewczyny,
Bo ona jest chora i potrzebuje pomocy,
A ja zrobi wszystko, co w mojej mocy. 
Smok zamia si gono, rozdziawiajc paszcze,
Splun smoczym ogniem w okoliczne chaszcze.
- Przyszede tutaj, do mojej krainy,
Aby zyska wzgldy u swojej dziewczyny? 
Schyli eb do ziemi, by przyjrze si chopczynie,
Co przyszed a tutaj, by pomc dziewczynie.
- Zginiesz mj Bartku, i to ju teraz,
Zjadaem ju ludzi, oj i to nieraz. -
Otworzy paszcz i pokaza zby,
Z garda mu biy, dymu ciemne kby.
I chcia ju chwyci Bartka, zabi jak wielu,
Lecz nagle strzaa pomkna do celu,
Wbia si w serce, idc przez przeyk,
Kto strzeli z uku? Elf leny Meyk,
Przyszed on pomc Bartkowi ze smokiem,
Wyrnia si si, no i celnym okiem.
Gad jcza, kwicza, rycza i szala,
Plu wci posok i w oczach mala.
Wci zion ogniem, wygina si gibko,
Bartek wraz z elfem uciekali szybko.
Lecz smok ich zauway i plun w nich z lawy,
I by ich zabi gdyby nie zjawy.
Przybyy szybko, bo naga potrzeba,
Sfruwajc prdko, jak grom z jasnego nieba.
Bartek jeszcze bdc na ziemi, 
Chwyci kwiat zotnika i schowa do kieszeni.

Upiory odniosy elfa, do jego krainy,
A radosnego Bartka do Zielonej Doliny.
Tam na czekaa ju nimfa Bkitka,
Co pikna jak soce, a chuda jak nitka.
Ucaowaa Bartka i wzia Zotnika,
Pocza piewa pikniej od sowika.

Jaki czas pniej, nastpnego roku,
Przy wietle ksiyca, przy gwiedzistym zmroku,
Odbya si zabawa, wielka i wesoa,
Mao kto tam rado swoj powstrzyma zdoa.
Byy elfy z lasu, byy i upiory,
Byy i motyle oraz inne stwory.
Wszyscy bawili si razem, miejc si wesoo,
Sawic dobro Bartka wszdzie i w okoo.
A na koniec zapiewaa przecudna Bkitka,
Co pikna jak nimfa, a chuda jak nitka.

KONIEC 

<#FONT:[BOLD:1]#><#FONT:[COLOR:0xFFFFFF40]#>Pawe onowski<#FONT:[BOLD:0]#><#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>
<#LINK:[COLOR:0xFFE1D1BE][ACTCOLOR:0xFF016DFF][VISCOLOR:0xFFC0C0FF][ACTION:<EXE:mailto:uruk_hai@poczta.fm>][CAPTION:<uruk_hai@poczta.fm>][AUTOSCROLL:1]#>uruk_hai@poczta.fm<#ENDL:#>
