<#KEYWORDS:[WORDS:<Kolory szaroci >]#><#SCROLLS:[BYLINE:1][BYPAGE:1][BYTWOPAGES:0]#><#JLIMIT:[C1LMARGIN:10][C1RMARGIN:630][C2LMARGIN:10][C2RMARGIN:300]#>
<#JUSTIFY:[TYPE:2]#><#FONT:[BOLD:1][FACE:<arial.ttf>][AALIASED:1][SIZEX:12][SIZEY:16][COLOR:0xFFFFFF40]#>Kolory szaroci
<#FONT:[FACE:<arial.ttf>][BOLD:0][SIZEX:10][SIZEY:12 ][COLOR:0xFFFFFFFF]#><#TITLE:[CAPTION:<Kolory szaroci>][AUTOSCROLL:1]#>

	Mino zbyt wiele czasu, by znowu to rozpamitywa... To nie miao najmniejszego sensu. Ju sam pomys nie by wiele wart... Zreszt ludzie maj wiksze problemy ni ten, ktry drczy Magdalen. W kocu nie brakowao jej niczego; ani jedzenia, ani dachu nad gow, ani ubra. Jej ycie nie przypominao moe scenek z ycia ksikowych bohaterek, nie otaczay jej luksusowe wntrza, nie mieszkaa w piknej rezydencji, nie nosia jedwabnej bielizny, ani te dugich balowych sukni. aden ksi nie porwa jej do swego zamku. Mimo to potrafia dla kadego znale ciepe sowo i umiech i nie skarya si. Miaa tylko jedno marzenie, ale doskonale wiedziaa, e dla siedemnastoletniej dziewczyny byo ju za pno, by je zrealizowa. Moe gdyby... Ale nie, nie miaa szans. Kiedy patrzya w lustro, widziaa niebrzydk dziewczyn o gbokim spojrzeniu ciemnych oczu, ciemnych wosach i dugich, wywinitych rzsach. Bya Mulatk, wic jej skra piknie lnia w socu i bya gadka jak ciemny aksamit. Tak bardzo byo jej do twarzy w tamtej rowej sukience, ktr dostaa w prezencie od jednej z ciotek. Nawet ju nie pamitaa, od ktrej...
	Na gazi rozoystego klonu za oknem przysiad may brzowawy szczygie w czerwonej masce i zacz wiergota. Wyglda na szczliwego. Magdalena przygldaa mu si przez chwil. Uszczliwiao go soce, lekki wiatr, gar okruchw i koysanie si na gazi. Mia wszystko, chocia nie mia nic. Mia wszystko to, co byo mu potrzebne do ycia, by peen szczcia i radoci, bo nie potrzebowa niczego wicej, bo wystarczao mu to, co mia, bo nie tskni za czym nieosigalnym i po prostu cieszy si yciem, a rado wyraa piewem. Tak niewiele potrzebowa... Niestety ludzie w swej prnoci chc coraz wicej, dlatego nigdy nie potrafi doceni tego, co daje im los. Szkoda...
	Magdalena odwrcia wzrok od okna, zostawiajc szczyga samego ze swoj weso piosenk i wygadzia zagniecenie na kocu, ktry przykrywa jej ko. Musi by rwno, eby byo wida, e dba o porzdek i eby nikt si potem nie gniewa. Gniew jest straszny...
	Wstaa, podesza do drzwi i wysza na korytarz. Schodami zesza na d i po chwili znalaza si na zalanym socem placyku. W piaskownicy bawiy si mae dzieci, na hutawce buja si chopiec, a kawaek dalej jaka kobieta z okropnie pomaraczowymi wosami, wyprowadzaa na spacer pekiczyka. Wygldaa do zabawnie, ale Magdaleny nie rozbawi jako niecodzienny kolor jej wosw. W ogle jej nie zauwaya. Jej wzrok przyku bowiem kolorowy latawiec na niebie. By barwny, wesoy i mia wrcz bajeczny ogon... Mj Boe, cho raz poczu si jak latawiec... Mc wzbi si w gr, radonie wirowa w powietrzu, krci si, szybowa tak wysoko... Gdyby mona byo odczy dusz od ciaa i lewitowa w chmurach, bawi si z wiatrem w berka, mc sign nieba, zatopi si w takim szalestwie i radoci, zapomnie o szarociach, y kolorowo, umiecha si... Poczu si wolnym, od nikogo niezalenym... Cho raz... Albo tak jak chmury podrowa po niebie, patrze na wszystko z gry, niczym si nie przejmowa, kocha si z deszczem i chon rzeko powietrza po burzy. By oboczkiem, takim puszystym, biaym, maym oboczkiem i ucieka w wiat, kiedy tylko ma si na to ochot. Jak to by byo wspaniale... Albo tcza; ma tyle barw, e dzieli si nimi z caym wiatem, daje rado, cieszy oczy, rozwietla pochmurne niebo, umiecha si kolorowym ukiem do wszystkich, ktrzy na ni patrz...
	Magdalena westchna syszc dalekie uderzenia zegara na rynku, wybijajcego godzin pierwsz. Czas na obiad; trzeba wraca do tych chodnych, betonowych cian, nie majcych nic wsplnego z ciepem i radoci. 
	Odwrcia si, wesza po schodkach na gr i nacisna klamk. Drzwi zamkny si za ni cicho. Czerwona tabliczka z napisem <#FONT:[COLOR:0xFF6B8DFD]#>"Dom Dziecka Nr 54"<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>, zakoysaa si lekko, wydajc sabe skrzypnicie.
	Szczygie umilk...

<#FONT:[BOLD:1]#><#FONT:[COLOR:0xFFFFFF40]#>Marta Bilewicz<#FONT:[BOLD:0]#><#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>

17 kwietnia 2000 r
