<#KEYWORDS:[WORDS:<SYNTIA - dziecko szalonych bogw >]#><#SCROLLS:[BYLINE:1][BYPAGE:1][BYTWOPAGES:0]#><#JLIMIT:[C1LMARGIN:10][C1RMARGIN:630][C2LMARGIN:10][C2RMARGIN:300]#>
<#JUSTIFY:[TYPE:2]#><#FONT:[BOLD:1][FACE:<arial.ttf>][AALIASED:1][SIZEX:12][SIZEY:16][COLOR:0xFFFFFF40]#>SYNTIA - dziecko szalonych bogw
<#FONT:[FACE:<arial.ttf>][BOLD:0][SIZEX:10][SIZEY:12 ][COLOR:0xFFFFFFFF]#><#TITLE:[CAPTION:<SYNTIA - dziecko szalonych bogw>][AUTOSCROLL:1]#>

Przedstawiam wam drodzy czytelnicy ksik nad ktr pracuj ju od kilku miesicy. Wprawdzie mam wicej przerw ni pisania, ale co nieco ju powstao. Jak kto ma ochot niech sobie poczyta. Fakt jest taki, e mam straszn frajd budujc <#FONT:[COLOR:0xFF6B8DFD]#>"swj"<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#> wiat i swoich bohaterw. Polecam wam lektur serdecznie - chtnie rwnie poznam wasze szczere opinie na jej temat, te pozytywne, jak i negatywne. Wszelkie komentarze sa na mj adres e-mailowy -  Lub na snail.

<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 1
Ucieczka<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>

Stana na szczycie wzgrza. Rozejrzaa si wokoo. W prawej doni trzymaa  miecz, zakoczony ukowato do gry. Na wschodzie, soca ju nie byo, znajdowao si dokadnie po drugiej stronie,  dzie wic si koczy. Bya ju zmczona, jednak mimo olbrzymiego wysiku wyprzedzaa swoje wsptowarzyszki o kilka cennych chwil. Zorientowaa si w sytuacji. Wozy znajdoway si od nich o jakie dwie, moe trzy godziny. Do tego jednak czasu zapadnie zmrok. Kontynuowanie dalszego marszu wic nie miao sensu. Mogyby natkn si na szakale i inne zwierzta ktre w nocy stanowiy dla nich wielkie zagroenie. Moe udaoby si im przej, lecz nie moga sobie pozwoli na strat adnej z wojowniczek jakie wyruszyy z ni w t szalon wdrwk. 
Staa teraz taka pikna na szczycie tego przepiknie jeszcze zielonego pagrka. Zote soce na zachodzie byo coraz niej. Droga na horyzoncie zdawaa si znika gdzie w jakim odlegym punkcie. Podobno gdzie w jednym z poudniowych krajw posiadano urzdzenie ze szka ktrym mona byo zobaczy co jest za horyzontem, lecz mao kto w to wierzy. Brednie. 
Wosy miaa liczne, opadajce jak welon a po sam d. Gdyby kto przyglda jej si z daleka, zobaczyby pikn mod, czternastoletni kobiet, pikn jak nimfa wabica w celtyckich opowiadaniach. Nie zdawaby sobie sprawy jednak jak zabjczy jest to widok. Ta dziewczyna krya w sobie odwieczne tajemnice. Tajemnice i to miertelne.  
- Pani, co robimy? Gonimy? Dzie si koczy...
- Wiem... - przerwaa na moment jakby chciaa powiedzie e to nic nie znaczy - rozbijamy obz.
- Czy tu bdzie bezpiecznie? Zadaa pytanie, wojowniczka ktra staa teraz obok Syntii. Byo to pytanie nieostrone i nieodpowiednie, niegodne wojowniczki ktra walczy u boku Syntii. Na szczcie przywdczyni nie zwrcia na to pytanie uwagi. Dalej staa wpatrzona w teraz jeszcze ciemniejszy i znikajcy horyzont. W midzyczasie na szczyt weszo pozostae osiem wojowniczek, ktre obadowane byy toboami. 
- Jutro - odezwaa si wreszcie Syntia - napadniemy na wiosk, ktra znajduje si o ptorej godziny std. Wprawdzie zbacza to troch z naszego kursu, lecz dziki temu zdobdziemy konie. 
- Skd wiesz e tam jest wioska? Zapytaa Elan, najstarsza z caej gromady. 
- Po prostu wiem.
Na tym rozmowa si urwaa. Wszyscy wiedzieli e Syntia jest za. Za za to e tak day sobie skra konie. One wojowniczki. Wojowniczki Syntii, postrachu caego Sowroboru. Jak wie si rozejdzie...
Poszy szybko spa. Rano czekaa ich praca.


- Nie zabijaj! Krzykna starsza kobieta. Kobieta chciaa jeszcze co doda, lecz miecz zakoczony ukiem ju przeci gardo maej kilkuletniej dziewczynki. Gowa poturlaa si w stron matki. Ta przewrcia si z przeraenia. Ojciec rzuci si w stron Syntii, lecz dosiga go strzaa Gilder. Gilder bya uczniczk. Nim zdy zrobi krok, zaoya strza na uk i wystrzelia prosto w serce. Sysze da si tylko jk. Zapada cisza. Nikt nie chcia by nastpny. Mia jednak na to wielkie szanse, wojowniczki Syntii nie znay litoci. Lubiy zabija. Traktoway ludzi jak kaczki na polowaniu. C znaczy jedno ludzkie istnienie.  Gilder naleaa do osb ktre nie lubiy marnotrawi  strza. Podesza do lecych jeszcze bezwadnie zwok i sprawnym szarpniciem wyja a waciwie wydara  strza z klatki mczyzny. Posplstwo, zgromadzone ju w caoci na placu wydao z siebie tylko wyranie dajcy si sysze jk. Syntia osigna zamierzony na wstpie cel. Przestraszy. Zasia w sercach nienawi. Nic tak nie cieszyo jej oczu, jak widok wpatrujcych si ni nienawidzcych, paajcych zemsty ludzi.
- Kady nastpny ktry bdzie chcia przeszkodzi, narazi si Syntii, jedynej i prawowitej wacicielce Sowroboru - skoczy tak samo. Nie musiaa nawet tego mwi, wszyscy o tym dobrze wiedzieli. Dostrzega co, jeszcze nie zdawaa sobie sprawy z tego co...
- A c to za brednie wa panienka opowiada. Przeciem to ja, khm... Mj pan jest prawowitym i jedynym panem Sowrboru - Jan, Jan Keszelis, pan nad pany. Jedyny i sprawiedliwy. Za kruczoczarnym mczyzn stojcym w dumnej postawie, stao jeszcze piciu zbrojnych i dziesiciu ucznikw. Nie trudno si domyli e wszyscy ucznicy mieli nacignite ciciwy a na nich strzay. Zatrute strzay. Strzaa taka powodowaa e nawet najdrobniejsza rana stawaa si ran mierteln. Sytuacja teraz bya dosy dziwna. Wieniacy nie wiedzieli co pocz. Z jednej strony Syntia, z drugiej kruczoczarny wojownik. Po rodku oni. 
- Poleje si krew. - powiedzia jeden z wieniakw. 
- Oby nie nasza. - doda kto z boku. 
Nie zdy dokoczy gdy w gr uderzyo pierwsze zaklcie. Zaklcie byo olepiajce. Wojowniczki Syntii doskonale zdaway sobie spraw z tego co robi. Pady jak dugie na ziemi. W tym samym momencie uczniczy wystrzelili. Wikszo strza chybia, niektre trafiy w chaty a niektre w rozbiegajcych si teraz we wszystkich kierunkach wieniakw. Jeden z nich, koodziej trzyma  strza ktra przeszya jego gardo, a druga znajdowaa si w udzie. Nie mia chopina szczcia. Chorowity by od dziecistwa. Nie raz ratowaa go elfka z lasu - Galasta. Niestety tym razem mu nie pomoe. A nowy koodziej drogi bdzie, wie bdzie musiaa sporo wyda. 
Syntia staa teraz na rodku placu, jej wojowniczki stay za ni. Przed ni sta kruczoczarny wojownik. Sta w identycznej pozycji. Oboje zoyli rce w identyczny sposb. Byli szybcy. 
- Dargh yeh - powiedzieli jednoczenie. Czar poszybowa przed nich.  W tym momencie stao si to co, ani jej, ani jemu nie przyszo na myl. Ich zaklcie, ich pocisk ogniowy zderzy si w powietrzu. Zamar na chwil. Wygldao to tak jakby dwie ogniste kule sioway si w powietrzu.
- W nogi! - wrzasna Syntia - w nogi dziewczyny! Nie musiaa powtarza, dziewczyn ju nie byo. Dobrze byy wyszkolone. Ani kruczoczarny mczyzna, ani jego wojownicy nie czekali na to co si stanie za chwil, a sta si musiao.
- Niechybnie dupnie. Stwierdzi Marian syn Arekuzy i Margila - Dupnie i to fest.  A e do rozgarnitych nie nalea zosta na rodku pustego placu.
I dupno. Tak wprawnie rzucony czar, jak z jednej tak i z drugiej strony nie mia szans przeway tej drugiej. Atomy jednego i drugiego czaru rozczepiy si, uwalniajc kilkakrotnie wiksz energi. Na placu pojawi si ogromy grzyb. Zmioto okoliczne domy, zapon las wokoo. Po Marianie zostay buty jeno. Na szczcie mia brata, wic si nie zmarnuj. Tym bardziej e szewca zjedli wilcy dwa ksiyce temu. 

Po chwili wieniacy zbliali si na teren wioski, a raczej gruntu jaki po niej zosta.
- Skurwysyny czarowniki, gady pieprzone. Trzeba to bdzie wszystko odbudowa. Nie zdawali sobie jednak sprawy z tego i ich trud wkrtce na marne pjdzie. 


<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 2
Oblenie<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>

Wojsko liczyo 300 konnych, czterystu piechurw. Dobrze wyszkolonych. Oprcz tego byo ich jeszcze 200 osb  rnej maci wojownikw, hochsztaplerw, rozmaitych bandziorw i innych im podobnych, ktrych jedynym celem byo zdobycie jakich upw na tej wyprawie. Na czele caej wyprawy staa Olga. Potna wadczyni. Postrach okolicznych pastw. Trzs si przed ni potny wadca Korbachu, Stalmadyk. Wadca poudniowych rubiey Rugii Daltakot, skada jej daniny. Nawet nie prbowa walczy. Wola gra na zwok, w tym czasie umacnia granice i zaciga armi, ktra bya rozbita po ostatniej wojnie z pastwem Poabasw. Mae pastewka nie miay szans. I tak ju wikszo z nich uzaleniona bya od Farlatugaty - potnego pastwa Olgi. Bya ona chytr i przebieg wadczyni. Ojciec krnbrnej creczki da jej ma kraink we wadanie. Nigdy nie przypuszcza e na swoj zgub. Olga zbudowaa armi. Armi potworw, degeneratw, nie cofajcych si przed niczym onierzy. Ojciec nawet nie spodziewa si, e stanie si pierwszym celem, pierwsz wypraw Olgi. Nie wierzy kiedy wojsko donosio o cigle rosncej potdze Farlatugaty. Nie ba si. Przecie to crka. Jego zamek zdoa broni si trzy dni. Rankiem obudzio go - cze tato - jednak do garda przyoony miecz wiadczy dobitnie o zamiarach. Ten sam miecz ktry podarowaa jej matka. To co zobaczy w jej oczach, to byo co co przeraao, ten wzrok, to zachowanie...jak matka, szalona, dna wadzy i mstliwa, nie wybaczaa nigdy. Dlatego j zgadzi. Teraz to samo zrobi z nim crka, wasne ziarno, wasna krew. Krew rozlana w imieniu boga, najstraszliwszego boga. Boga chciwoci i wadzy Za tym bogiem cignie si mier. Zawsze. Od zawsze, odkd pamitaj prorocy, trutnie i Wygibary - tajemniczy lud Burtgundesq - p ludzie, p byki. Z tej przestrasznej pltaniny genw  wyania si szybki, mocny i niebezpieczny przeciwnik. Budzi strach. Strach, i nienawi, nienawi do wszystkiego co inne. 

Olga jechaa w lektyce. Bya zmczona po ostatnim starciu z hordami tego dziwnego ludu. Ktry nie by pastwem, lecz mia niezwykle  rozbudowany system grodw. Byy praktycznie nie do zdobycie. Nikt z wspczesnych nie pamita, aby komu udaa si ta sztuka. Wysokie way, usypywane sztucznie. Do tego naturalne fortyfikacje, rzeki. Przy dobrych zapasach mona byo si broni nawet rok, dwa. Co byo nie do zniesienia dla upiecy. 
- Pani, zbliamy si. Spojrzaa na niego, przekrcia gow  i spojrzaa w przd.
- Czy podjazd ju wrci?
- Tak pani, zaraz tu bd. 
Suga oddali si. Kaniajc si cay czas nisko. W tym samym niemal momencie do jej lektyki szybkim kusem zbliyo si dwch jedcw. Z ich twarzy mona byo wyczyta wszystko. Morderstwa, gwaty, bitki, hulanki i swawole. Jeden z nich by niszy. Nosi imi Jagoderyt a jego wyszy kolega Statoteryt. Pochodzili z jednej wioski. Od dziecka wiedzieli e za dugo na roli nie zabawi. Byli zawsze chtni do bjek. Po jednej z nich kiedy wymordowali poow wsi, mieli zawisn. Uratowaa ich wanie Olga. Ktra zawsze liczya i wiedziaa e moe liczy, na ludzi zdolnych i pomysowych. 
- Przed nami najpotniejszy z ich grodw - Iskarostan - nie do zdobycia. Brama jest zamknita. Zdyli si przygotowa. Zebrali ywno. Okoliczni wieniacy schronili si z dobytkiem kurna w rodku. Splun siarczycie i cign dalej. Teraz wida wiele ognisk ze rodka grodu. Niechybnie gotuj smo i wrztek. Nie miem radzi, ale lepiej odstpi...
  Twarz Olgi pochmurniaa - odstpi? Nigdy! Zwoa wszystkich Zbliamy si do grodu. Na miejscu rozbijemy obz. Wok grodu rozstawi stra, tak e mysz si nie przelinie. Sprbujemy pertraktowa.
- Nie sdz by chcieli...
- Od sdzenia tu jestem ja, Jogoderyt, a ty nie zapominaj kto tu rzdzi. Tutaj jest wystarczajco drzew i gazi na ktrej moesz zawisn. Zbierz swoich ucznikw. Zrobicie may rekonesans. Wemiesz ich, podjedziecie do grodu, nie za blisko, tak eby was ucznicy nie dosigli, i sprbujecie ostrzela grd zapalonymi strzaami. Moe uda si ich wykurzy ogniem
- Nie wydaje mi si to...
- Nie pytano Ci o nic, Wykona! Za gupi by ze mn dyskutowa. Aczkolwiek przydajesz si do zgoa czego innego. Przyjd wieczorem do mojego namiotu. 
- Tak pani.
- I wykp si bo cuchniesz. 
- Jak kaesz pani. Oddalajc si kl siarczycie. Nie znosi kpieli. Znw musi si kpa. Tak jakby dwa tygodnie to byo dugo. W tym cholernym klimacie pidziao w dodatku jeszcze okropnie.


- Fajfusika masz cakiem cakiem. Niechybnie, rka boli czasem. Odwrci gow. Na brzegu siedziaa Rusaka zonica. P baba, p chop i p nie wiadomo co. 
- A tobie co do tego? Pokrako.
- O znalaz si pikni. Dwie rce, dwie nogi, kto by chcia takie co dupczy.
- Ty na pewno nie. Wystraszy si. Opowiadano e z Rusakami nie ma artw, a ju szczeglnie z zonicami. Te byy najgorsze. Potrafiy zgwaci nawet byka. Zobaczy e siedzi obok jego uku i miecza. 

- Zawoa Jgoderyta!
- Nie ma go, poszed si kpa nad rzek. - Odpowiedzia suga, ktry jak zwykle pojawi si nie wiadomo skd.
- To biegiem po niego!
Co za idiota... pomylaa z wyran dezaprobat. Przecie najpierw mia ostrzela Ikarostan.



Sytuacja bya beznadziejna. Gra na zwok. Wyszed powoli z wody, stara si nie robi gwatownych ruchw. Wiedzia czym to grozi. Powoli wzi spodnie lece na ziemi, nie odrywajc wzroku od rusaki. Chwile milczenia byy nie do zniesienia, jako w tej ciszy, czu si niepewnie. Ba si o swj zadek. A to wiadomo co si moe sta. Sysza raz o zonicy ktra cakiem niespodziewanie zmienia si w chopa, i to w dodatku jurnego. Jak si zasadzia na biednego chopa ktrego to napotkaa, a ktren si z niej nabija, to biedny tydzie na dupsku usi nie umia, a pierdzie tak jak kiedy te nie potrafi. Nie mg si ju zakada w gospodzie o piwo, e jak pryknie to si konie na polu przestrasz. Majc na uwadze te wszystkie wydarzenia, postara si zagada bardzo delikatnie do Rusaki. Nie chcia powtrzy tego bdu co na pocztku. 
- adna dzi pogoda. Pado ni to pytanie, ni to stwierdzenie. Aczkolwiek zabrzmiao bardzo sentencjonalnie. 
- No, nie pada... chciaa jeszcze co doda, lecz za bardzo nie wiedziaa co. Nie wiedziaa nawet czemu si zarumienia.  Bya bardzo adna. Miaa bardzo adne, blond niebieskie wosy, do ktrych wiatowid idealnie dobra bkitne malutkie oczka. Uszy miaa bardzo drobniutkie, zreszt nosek te. Nie zauway jak przyglda si jej biustowi. Nie by may, ani duy. By wanie taki jaki chciaby aby miaa jego ona. Widzia dokadnie, teraz jej delikatnie sterczce sutki. Wiedziaa e jej si przyglda, wiedziaa e patrzy na jej krge piersi. O dziwo nie przeszkadzao jej to. Na pocztku owszem chciaa na nim nieco si wyy, lecz teraz jako tak sama nie wiedziaa czemu, ale miaa na niego ochot. Chciaa aby do niej...
- podej czy nie? Rozmyla. Jezu, jaka ona liczna. Dotkn bym j, obj ramieniem, pocaowa, tuli pieci. 
Podszed.
 
Suga przedziera si przez krzaki. Byo ich tutaj peno. W ogle by to dziwny kraj. Od pocztku kiedy si tutaj zjawili, nic tylko lasy i grody. Grody budziy postrach. Byy ogromne. Wszystkie otoczone palisadami. Wysokimi. Tylko kiedy si zbliali do murw, z gry lano na nich smo, gorc wod, dzieci miotay kamienie ze swych sznajdr, doroli strzelali z ukw, i to tak skutecznie, e nie zdarzao si eby kiedykolwiek zmarnowali strza. Nie podobao mu si przy Iskarostanie. Wiedzia e ludziom te si to nie podoba. Zbyt wielu ju umaro, a upy cigle byy mae. Wanie przedar si przez kolejne krzaki, ktrych koce zakoczone byy bardzo ostrymi kolcami. Kl siarczycie, na kadym kroku. Zauway ma ani, jednak zanim napi uk, jej ju nie byo. Zobaczy dziwne mae zwierze na ziemi, ktre nagle zwino si w kbek i pokazao ostre kolce. Dotkn. Kuo.
- Ej! Co ty! Usysza, swojego sobie macaj, a nie moje igy! Wystraszy si, to co mwio. Zakl i odszed dalej. Po choler mi si uera z Jekohalucyntami. Miay dziwny sposb komunikowania si z ludmi. Nikt do dzisiaj nie wiedzia w ogle skd bierze si ta zdolno. Nie zaprztao mu to jednak dugo gowy. Rzuci za siebie czar ochraniajcy, tak w razie czego. Nigdy nie wiadomo co to za gad. Koniec czaru wymaga splunicia przez lewe rami. Zrobi to nazbyt dokadnie, tak e ogromn lepiasta substancja wyldowaa na drzewie i teraz powoli ciekaa po jego konarze. Ju by jednak kilkanacie metrw do przodu. Przedar si przez wszystkie krzaki, wokursty,  meliory, taskiry i pneumy, a Jekohalucynant by ju daleko w tyle. Pewnie ywi si jakim okurytamem, ktrych w tym lesie jest peno. Zreszt wikszo zwierzt w tym zakazanym ktku wiata si nim ywi. W kocu jest najmniejszy, posiada wiele witamin i mnoy si tak szybko jak Galamandra, ktra rodzi si rednio co trzy sekundy. Spojrza w gr, wanie zobaczy jeden z najpikniejszych widokw.  Zachodzio soce. Normalnie nastawaa noc, lecz tylko przez 8 miesicy w roku, w pozostae cztery miesice zamiast nocy, na orbit wchodziy Ertaka i Syntaka. Dwa ogromne soca. Ztoblada powiata ju rzucaa na wszystko swoje barwy. A byy one inne ni przez ostatnie 8 miesicy. Zielony stawa si tak zielony e a pieky oczy. Z innymi kolorami byo podobnie. Szybko poszuka ziela Pokrzywki ErtSyna, jedynej roliny ktra pozwalaa widzie w  tym wietle. Teraz mg by pewny e robi to wszyscy ktrzy przybyli na te tereny. Miejscowi byli uodpornieni. Na szczcie znalezienie tej roliny jest zawsze dziecinnie atwe. Rolina ta ma 3m. wzrostu i jest jej wszdzie peno, jej licie maj czerwono-rudy kolor, bardzo atwy do rozrnienia. Zjad zaraz kilka lici. Poczeka moment, a licie zaczn dziaa. Spojrza jeszcze raz do gry. Soca jeszcze nie byy takie mocne, przez co mona je byo dokadnie obejrze. Miay nietypowy ksztat, owalny. Waciwie eliptyczny. Ertaka bya nieco wiksza. Co ciekawe i jednoczenie olniewajce i co fascynowao zawsze wszystkich, Syntaka krya wok Ertaki. Ruch zawsze by zgodny z ruchami zegara. Teraz jednak byo na odwrt. Nie mg jednak o tym wiedzie i nie zwrci na to uwagi, gdyby zna tutejsze przepowiednie, nie byby tak tym widokiem zachwycony. Teraz jednak przyglda si obu socom niezwykle dokadnie. 
Doszed wreszcie do polany, wyj z kieszeni usta, zaoy na czubek gowy i zawoa
- Jorgodreryt - zaskrzecza. Zdj wic jeszcze raz usta, spojrza na nie i teraz si zorientowa e nalazo mu w czasie podry do nich kilkanacie Pakw - zwierzt przypominajcych patyczki jakich peno w lesie. Wytrzepa usta dokadnie i znw zaoy w otwr na gowie. Przesun troszk uszy, bo w czasie przedzierania przez krzaki nieco mu si obsuny. Od razu poczu e lepiej syszy. 
- Jogoderyt-  tym razem zabrzmiao ju dobrze.  


<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 3
Kiedy wschodz dwa soca<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>

Syntia jechaa z przodu, za ni reszta dziewczyn. Gilder miaa zabandaowan do. Eryka natomiast leaa nieprzytomna przywizana do konia. Zwisaa z niego jak worek kartofli. Rce smagay co kilka krokw konia, po ziemi. Reszta dziewczyn te nie wygldaa za dobrze. Byy poobcierane, umorusane, ubrania cuchniay potem i psujc si krwi. adna z nich si nie odzywaa. Syntia bya zapatrzona w horyzont i wygldaa najbliszego grodu, z jej oblicze wynikao, e wkrtce powinny dosta si do Ikarostanu. Tam si podkuruj  i doprowadz do takiego stanu, jaki pozwoli im bezpiecznie pody na poudnie. Dobrze e zbrojny oddzia ktry napadli mia przy sobie duo gotwki, inaczej znalazyby si w niezych opaach. Sprawny obserwator zauwayby szybko e Syntia ma na plecach onierki geburstak, rodzaj mocnego, ognioodpornego plecaka, sucego do przewoenia dokumentw, map i listw. Oczywicie wszystkiego olbrzymiej wagi pastwowej. Plecak nie mia adnych naszywek, ani adnych znakw  pastwa, czy te grodu z ktrego mg pochodzi. Robili tak niemal wszyscy dla bezpieczestwa. Syntia ca drog od tej nieszczsnej walki, zastanawiaa si dlaczego wzia ten plecak. adna z nich nie potrafia czyta, a poza tym aby sprzeda dokumenty trzeba przynajmniej wiedzie co w nich pisze. Wtedy mona pertraktowa cen, ktra przy wanych dokumentach moga by cakiem, cakiem wysoka. 
Rozmylajc, nawet nie zwrcia uwagi na Sytnak i Ortak. Nie interesowa jej ten widok. Widziaa kilka razy. Naleaa raczej do ludzi ktrzy nie patrzyli dwa razy na to samo. Ona bya urodzon wojowniczk. Zabijaa jak dugo pamita i dobrze jej z tym. Ze swoim oddziaem podaa na poudnie. Za nim. Musi si zemci. Szkoda tylko e wyprzedza ich o tyle drogi. Co si odwlecze, to nie uciecze. Co powiedzie w grodzie, gdy si do niego zbliy? Co robi. Przecie cay taki oddzia musi wzbudza jakie zainteresowanie. Zwyk ciekawo ludzk, a wieci szybko si rozchodz. Takie co moe jej bardzo zaszkodzi. Bolay j stawy i minie. Tyle dni na koniu. Nalea si im odpoczynek. Zastanawiaa si wanie, kiedy kto si natchnie na pobojowisko jakie po sobie zostawiy. Gdy przypominaa sobie oczami wyobrani cay teren walki, nawet nie zauwaya e zbliaj si do grodu. Gdyby si dokadnie przyjrzaa, moe zauwaya by kup dymw za lasem ktry otacza Ikarostan. Byy jednak zbyt zmczone. Nie zdziwia ich zamknita brama i dziwna jak na t por pustka przed bram. Jechay konno. Teraz dojedajc do grodu wyprostoway si automatycznie w siodach, aby wzbudzi w ludziach uczucie e z byle kim, to nie maj sposobnoci. Mimo swojego dowiadczenia, takiego grodu jeszcze nie widziay. Mury ktre wzbijay si w niebo straszyy z wysoka. Fosa, tak pewnie gboka, e wiele trupw ju pomiecia a niechybnie i jeszcze si w niej zajdzie. Gdy podjeday do gwnej bramy, ni std ni  zowd pojawi  si may krasnoludek. Niechybnie by to hologram. Normalnie w dzie nie do poznania, lecz wieczorem, dao si widzie niewielkie migotanie przekazu.
- Yer datykjagh - pado zaklcie. Zreszt doskonale znane Syntii. Zaklcie byo skanujce. Poczua lekki szum w gowie, piszczenie w uszach. Wiedziaa e zaklcie dla wikszoci jest bardzo bolesne. Odwrcia wic gow i spojrzaa na dziewczyny. Wszystkie skrcay si z blu. Sander pocieka krew z nosa. Zemdlaa tylko po to, by po chwili si ockn. 
- Jej potrzebna jest pomoc - Syntia - powiedzia wskazujc na Eryk. 
- Ma kilka poamanych eber i silny wstrzs mzgu. A wasz sposb transportowania rannej, doda jej kilka nowych urazw. Nie mogycie zrobi noszy?
 Mogymy, pomylaa Syntia, lecz to by opniao podr.
- Nie twoja sprawa. Odpowiedziaa krtko i zaraz tego poaowaa gdy krasnoludek doda co do swojego czaru skanujcego, pewnie jak osobist sztuczk, tak e a zajczaa. Nie chciaa si broni, aby nie da pozna przeciwnikowi e zna si na czarach.
- Moecie wej do grodu, lecz w pobliu s ju wojska Olgi. Niechybnie na dniach zacznie si ata...
Hologram znik. Za to od prawej strony grodu zblia si podjazd. Syntia szybko ocenia swoje szanse i ju zacza si wycofywa, gdy brama zacza si otwiera. Podjazd by coraz bliej. Wjechay szybko na pomost. Za nimi posypay si strzay, ktre latay wok ich uszu. Synti nawet jedna drasna. Gilder wystrzelia par strza w ich stron, lecz rannej nie wychodzio to tak jak zawsze. Ju wszystkie dopaday wejcia, gdy Syntia przypomniaa sobie o Eryce, o ktrej zapomnieli. Przebia si przez kilku atakujcych a za ni podya tylko jedna z wojowniczek, reszta nawet nie zauwaya jak Syntia zawraca. W grodzie kto krzykn. 
- Zamkn bram. Lecz nie wiedzia e gdy stra grodowa zacza wykonywa ten manewr, jedna ze strza zabia mostowego. Drugi nawet nie drgn, gdy w jego kierunku ju skierowany by uk.
- Nie zamykaj bo... nawet nie chcia sysze co. Usucha.
Tymczasem Syntia dotara do Eryki. Tam zauwaya, e hologram sta i broni Eryki. Taka obrona z hologramu jest bardzo saba, lecz zawsze co. Pewnie jeszcze dlatego Eryka ya. Jedynym wyjciem teraz aby przebi si do grodu, to poczenie si. Jak tu jednak gada z hologramem  w czasie walki. Musiaa wej w jego czar si. Skupia si maksymalnie. Jednak szybko dostaa kontr. Ponowia prb, lecz znw zatrzyma j sterytuk, cwane zaklcie modyfikujce prby wejcia i wysyajce zaklcie w diabli. Wprawny czarownik oczywicie mg wysa je tam gdzie chcia. Tak te si stao. Krasnoludek wzmocni czar, zmodyfikowa trajektori oraz cel. Doda na koniec jeszcze jedno powtrzenie lecz sabsze. Czar wymkn si spod kontroli zakrci si i uderzy w najwiksz grupk napastnikw, siejc ogromne zniszczenie. 
Wysaa jeszcze raz lecz tym razem bardzo saby impuls, wyranie dajcy rozpozna kto go nada. Liczya si z tym e krasnoludek nawet nie sprawdzi kto rzuci czar i odda atak ze zdwojon si, wtedy Syntia nie miaa by najmniejszych szans. Wamujc si do jego jestestwa zapomniaa si cakowicie osoni. Sterytuk by j zabi. Czarownik krasnoludek jednak rozpozna od kogo doszed sygna i w tym momencie Syntia pada na ziemi. Z nosa pocieka krew. Wosy zaczy rosn w szalonym tempie.
Krasnoludek w tym czasie korzysta z jej mocy dokadajc do tego swoj i strzela czarami po caym podjedzie. Czerwone kule latay w powietrzu rozjaniajc niebo. Od razu byo wida e druga strona nie ma szans bez czarownika. Zacz si odwrt. Syntia stracia przytomno. By moe by jej nie stracia,  gdyby krasnoludek przesta walczy, lecz on dalej wali kule i grzmoty na lepo w kierunku uciekajcych. 
Opamita si dopiero po chwili. Zobaczy Synti, ca we krwi z kilkumetrowymi wosami. Skutek uboczny duego poboru mocy. Sprawdzi jej stan. Magicznie szybko przesdowa cay organizm. Serce ledwo bio. W pewnym momencie przestao bi. May impuls elektryczny i ju wszystko byo w porzdku. Sam by zmczony. Wysa jeszcze impuls monitujcy, ktry w razie zagroenia ycia sam wykonywa najprostsze czynnoci, lub wzywa fachow pomoc. W tym przypadku krasnoludka. Roger wyczy hologram. Zszed z tapczana, spojrza przez okno. Wsiad na swojego kudacza i ruszy w stron bramy. 
Kudacz  z wygldu przypominajcy diaba tasmaskiego, podskakiwa wesoo na swych dwch duych nkach. Uzda znajdowaa si w pysku i suya nie do kierowania zwierzciem lecz do tego aby jadcy na nim mia si czego trzyma. Patatataj patataj sycha byo bardzo wyranie. Ludzie ktrzy nie raz ju widzieli kudacza przygldali mu si z ciekawoci, wzbudza on jednoczenie i strach i podziw - chocia do najpikniejszych i najschludniejszych nie nalea. Co par krokw spluwa siarczycie, a co kilka  pierdzia bardzo gono. Trzeba byo by przyzwyczajonym do podrowania na takim stworze. Zreszt krasnoludek do najczystszych te nie nalea wic dopeniali si wspaniale, jednak bliszych kontaktw z nimi nikt nie chcia mie. 

	W pewnej chwili obudzia si. Zobaczya e ley na czyim ku. Wiedziaa e nie na swoim, poniewa swojego nigdy nie miaa. Pokj by utrzymany w ciemnych tonacjach. Lampa koysaa si, gdy okienko, jedyne w tym pokoju byo uchylone. Na dworze sycha byo odgosy padajcego deszczu, gwar ludzi, niezrozumiay poniewa miesza si z wszystkimi moliwymi odgosami. Psy, jak to psy ujaday. Na cianie wisia obraz jakiego monego pana z duganymi wsami. W izbie oprcz ka sta jeszcze st na ktrym porozwalane leay rne papierzyska, do stou dostawione byo krzeso. W rogu sta fotel. Fotel by ciekawej, niespotykanej konstrukcji. Bardzo duy, oboony futrami. Rczki wykonane byy w ksztacie wilczych gw. Pyski ich wykonane  z ogromnym wyrafinowaniem  przedstawiay rozwcieczone twarze zwierzt.  Drzwi do pokoju zaskrzypiay.
- Obudzio si ju moje kochanie.
Nie spodziewaa si e ten kto, kto stanie w tych drzwiach, bdzie a tak przystojny. Ciemne wosy, ciemna cera, adne niebieskie oczy. Zapach wody koloskiej dao si wyczu z daleka. Kilkudniowy zarost, zamiast szpeci, sprawia wraenie wprost odwrotne. Brwi mia dugie i krzaczaste, 
 - A te bary - pomylaa. Nie daa jednak po sobie pozna e jej si podoba. Pierwszy raz poczua co co byo cakiem innym uczuciem. Zawsze gdy czua nienawi - zabijaa. Wiedziaa dokadnie co robi. W tej jednak sytuacji nie wiedziaa co czyni. Z mieczem, z ukiem, na polu walki czua si pewnie. Nie byo jej mocnych. A teraz...
- Niele oberwaa - kontynuowa, mimo e ona nic nie mwia, tylko wlepiaa w niego swe oczy. 
- Mistrz ci uratowa, zazwyczaj nie robi tego dla obcych, szczeglnie wtedy gdy grd jest zagroony... chcia jeszcze co doda, lecz dziewczyna mu przerwaa.
- A co z dziewczynami? Nie odrywaa od niego wzroku, dopiero teraz zauwaya e stoi i trzyma tac z jedzeniem dla niej.
- No niele narozrabiay, kiedy nasi nie chcieli otworzy ci bramy, zatuky dwch stranikw. Niez masz kompani, dziewczyno. Skd przybywacie i po co? Ktocie...
- A tobie co do tego - odpowiedziaa ze zoci
- adna jeste, wiesz. To cakowicie zbio j z tropu, zarumienia si, bodaje pierwszy raz  w yciu. Spodziewaa si raczej ataku, byskotliwej, lub raczej pyskatej odpowiedzi, a tu mie sowa.
- A co z rann? Udaa e nie syszy, co byo jedynym rozsdnym wyjciem z tej sytuacji.
- Zaj si ni mistrz, zreszt tob te si mistrz zaj. Leaa adne kilka tygodni nieprzytomna...
- Cooooo!?
- A co e mylaa, omal e nie gryza kwiatkw od spodu. Chocia mistrz twierdzi e tak by powinno. Nikt nie jest w stanie tak walczy, czarowa, odnie takich ran i przey. Mwi e odkry co dziwnego gdy sondowa twoje ciao...
- A to co Andrus, nie za duo mwisz ty aby... 
Pojawi si w drzwiach mistrz krasnoludek, ani jedno z nich nie wiedziao od kiedy tam sta. 
 
- Witam, i dzikuj...
- Za co mistrzu, to ja dzikuj - powiedziaa do niego mistrzu mimo, e nie miaa zamiaru tego zrobi. Nigdy, ale to nigdy nikogo nie suchaa i nikomu adnego hodu, ani pokonw nie skadaa. Bya wolna, przynajmniej tak jej si zdawao.
- Masz dziwne zdolnoci, wielkie ale dziwne...
- Ano...
- Nie wydaje ci si e naley mi si par wyjanie?
- Nie.
- Zawzita jeste, ale Andrus widziaem e wpad Ci w oko, co?
Tutaj trafi w jej czuy punkt, zorientowaa si e gr, ktr jest ta dyskusja, prowadzi dobry gracz. Wie jak j podej. Poza tym, istotn cech tego gracza jest to, e potrafi on "grzeba w cudzych umysach". Ile wie? Zastanawiaa si, cakowicie zapominajc o odpowiedzi.
- Widz e postanowia si nie odzywa. Typowe dla maoletnich panienek, naburmuszonych i obraalskich - skwitowa.
Pierwszy raz spotkaa si z kim, kto by si jej nie ba, a w dodatku jeszcze atakowa w taki sposb.
- Nie jestem adn naburmuszon dziewk , jestem Syntia. Wojowniczka Syntia. Gdy to powiedziaa poczua si lepiej. Mylaa e wywrze to odpowiednie wraenie na tym wstrtnym krasnoludku, stao si jednak co czego si nie spodziewaa.
- Dobra, dobra - zamia si i wyszed zamykajc drzwi. Nawet nie zauwaya, e w czasie tej krtkiej wymiany zda, Andrus chyba wyszed. Miaa przynajmniej tak nadziej. W tym grodzie wszystko byo moliwe. 
Na szczcie jedzenie zostao... Najada si do syta. Naleaa do grupy ludzi ktrzy nie brudz sztucw. Zawsze to mniej mycia.
Cigle nie moga zapomnie Andrusa. Taki adny mody przystojny. Jeeli miaaby sobie wyobrazi swojego ukochanego, to pewnie wygldaby jak Andrus. W mylach ukadaa sobie wszystkie przysze spotkania z nim. Co chwil zmieniaa budowane przez siebie zdania. Nie potrafia wymyli odpowiednich sw. Przez te wszystkie chwile zapomniaa o niedawnych wydarzeniach. Nie zastanowia si nawet co teraz porabia jej oddzia. 

A oddzia mia si pysznie. Oczywicie w momentach kiedy grd nie by atakowany. W zamian za gocin, pomagay mieszkacom w obronie. Gilder nauczya kilku ucznikw paru technik strzeleckich. Problemem byo to e nie byo jakiej wytrenowanej stray grodowej czy te maego wojska. Wszyscy obrocy wywodzili si z chopstwa. A jak wiadomo w cigu roku chopi nie wiele czasu maj na trenowanie sztuk walki, czy te strzelectwa. 
Od dwch dni grd nie by atakowany. Spodziewa si wic mona byo w kadej chwili kolejnego ataku. Dwa dni przerwy pozwalay domyla si e wrg co kombinuje. Dziewczyny jednak nie zaprztay sobie tym gowy. Syntia bya nieprzytomna, wic w czasie gdy walki si nie toczyy opijay si w miejscowej knajpie. Na szczcie w grodzie byo na tyle zapasw i ywnoci i wszystkich skadnikw potrzebnych do produkcji piwa. Piwo. Piwo, napj wszystkich wojownikw. 
Na pocztku wszyscy byli zdziwieni tym, e kobiety siedz w knajpie. Zawsze to by teren wity wycznie dla mczyzn. W zaistniaej sytuacji jednak musieli zmieni swj wiatopogld. Zmiany szy naprzd. wiat si zmienia i nie da si tego zahamowa. Podczas obrony, kobiety zauwayy e peni nie mniej wan rol ni mczyni. Zaczy to zauwaa Poza tym byy bardziej od mczyzn obcione, musiay dodatkowo zajmowa si domem. Teraz kiedy nie byo pola z powodu wojny, mczyni przesiadywali w barach. Coraz chtniej te zaczy tam zaglda. Przychodziy wraz z caymi rodzinami. Dzieci bawiy si na dworze ze sob, a mowie i ony bawili si ze sob. Na pocztku byy oczywicie jakie opory. 
Rozwizaa je Sander.
Po ktrym tam z kolei ataku, nastaa cisza. Wojska najedcw wycofay si poza linie zasigu widoku z oblonego grodu. Zapewniao to kilka godzin lub nawet dni spokoju. Oddzia postanowi si zabawi. 
- Jest tu jaki bar - krzykna Aronia do znajdujcych si niedaleko dwch mczyzn.
Oni zdziwieni jakby pytaniem, spojrzeli w ich stron.
- Nie syszycie? Jest tu jaki lokal? Z piwem...
- Jest.
Znowu zapada cisza.
- Ale gdzie?
- Co gdzie?
- No gdzie on jest?
- Aha...
- Na cierk matk i jej omiu synw! Z wami si gada jakby plewem mci. Dowiem si gdzie to jest.
- No jest tam - wskaza kierunek - przejdziecie przez te dwie ulice, a nastpnie skrcicie w prawo a tam ju pewnie same zobaczycie. Tylko panienki... to nie miejsce dla was...
- No, no... tylko nie panienki... pogrozia mu ukiem Gilder.
- Szynk moje drogie - wtrci si do rozmowy drugi - nie dla kobiet. Szynk, to miejsce dla mczyzn. Prawdziwych mczyzn...
- to ty tam chyba nigdy nie bye... - zachichotay wszystkie na raz na sowa Aronii. Rzeczywicie osoba z ktr rozmawiay bya raczej chuda i zabiedzona i w ogle nie kojarzya si z typem faceta twardziela.
Mczyni spojrzeli na siebie porozumiewawczo, nie pozostao im nic innego jak wycofa si. Kobiety ktre spotkali byy inne od tych mieszkajcych z nimi w grodzie. One byy niebezpieczne, na szczcie teraz pomagay im. Po takich osobach mona si jednak spodziewa wszystkiego. Niby to czemu pomagay im? Teraz poniewa jad na tym samym wzku. Jednak nie mona wykluczy e w przyszoci zechc ich grd sprzeda Oldze. Potajemnie otworz bram, lub obmyl jeszcze inny chytry plan majcy na celu zagroenie ich egzystencji. Na razie wycofali si, poprzysigli sobie w duchu jednak zemst. Dla bezpieczestwa wszystkich, najlepiej bdzie je zgadzi gdy caa zawierucha wojenna si skoczy. 
Zreszt w barze zobacz jak si tutaj traktuje nieposuszne kobiety... Nie wiedzieli jednak jak bardzo si w tym momencie mylili.

- Idziemy dziewczta. 
I poszy. Okazao si e napotkani mczyni nie kamali. Rzeczywicie gospoda staa tam gdzie miaa sta, czyli  za dwoma ulicami, skrtem w prawo a tam ju zobaczyy. Widziay w swoim yciu ju adniejsze gospody. Ta bya wielkoci stodoy, miaa take zewntrzny wygld do zudzenia przypominajcy gospod. Gdyby nie szyld "Podwizka", w yciu nie zauwayyby e to gospoda. Zreszt, gdyby nie byo szyldu, po otoczeniu mona byo zauway co si rodku sprzedaje i co to za miejsce. W pobliu dostrzegy kilku zarzyganych chopw, ktrzy albo to spali poktnie gdzie si dao, albo te dyskutowali o czym zawzicie. Dao si sysze jak niektrzy opisuj swoje waleczne zasugi podczas obrony grodu. Wikszo z nich bya tak ubarwiona lub te w ogle wyssana z palca, e nie byo nawet czego sucha. 
Przy wejciu stay dwa konie, co  wiadczy mogo o tym, e co najmniej dwie osoby teraz przebywajce w rodku naleay do jakiej kasty przywdczej tego grodziska. 
Dopiero teraz wojowniczki dostrzegy krztajcych si wszdzie Elfw. Ktrzy to raz si pojawiali raz znikali. Co zawdziczali swojej niezwykej zdolnoci. Zdolno t zdobyy kilkaset lat temu, kiedy ich naukowiec o imieniu Kery vad Amen eksperymentowa na DSL - substancji otrzymywanej z jakiej roliny  w Akoryce poudniowej. Okazao si e ma ona zdolnoci mutagenne i to doywotnie. Raz zayty specyfik i ju si wchodzio w posiadanie takich zdolnoci. O dziwo u ludzi i innych dziwnych istot zamieszkujcy wiat nie wywoyway analogicznych zdolnoci. Wprost przeciwnie, czsto koczyy si taki prby tragicznie. Tak narodzi si mutant ludzki Hugard - ktry niemal ju teraz wytpiono. Niczym Frankenstein obrci si przeciwko, bd co bd, przypadkowemu stwrcy. 	

Syntia najedzona, wstaa od stou. Rozejrzaa si po pokoju. Nie znalaza niczego ciekawego. Teraz te dopiero zorientowaa si e jest w samej bielinie. Troszk si zawstydzia. Przecie rozmawiaa i z Krasnoludkiem i z Andrusem w tym stroju. Co j zaniepokoio. Powchaa swoje ciao. Tak jak mylaa, pachniao mydem i innymi aziennymi specyfikami. Oznacza to mogo tylko jedno. W czasie kiedy bya nieprzytomna, myto j. Na myl e mg to robi Andrus, przeszy j dreszcz. Jednoczenie poczua podniecenie. Wyobrazia sobie, jak Andrus bierze j w swoje silne ramiona, a nastpnie rozbiera i delikatnie zanurza w wodzie. Bierze pachnce olejki, myda i myje j dokadnie. Wszdzie. Nawet tam. Poczua w tym momencie to samo, co czuj inne kobiety kiedy si podniec. Urwaa swoje myli. Trzeba byo zdoby jakie ubranie. Moga by zawoa kogo, lecz po co. Pewnie skoczyo by si na jaowej, moralizatorskiej gadce. Nie wiedzc czemu, nie bano si jej. Co gorsza, co j bardzo dranio, traktowano j jak ma dziewczynk. 
Wysza z pokoju. Zorientowaa si e znajduje si na najwyszej kondygnacji budynku. Budynek by tak ogromny, e wprawi j w osupienie. W swoim yciu sypiaa zazwyczaj na dworze, na polach, lasach. Czasem zdarzyo si w jakiej chaupie, najczciej stodole. Kilka razy spay w gospodzie. Prbowaa sign pamici wstecz, lecz nic jej to nie dawao. Nie wiedziaa skd si wzia i co waciwie robi na tym wiecie. Nie miaa ani ojca, ani matki. Lecz to jej nie przeszkadzao. Nie potrafia przypomnie sobie swojego dziecistwa, moe dlatego e sama bya dzieckiem. Nie moga sobie przypomnie niczego. Absolutnie nic co dawaoby jakkolwiek wskazwk. Jak pamitaa, umiaa czarowa, robi rne sztuczki. Zawsze potrafia wada mieczem. Jedyne co pamita najdalej wstecz to, to jak zwerbowaa swoj arcyciekaw druyn. 
Teraz jednak musiaa przerwa swoje rozmylania. Na dole usyszaa jaki szmer. Na chwil przerwaa swj marsz, wstrzymujc oddech. Wolaa nikogo nie spotka. 
- przynie mi kaw, Obywen. Usyszaa gos mistrza Rogera.
- Tak, panie.
Syszaa wyranie oddalajce si kroki. Pewnie Obywen poszed po kaw. Tak wic w tym domu mieszka Roger - krasnolud ktry ocali jej ycie. Przystojny Andrus, oraz sucy Obywen. Trzy osoby, na tak wielki dom to stanowczo za mao. To znaczy, e powinno by kilka osb w kuchni i troch suby w domu. Domylaa si e Andrus jest uczniem Rogera. Ciekawe kogo jeszcze spotka w tym domu. Nie naleaa do osb czekajcych, a wypadki same si potocz i ruszya dalej do przodu. 
Gdy dochodzia do schodw, zobaczya uchylone drzwi w jednym z pokoi. Wesza do niego ostronie. Przestpujc z nogi na nog. Rozgldaa si tak jakby w kadym momencie mg j kto  zaatakowa. Wygld jej by niemal komiczny. W biaej bielinie, wolno stpajca wygldaa raczej jak duch, ni Syntia - wielka wojowniczka. 
Podesza do stolika, na ktrym zobaczya swoje ubranie. Od razu zauwaya e byo ono doprowadzone do porzdku. Pozszywane byy wszystkie dziury. Byo  uprane. Buty byy nowe. Drogi prezent - pomylaa. Zacza si ubiera. 
Za swoimi smagymi plecami usyszaa szmer. Na pocztku zlekcewaya go. Zreszt i tak staa teraz naga. Ktokolwiek to by, to i tak tego za pewne za chwil poauje. Szmer ustawicznie powtarza si. Ubieraa si dalej, ignorujc go. Szmer si zblia coraz bardziej, nie sposb byo go ignorowa. Poprawia tylko jeszcze pas, sprawdzia miecz na plecach i n zaoony tu przy bucie. 
Wyprostowaa si. Szmer usta.
Odwrcia si tak szybko e a zafalowao powietrze wok niej. Wyja miecz i cia. Zrobia wykrok i zastyga bez ruchu. Usyszaa dziecicy miech.
- Kim jeste - zapytaa.
Znw miech. Dopiero teraz zaczy wyania si rysy miejcej si dziewczynki. Wyaniajce si dziecko cae byo trupioblade, zamiast oczu miao tylko biae gaki. Teraz zmieniy si na niebieski kolor. Syntia ju wiedziaa kto a waciwie co to jest. Schowaa miecz. I tak na nic by si w tej sytuacji zda. Miaa przed sob przeciwnika i to gronego. Nie miaa nigdy z nim do czynienia, lecz wiedziaa. W jej mzgu jakby otworzya si odpowiednia ksiga. Wiedza. Wiedza jest wszystkim. Co innego wiedzie jak pokona, a co innego pokona. Pewien procent pracy wykonaa. Widziaa z czym ma do czynienia. Dlaczego nikt jej nie ostrzeg e w tym domu jest Nawka. Nie byo jednak czasu aby si nad tym zastanawia, poniewa Nawka ju si przygotowaa do ataku. Niebieski grzmot poszed wprost na Synti. Odruchowo wykonaa unik i zwd w prawo. To na chwil zdezorientowao Nawk. Rzucia w ni stokiem, nic to nie dao gdy stoek przenikn i spad kawaek za plecami dziewczynki. Zdradzio to jednak jej pozycj. Na szczcie Nawki do najszybszych nie naleay, powtrzony wczeniejszy manewr nie przynis skutku, gdy Syntii ju nie byo w tym miejscu. Odbia si poziomo od ciany, wskoczya na sufit. Zmwia zaklcie, dosy przydugawe, lecz w tej pozycji w ktrej zawisa jak nietoperz, miaa troszk czasu. Nawka rozdara si na p, i odleciaa troch w ty. 
To byo bdne zaklcie, owszem miaa troch czasu, lecz teraz przeciwnikw byo dwoje. Zaczy strzela niebieskim i czerwonym wiatem. Czasem rwnoczenie czasem na przemian. Syntia wykonywaa zwody. Nie miaa czasu si zatrzyma. Sytuacja stawaa si coraz trudniejsza - za wysoko by wyskoczy przez okno. Jej jedynym ratunkiem pozostay drzwi. Te jednak byy przymknite. Uderzajc w nie mogo j to spowolni i Nawka by j dopada. Trzeba byo zaryzykowa. Sprbowaa zwabi jedn z nich bliej siebie. Zwolnia udajc sabsz. Dostaa w rami, znw bd. Rami przysmayo si i poczua swd palcego si wiata  
Ni std nie zowd drzwi si otworzyy, chciaa skoczy w tamt stron, wykonaa nawet skok w praw stron izby, skd atwiej byoby jej wyskoczy na korytarz. W drzwiach jednak pojawi si wysoki mczyzna o biaych wosach. By silny, w jego oczach byo co... byy dziwne. Zdawaa sobie spraw e przybyy obcy widzi znacznie lepiej po ciemku ni ona. W doni trzyma miecz. Miecz jednak w niczym nie przypomina jej miecza. By wielki, srebrny. Ktem oka gdy unikaa kolejnego ciosu Nawki zobaczya na jego szyi medalion w ksztacie wilczej gowy. Nie zdya mu si jednak przyjrze, gdy jedna z potwornych dziewczynek zaatakowaa przybysza, druga ruszya ponownie na ni. Przybysz jednak by zaprawiony w walce. Ci mieczem na wszystkie strony, o dziwo to co co j zaatakowao unikao tego miecza. Pewnie by magiczny. Obcy rzuci prosty czar w kierunku drugiej Nawki, ktra oszoomiona tym uderzeniem nieopatrznie daa Syntii tyle czasu e zdya ona wykona skok nad ni, wykona pobrt i wyskoczy na korytarz, mijajc przy tym w bezpiecznej odlegoci walczcego przybysza z potworami. 
Zbiega po schodach do izby, tam nie spotkaa nikogo. Tego si spodziewaa. W jej gowie rodziy si pytania, kim by duch ktry j zaatakowa, czego chcia dlaczego chcia j zabi. Kim by demon ktry j uratowa. Pytania, zbyt wiele pyta a za mao odpowiedzi.
Na stole pojawia si kartka. 
Znw jaka tajemnica, same tajemnice od kiedy tutaj wyldowaam. 
Kartka okazaa si by map, przyjrzaa si jej...
Poczua bl w skroniach, spojrzaa w miejsce gdzie by czerwony krzyyk. Niewiadomie przyjrzaa si mu i zacza wypowiada zaklcie
- Adna wk sedna tam - i wskazaa palcem. 
Zrobio si ciemno w caym pokoju, przygasy nieco wiece, gdyby kto obserwowa to z zewntrz zobaczyby jak dziewczyna najpierw staje si p przezroczysta a nastpnie rozpada si w pojedyncze atomy. Atomy zbijaj si w jedn kup i powoli wdruj w krzyyk na mapie, gdzie znikaj. 

Znalaza si w piwnicy. Wczeniej jednak dokonao si co z jej udziaem czego jednak nie moga zobaczy. Z wiadomych powodw. Na stole tego pomieszczenia znajdowaa si podobna kartka z podobnym krzyykiem. Teraz dokona si podobny, lecz odwrotny rytua. Najpierw z kartki zaczy wypywa zbite w kul atomy. Po to  aby po chwili si rozpa na czci. Po chwili tworzc przezroczyst posta a na kocu Synti. Zjawisku przygldao si kilka osb. Bez trudu ich rozpoznaa.
Andrus przystojny, od razu rzuci jej si w oczy. Patrzy w ni w taki sposb... Obok niego jak zwykle Roger. Ten parzcy w rogu herbat to domylia si e Obywen. Odwrcia gow a tam stao co owosionego, co rao i miao kopyta. Byo wielkie. Odskoczya na bok. Wyja miecz. To bya raczej kwestia odruchu ni potrzeby. Gdyby zwierz im zagraao, nie siedzieliby sobie jak gdyby nic. 
- Uspokj si - odrzek wstajcy Andrus - to tylko kudacz, nasz jakby to powiedzie...rodek transportu?
- Ja! Ja si mam uspokoi! Przed chwil zaatakowao mnie biae, nie wiadomo co. Chciao mnie zabi. Tylko cud, a waciwie jaki wysoki facet uratowa mi ycie a wy tu mi mwicie e mam si uspokoi! Gdyby nie to e uratowalicie mi ycie, pokazaabym wam jak walczy Syntia.
- Owszem silna i waleczna jeste, ale gupia...rzek jak gdyby nic Roger.
Wyskoczya kwint do przodu, przeskoczya krzeso i cia. Trafia w mr. Tam gdzie przed chwil siedzia nie byo po nim ladu. Po krtkiej chwili pojawi si na stoku. Dokadnie tym ktre Syntia omina, aby zada cios Rogerowi. 
- Uspokj si, powtarzam. Jeeli to prawda co powiadaj o NIM , to za chwil powinno by po wszystkim i bdziemy mogli spokojnie porozmawia w domu przy filiance herbaty, nieprawda Andrus? 
Zwrci si do niego, gdy dalej sta tak jak w chwili gdy Syntia ruszya do nieszczsnego w skutkach ataku na Rogera. Przytakn.
Bya zdezorientowana. Staa z mieczem uniesionym do gry. Wszyscy siedzieli w pomieszczeniu i nawet si specjalnie nie przejli jej atakiem. Caa sytuacja stawaa si coraz bardziej nie do zniesienia. Opucia miecz. Nawet na myl nie przyszo jej aby znw zaatakowa. W pamici mia jeszcze to co dokonao si przed chwil. Zapomnia z kim ma do czynienia. Roger. Wielki mistrz Roger. Nie wiedzie czemu mia nad ni przewag. Wlepia w niego teraz wzrok. Chwile milczenia staway si niezrczne. Trzeba byo co powiedzie. Zacza si zastanawia kim jest w NIM, jak mu tam...
- On to pity zaginiony  rycerz madame Ivet - odezwa si Roger - nie pierwszy raz zdradzajc swe magiczne zdolnoci. Sprbowa delikatnego bloku w mylach. Ale jak si okazao Roger sam si ju wycofa, nieco wczeniej. Zawsze by od niej o jeden krok do przodu - Wynajem go do usunicia Nawki, ktra nawiedza nas od jakiego czasu.
- Ale przecie Nawki zazwyczaj strasz tylko...
- Owszem - nie da jej dokoczy - zazwyczaj tak, lecz to jaka dziwna odmiana. Strasznie zoliwa. Wybia ju wikszo mojej suby
- Ale dlaczego nic mi nie powiedziae. Przecie mogam zgin?
- Moga. Widziaem ci jednak podczas walki przed zamkiem. Nie mogo ci si nic sta. Sama powiedz? Poza tym bya nieprzytomna. Zanim jednak odpowiem ci na wicej pyta, powiedz kim jeste?, kto ci tego nauczy? Czarw, magii? Dziewczyno! Ty masz ile lat, no ile?
- Czter... czternacie.
- Wiesz ile lat trwa nauka magii? Jeszcze w takim stopniu w jakim ty j znasz? Lata. Setki lat. Popatrz na mnie, zgadnij ile ich mam ja? No ile?
- Nie wiem! Nie wiem! Rozumiesz! Zawsze byam, zawsze umiaam. Nie wiem! Nie pamitam! Nazywam si Syntia... Zacza szlocha. W pomieszczeniu, a zaczy przygasa wiece. Strop zacz dre. Za duo mocy. Nie wyadowanej mocy. Mimo ogromnej ochoty dowiedzenia si czego wicej, Roger musia uspokoi na razie dziewczyn, inaczej grozio im niebezpieczestwo. Nawet on po 450 latach nauki, nie wiedzia jakie. To go niepokoio. Obj j i zacz spokojnie mwi jak ojciec
- No ju dobrze, dobrze - cmokn j w policzek. Wszyscy na niego spogldali. Drenie cian i sufitu ustao. wiece poczy wraca do swej normalnej pochliwej barwy.
Wiedzia kim bya Nawka na grze, ktra prbowaa zabi Synti. Ktra zamordowaa poow jego suby. Ktr ciko bdzie odzyska w tak cikich wojennych czasach. Jak Zaginiony  j zlikwiduje, zabierze sw tajemnic do grobu. Nie dowie si nikt skd si wzia tak ohydna Nawka - ktrej nawet Roger - wielki mag nie mg zabi. Ju raz zabi. Niech zaginiony odwali swoj robot, sowicie zapaci. 
Biaowosy zaginiony rycerz wysa impuls. Impuls oznacza e ju wszystko skoczone i e pewnie jest po kopocie. Roger rozoy kartk z map domu i przenis ca grup do kuchni. Tym razem rwnoczenie wszyscy zaczli powoli stawa si przezroczyci, by po chwili kilka struek atomu wniko w krzyyk na mapie. W kuchni wszystko odbyo si na odwrt.
 
<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 4  
W drodze czynw dla wiata<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>

- Chcesz zosta bohaterk? Popatrzyy na ni ze zdziwieniem.
- Czy to co zego?
- Ale...zawsze byymy ze.
- Zo czasem staje po stronie dobra, wzajemnie si uzupenia, poza tym tak postanowiam.
- Dlaczego akurat wyruszamy do Pandory, wiesz e stamtd nie wraca si zbyt czsto. 
- Posuchajcie, bdziemy zabija, mordowa, lecz znajdziemy to czego szukamy. Ksig magii - prawdziwie wielkiej magii. Mogcej zmieni losy wiata. 
- Czemu kurwa my, zawsze wpltujemy si w jakie gwno.
- Poniewa Ja tak karz. Ucia rozmow, Wracajc do tego co zrobiycie wczoraj, pijane elfy wci a przez was po caym miecie. Czemu spaliycie gospod?
- ...
- Tak mylaam. Jutro wyruszamy o zmroku. Musimy przedrze si przez oblenie.
- Ale jak...
- Co si wymyli. 
Zamkna swj umys. Zrywajc jednoczenie czno z wszystkimi. Wyciszya si. Zacza wprowadza si w trans, szukaa w swym mzgu rozwizania, jak przedrze si przez oblenie. Byo to niemal niemoliwe, ale nie dla niej. Miaa co czego nie mieli inni. Miaa dar, moc, los - rnie nazywano to w rnych epokach, w zamierzchych pono nazywao si Bg, jaka istota ktra czuwaa nad wszystkim, bya panem, stwrc wiata. mieszne. Niektrzy nazywali to rwnie matematyk, fizyk. Wikszo jednak miaa to gboko gdzie. 
	
Wszystkie jej towarzyszki, leay teraz obok niej. Zobaczya je w chwili, kiedy okazao si e to jeszcze nie pora. atwo znw wrcia do swego normalnego stanu. Towarzyszki byy przyzwyczajone do jej dziwnego wygldu, wic nie zwracay na ni uwagi. 
- Moe by tak Ganji? Zaproponowaa. 
Ganja bya tak samo stara jak los, przeznaczenie, moc, niektrzy nawet nazywali j Bogiem. Jednak bya po prostu zwyk traw, ktra dokonywaa zmian w orodkowym ukadzie nerwowym. Poza tym, pozwalaa czasem poczu, los, si, Boga, a nawet pozwalaa zrozumie siebie.
Na ich twarzach pojawi si umiech. Gilder wstaa i podesza do torby.
- Szkoda e nie ma fajki wodnej...
- No - odrzeka Eryka, najbardziej zawsze napalona na wszelkie zielska, a na ganje szczeglnie.
Palonko to dobra rzecz
wiat pacze
A ja odchodz precz
Szukam drzewa
Krzycz -  pacz
A rozkosz kadzie mnie
...
Pierwsza lufk wzia wanie Gilder. Zacigna si mocno, wypucia dym - dopiero wtedy gdy oddawaa lufk nastpnej osobie. Lufka krya szybko. Dawno adna z nich nie przypalia, to te, kilka razy lufk trzeba byo nabija od nowa. Na pocztku gadka zbytnio si nie krcia. Wszystkie rozmowy krciy si wok zadymy w gospodzie. Syntia, nie wiedziaa co si tam stao, i nie chciaa wiedzie. Oczywicie moga wysondowa mzg. Lecz po co? Teraz i tak ju nic tego nie zmieni. Kady czasem szaleje, a kobiety w szczeglnoci. Wanie zastanawiaa si dlaczego stworzony zosta mczyzna. Jego budowa taka nieudolna. Jedynie zmutowane jednostki zdolne byy do czarowania. 
- Jedenastu zawodnikw, biegnie za pik - stwierdzia Elan.
- Co to znaczy zawodnik? - zapytaa Adren. 
Reszta zacza si mia. Jej jednak nie byo do miechu. Co to moe by zawodnik?
- No... to kto kto biega
- To ja te biegam, i co jestem zawodnikiem?
- Nie.
- Dlaczego nie?
- Hmm, bo zawodnik biega za czym, no wanie.
- Pies biega za ogonem, i co jest zawodnikiem?
Zaczy si mia. Kilka dni pniej, sowo zawodnik zrobio  zawrotn karier.

Lao. Rozpocz si sezon deszczowy. W sezon deszczowy padao 5-10 dni. Byy to jedne z najbardziej okropnych dni i czasw jakie sobie mona w ogle wyobrazi. Zewszd wyaziy robaki, eklekty, wokursty,  meliory, taskiry i pneumy. Jekohalucynta mona byo spotka niemal wszdzie. Na pole wyszy jedne z tych potworw ktrych bali si wszyscy kiedy, ale dzisiaj ju nikt nie zawraca sobie nimi gowy. Nie miay nazwy, twarzy, a nawet jakiego szczeglnego wygldu, po prostu byy i pasy si traw. Ju dawno nie poeray ludzi, nikt nie wie dlaczego tak si stao, ale raczej cieszyo to ludzi, ni odwrotnie. Chocia co poniektre ony aoway, e ju nie mona chopa atwo si pozby. W ten sposb przynajmniej nie trzeba byo wypisywa zbyt wielu papierw u krla. 
- Leje - odrzeka stara kobieta patrzc przez okno swej chaupy.

Cdn... kiedy...
 

<#LINK:[COLOR:0xFFE1D1BE][ACTCOLOR:0xFF016DFF][VISCOLOR:0xFFC0C0FF][ACTION:<EXE:mailto:crasher1977@o2.pl>][CAPTION:<crasher1977@o2.pl>][AUTOSCROLL:1]#>crasher1977@o2.pl<#ENDL:#>

Przemysaw Lose
Ul Grabowa 6
43-425 Zebrzydowice
woj. lskie