<#KEYWORDS:[WORDS:<Opowiadania >]#><#SCROLLS:[BYLINE:1][BYPAGE:1][BYTWOPAGES:0]#><#JLIMIT:[C1LMARGIN:10][C1RMARGIN:630][C2LMARGIN:10][C2RMARGIN:300]#>
<#JUSTIFY:[TYPE:2]#><#FONT:[BOLD:1][FACE:<arial.ttf>][AALIASED:1][SIZEX:12][SIZEY:16][COLOR:0xFFFFFF40]#>Opowiadania
<#FONT:[FACE:<arial.ttf>][BOLD:0][SIZEX:10][SIZEY:12 ][COLOR:0xFFFFFFFF]#><#TITLE:[CAPTION:<Opowiadania>][AUTOSCROLL:1]#>

[W poprzednim numerze theBeasta ukaza si tekcik zatytuowany "opowiadania", autorami "klocek+hitman"... No wiec nastpia niewybaczalna pomyka i znale w nim mona byo jedynie opowiadanka moje, za co chciabym BARDZO PRZEPROSIC HITMANA. Nie wiem czy zauwaye, ale :). Najprawdopodobniej pojebay mi si pliki przy zaczaniu do meila dla Schizoosa. Dlatego teraz chciabym jako to nadrobi - oto opowiadanka hitmana, ktre miay ukaza si ju w poprzednim numerze bestii. - dop. klocek]

<hitman on-line>... Heh! Jeeli czytasz te sowa to znaczy, e Monk zdecydowa si umieci nasze opowiadanka w The Beast. Zaraz, zaraz... Jakie opowiadanka??? Czyje??? Hmm... Ten wstp powsta wanie po to by wszystkie te kwestie Wam wyjani. Ale zacznijmy od pocztku... Na pocztku by chaos. O nie, to nie to. Na razie to w tym wstpie panuje niezy chaos. Wiec pewnego sonecznego dnia (waciwie to nie pamitam jaka bya pogoda) Hitman postanowi poszerzy swoja list snailowych ctxw. W tym celu skierowa swe kroki do urzdu pocztowego z zaadresowana kopert, z dyskietk w rodku. Dyskietka znajdowaa si oczywicie w rodku koperty, ktra bya zaadresowana tzn. dyskietka nie bya zaadresowana, tylko ta koperta, co to w niej dyskietka bya. Na kopercie widnia adres Klocka, co oznaczao ni mniej ni wicej, ze Hitman do Klocka wanie firsta wysya... Nie zawid si, bo po kilku dniach (waciwie to nie pamitam po ilu) nadesza odpowied. Snailowali tak sobie Hitman z Klockiem , tudzie Klocek z Hitmanem, a pewnego razu (waciwie to ju w drugim lettku) Klocek rozpocz list krtkim, aczkolwiek fajnym opowiadankiem. Od tego wszystko si zaczo... Od tamtej pory jeden i drugi, piszc do siebie, zawsze umieszczali takie opowiadania, za to co znajduje si w tym texcie to s wanie owe historyjki... S mniej lub bardziej zakrcone, czasem mieszne, czasem nie :). Wanie otrzymalicie czstk naszego swappu :). Ocen pozostawiam Wam... Jeeli, ktre z opowiadanek Wam si nie spodoba - zawsze moecie zacz czyta nastpne... Nie s dugie, a jest ich troch ;)))))))) A! I jeszcze jedna kwestia techniczna :). Najpierw s opowiadania  moje, po nich Klocka... Alles !

<klocek on-line> macie :)

(klocek.003)
Klocek.003

Tajemnicza posta wolnym krokiem podaa w stron budynku stacji TVN. By to nieogolony mczyzna w rednim wieku, dobrze zbudowany, o silnych rysach twarzy i mskim, gbokim, budzcym strach spojrzeniu. Cho jego mina wyraaa stoicki spokj to w rzeczywistoci by on bardzo zdenerwowany i spity. Powodem takiego stanu rzeczy by poranny telefon i sowa swojego szefa "Przyjedaj natychmiast!". Wiedzia, ze to nie przelewki, w kocu szef by jeszcze bardziej zdenerwowany ni ostatnio. Nie spuszczajc oka z otoczenia czowiek ten wszed do budynku i od razu ruszy w stron windy, gdzie wybra numer pitra. W drodze zastanawia si co tym razem przygotowa pryncypa. Myla na czym bdzie polegaa jego kolejna misja. Na najwyszym pitrze uda si w stron duych, czerwonych drzwi z napisem "Dyrektor". Szef ju na niego oczekiwa:
- Witaj el. - rzek dyrektor - Czeka Ci kolejne zadanie. Trzymaj to - powiedzia podajc bia, niewielk kopert - Ty si tym zajmiesz... Twarz agenta ela momentalnie poblada i przybraa blado-trupiej barwy.
- Aaaa, ale - nie mg wydusi z siebie sowa.
- Tak el, wiem e to niebezpieczne, wiem e na to poluje wiele osb, dlatego bd ostrony bd chcieli Ci zabi. Ufam, e Ci si uda. Sam wiesz jakie to dla mnie wane.
- Wie, wie, wiem - el jka si i denerwowa niemiosiernie.
- Dobra. Chce mi to na jutro szczupaczku.
el wyszed z gabinetu, otar ciekncy po czole pot i raz jeszcze z obrzydzeniem popatrza na trzymana w rku kopert. Nie musia czyta adnych napisw, ani spoglda na adne znajdujce si na niej rysunki by domyli si co to jest. Doskonale zdawa sobie spraw jak olbrzymia odpowiedzialno na nim spoczywa. Usiad przy pierwszym wolnym komputerze i wycign z koperty 4 dyski. Przejrza ich zawarto lecz po chwili spakowa wszystko z powrotem. Wola zajc si tym w domu - tu byo zbyt niebezpiecznie. Jadc do domu spostrzeg i niebieski Ford Mondeo poda za nim, a mogo to oznacza tylko jedno - jest ledzony. Kluczy rnymi uliczkami i dopiero gdy by pewien, e zgubi ledzcych ruszy w stron domu. Zaparkowa samochd pod brama garau, sam za wysiad z niego bacznie si rozgldajc. Nie mino sekundy kiedy pad strza. Agent el nie zdy nawet zareagowa - zosta trafiony w gow. Widzia jeszcze ubranego w czarny garnitur mczyzn, ktry nachyla si by znale kopert. Nie mg jednak tego zrobi bo bya zbyt dobrze ukryta.

W biurze dyrektora TVN zadzwoni telefon.
- Zabilimy ela - w suchawce rozbrzmiewa donony glos - masz kurwa szczcie, e zdoa ukry kopert...
Szczerze mwic ta wiadomo nie zdziwia szefa. "No c mogem si tego spodziewa. Te misje musz powierzy najlepszemu agentowi"- pomyla boss TVN.
- Hitman - rzek do siedzcego na krzele czowieka - ty si tym zajmiesz, ty napiszesz LIST DO KLOCKA...

(Klocek.005)
KLOCEK.005

Ten dzie od samego rana zdawa si by przesrany. On postanowi jednak si nie zaamywa, a wrcz przeciwnie - brn dalej mimo wszelkich przeciwnoci losu jakie go czekay, jakie staway na jego drodze. Pochonity rozmylaniami, szed do domu. Jednak mylami by przy dzisiejszym dniu, przy wszystkich wydarzeniach. Idc tak dotar wreszcie do domu, tu jednak czekaa go kolejna niespodzianka. Zbliywszy si do drzwi duego, dziennego pokoju usysza cich rozmow dwojga ludzi. Mwili pgosem, a mimo to w dwikach ich mowy mona byo wyczu napicie, ba wrcz lekki strach.
- To ju trzeci w tym tygodniu, a to dopiero roda
- Taaaaaak
- Ale ten jest jeszcze wikszy
- No!
- W ogle ostatnio zdarzaj si coraz czciej
- Yhy! To nie to co do tej pory
- Popatrz! Paskudny przypadek
- Tak ten jest okropny
- Cay czerwony.
- YYY. Dziwne! Spjrz tutaj
- Co ?
- Nie widzisz???
- Nie!
- No tu!
- Aha!!!! Jaki poklejony...
- ... i podrapany
- Taki pokiereszowany
Stojc tak przy drzwiach coraz bardziej zastanawiao go co tez jest tematem rozmowy tej dwjki. Z kada chwila ciekawo braa gr nad innymi uczuciami i w kocu nie wytrzyma. Silnym pocigniciem rki otworzy drzwi. Pierwsza rzecz, ktr dostrzeg, by may przedmiot lecy na awie, ktry jak mniema by tematem owej tajemniczej dyskusji. Podszed bliej, z kada chwil coraz uwaniej wpatrujc si w niego...
- Phi - zamia si pod nosem, na co siedzce w pokoju postacie zareagoway olbrzymim zdziwieniem.
- To - powiedzia wskazujc palcem na mae zawinitko - przecie to list od KLOCKA!

(Klocek.006)
KLOCEK.006

Modzieniec zbliy si do telewizora i naciskajc przycisk w pilocie wczy go. Powoli pojawiajcy si obraz wydawa si jemu co najmniej dziwny. Wpatrujc si w tcz migajcych kolorw poczu si dziwnie. Pniej..., pniej nie czu ju nic. Nic, poza wspaniaym uczuciem lekkoci i duym zdezorientowaniem. Niezwykle bolesny by upadek na ziemi... Modzieniec ockn si i nerwowo zacz rozglda si wkoo siebie. Wszystko byo inne, obce, dziwne... "Gdzie jestem???" - pomyla. Zacz zastanawia si co stao si w cigu ostatniej minuty. A moe godziny? Nie wiedzia ile mino czasu, ale bardziej martwio go to i nie wiedzia gdzie jest, oraz co si z nim stao. Rozejrza si po chacie, w ktrej si znajdowa. Z wygldu przypominaa, stare zabudowania, znane modziecowi tylko li ze skansenu. Somiany dach, belki i tylko niewysoka betonowo- kamienna podmurwka z pewnoci nie napaway optymizmem. Wrcz przeciwnie - wszdzie byo peno brudu, pyu i kurzu, na co nos modzieca zareagowa dononym kichaniem. Chopak z trudem podnis si z ziemi by po otrzepaniu z kurzu i chwili odpoczynku by peen wigoru i werwy. Postanowi poszpera w znajdujcych si tutaj szafkach, czego efektem byo przywaszczenie sobie miecza. "No c, nigdy si czym takim nie posugiwaem"- powiedzia sam do siebie spogldajc na znalezisko. By to dugi miecz znany chopcu dotychczas jedynie z opowiada fantasy oraz z sesji Warhammera. Wychodzc z domku chopak wci jeszcze zastanawia si do czego taka bro moe si przyda, jednak po otwarciu drzwi przerwa namys oniemielony rozpocierajcym si widokiem. Ot, znajdowa si on teraz na niewielkiej, malowniczej polance w samym rodku lasu. Widok by rwnie pikny co przeraajcy. Widoczne, bardzo wysokie, drzewa sprawiay wraenie piknych, rozoyste gazie mamiy swym wygldem, a zielone korony oczarowyway sw urod. Jednak w tych majestatycznych drzewach byo cos strasznego. Kady kto na nie spoglda odnosi wraenie i nie jest zbyt mile widziany. Niektre z ich gazi przypominay usta zdenerwowanego i rozgniewanego czowieka, w popiechu i bez namysu miotajcego wszelakie znane mu wulgaryzmy. Wygldao to tak i s one gotowe do oycia i przepdzenia intruza, a wygldao na to, e za intruza uwaaj kadego kto si ku nim zbliy. Nie zraony tym faktem modzieniec ruszy krt ciek w stron lasu. Rozgldajc si uwanie wydawao mu si i na jednym z drzew dostrzeg... elfa. "Elfy tutaj?" - pomyla i przysiad na chwile na lecym przy samej ciece gazie. W jego gowie zawitaa pewna myl. Myl absurdalna, a jednak w tym momencie tak realna. "A moe to wszystko jest prawdziwe?" - rozmyla chopak - "a moe naprawd przeniosem si do jakiego wiata fantasy penego krasnoludw, elfw, magii, rycerzy i demonw?". Wszystko pasowao do siebie, najpierw stara chata i miecz, potem polana, a na tym elfie skoczywszy. "Ale, ale to przecie nie jest moliwe!" - kolejna myl pojawia si i rwnie byskawicznie znika. "Jeli to prawda, to by moe jestem tu uwiziony" - chopak myla dalej - "ale jeli jest jaki sposb by si stad wydosta, to znajd go jakem Hitman!". Nie wiedzia on jednak co powinien teraz zrobi, ale rozwizanie znalazo si samo. Ot z lasu wyoni si czowiek. By to stary mczyzna, w czerwonym paszczu sigajcym a do ziemi. Jego twarz silnie pokryta bya zmarszczkami, za chodzenie uatwiaa mu duga drewniana laska. Jego gow przyozdabia szpiczasty kapelusz, spod ktrego wystaway rozpuszczone, dugie, siwe wosy. Starzec zdawa si nic sobie nie robi z widoku siedzcego modzieca. Szed prosto do chaty, trzymajc w rku podart, wysuon torb. Chopak nie czeka. Postanowi ruszy za dziadkiem. Wszed za nim do chaty i niemiao rozpocz rozmow:
- Bbbbardzo, ppppannna ppprzepraszam - chopak nie mg wydusi z siebie sowa - czy moe ppppan mi pommmmc?
- Oh! Witaj mody czowieku - starzec by nad wyraz sympatyczny - co mog dla ciebie zrobi?
- Nie wiem!
- Nie wiesz?!?
- Chciaem powiedzie i nie jestem pewny. Bo, bo ja. YYYYY, ja nie wiem jak to wyjani. Ja dzi rano byem jeszcze gdzie indziej, w moim domu. I ja nie wiem jak si tu znalazem. Ja rano jeszcze pracowaem na komputerze, ja ogldaem telewizj!!! Chc wrci!!! - chopak wpad w rozpacz.
- Tele..., co? O czym ty w ogle mwisz? - starzec by bardzo zdziwiony - czy wszystko z tob w porzdku? A moe trzeba ci przetransportowa do najbliszego miasta? Moe miae kontakt z jak besti chaosu, a moe jeden z ssiadujcych ze mn magw przeprowadza na tobie eksperymenty?
- Nie!!! Do cholery, ja nie zwariowaem!!! Nikt na mnie nie robi adnych eksperymentw i nie widziaem adnych bestii. Ja tylko chc wrci do swego wiata, penego przemocy, wojen, okruciestwa. Ja chce do komputera!!!
- Co??? - zdziwienie starca byo ogromne.
- Pom mi! Prosz! Ja musze tam wrci!
- Ale ja nie wiem jak mog Ci pomoc. Nie wiem co si z Tob stao.
- Ja, obawiam si, e... - chopak zwiesi glos - e nie jestem z tego wiata.
- Aaaaaa...
- Wiesz co z tym mona zrobi?!? - gos chopaka nasycony by olbrzymim entuzjazmem.
- Nie jestem pewny, ale by moe mog Ci pomoc. By moe potrzebny jest portal midzysferalny.
- I ty potrafisz go otworzy???
- Myl, e tak, ale potrzebuje do tego Klejnotu Magii.
- I gdzie taki klejnot si znajduje?!?
- Posiada go zy czarnoksinik Mottgath, mieszkajcy w swej twierdzy na szczytach Gr mierci. Niestety, dojcie tam graniczy z cudem, ma on poza tym na swych usugach liczn armi oywiencw, wic nie robibym sobie nadziei na powrt tutaj, jeli oczywicie chcesz si tam uda...
- Czyli... jestem bezradny - w oczach modzieca pojawiy si zy.
- Obawiam si, e tak - starzec nawet nie prbowa go pociesza.
- Ale ja chce do domu, do swojego wiata!!!!!!
- Uspokj si! Przecie tu te jest piknie...
- Ale ja musz!!! Musz wrci i ju!!!
- Po co???
- Musz napisa... list do Klocka!

(Klocek.007)
KLOCEK.007

- Aaaaaaaaaaa! - pani Pszczoa przecigna si leniwie, powoli podnoszc swe jeszcze zaspane ciao. Lepkimi apkami przetara klejce si oczy, po czym delikatnie uniosa si nad kiem wydajc z siebie pierwsze, na razie niezbyt gone, bzyknicia. Polataa sobie tak przez chwilk i po sprawdzeniu stanu swego da postanowia uda si do innej czci ula, w celu sprawdzenia czy jej koleanka wci si w nim znajduje. Mijajc kolejne plastry miodu mylaa o tym jak pracowity dzie ma przed sob... Czekay j w kocu ranne wykady o dleniu intruzw, za w dalszej czci dnia bez wtpienia bdzie musiaa uda si na zbieranie pyku, przenoszenie nektaru oraz produkcje miodu. Po chwili znalaza si nad 3 sektorem. 3 sektor by "fabryczn" czci caego ula. To tu wytwarzano mid, a dzielne trutnie pracoway w pocie czoa by zapewni pokarm dla przylatujcych z dalekich wojay samic. Tu wanie zawsze moga spotka swa przyjacik, lecz niestety tym razem jej nie zastaa. Nasza bohaterka udaa si wiec do sali wykadowej. Bya to specjalnie wydzielona cze ula, gdzie pszczoy starsze wiekiem, rang i wiedz staray si przela ca swoj wiedz do gw dopiero co zaczynajcych sw miodow karier pszcz. Wikszo wykadw bya jednak diabelnie nudna, wic wikszo audytorium zajmowao si najczciej czym innym, anieli suchaniem potoku sw, tudzie bzykw jakie starszej zramolaej pszczoy. Do najczstszych 'wtrakciewykadowych' zaj naleao ostrzenie de i podszczypywanie siedzcych z przodu kolegw i koleanek. Niektrzy bardziej odwani prbowali nawet rozmw, ale ich bzyczenie do szybko byo wyapywane przez czue ucho wykadowcw. Take dzi, pani Pszczoa nie bya zbytnio zainteresowana wykadem, cho dotyczy on tak poytecznej rzeczy jak bez wtpienia jest wyciganie da z ciaa ofiary. Tylko to umoliwiao przeycie, ale pani Pszczoa zdawaa sobie spraw, e adne wykady teoretyczne nie zastpi wicze w praktyce. Dlatego te ju nie raz nie omieszkaa z czystej tylko zoliwoci oraz chci sprawdzenia swych umiejtnoci udli boguduchawinnych ludzi... Swe ofiary wybieraa wtedy przypadkowo, ale olbrzymi satysfakcje sprawia jej widok osoby, ktra udlona wierci si, wije i rzuca wokoo soczyste przeklestwa. I to wanie przez takie zachowanie otrzymaa wrd innych pszcz przydomek 'zoliwa'. W prawdzie takie zabawy byy bardzo ryzykowne, ale nasza pszczoa bya prymusk i zawsze z testw dlenia otrzymywaa oceny celujce. Po zakoczeniu wykadu pani Pszczoa udaa si w stron wylotu z ula. Kluczc w zakrconym niczym jelito, najduszym wle korytarza omijaa kolejne lepkie porcje miodu zwisajce tu i wdzie. Do szybko odnalaza wyjcie, co nie powinno nikogo dziwi - wszak wylatywaa tak setki razy. Tego dnia soce grzao wyjtkowo mocno. 'To dobrze' - pomylaa Pszczoa, gdy bya zdania i nie ma nic przyjemniejszego od pracy w ciepeku. Nie zastanawiajc si dugo wyruszya na poszukiwanie czego sodkiego, z czego mogaby zebra nektar.
- Witam pani Pszczo - usyszaa nagle gos za sob.
- Witam panie Motylu - odpowiedziaa, po czym, nie czekajc na to jak dalej potoczy si ta rozmowa, odleciaa. Nie miaa ochoty na rozmow z Motylem. Niektrzy twierdzili i Motyl po prostu si w niej podkochuje w co ona sama nie wtpia, ale jak przyszo miaby zwizek pszczoy z motylem??? I cho go lubia, bo by on osobnikiem niezwykle yczliwym, wesoym i sympatycznym to odkd, ktra z koleanek wyrya swym dem nad jej kiem napis "Pszczoa kocha Motyla" postanowia unika jego towarzystwa. Latajc i omijajc kolejne przeszkody Pszczoa zauwaya sporych rozmiarw dom, z czerwonym dachem. Nie to jednak byo najciekawsze. Pani Pszczo o wiele bardziej zaciekawio delikatnie uchylone okno. Pszczoa postanowia wykorzysta te sytuacje i wlizna si do jego wntrza. Ujrzaa przed sob modego chopaka siedzcego i z uwag w co si wpatrujcego. Wtedy to w jej niewielkiej gwce zakoczonej dwoma niewysokimi, owosionymi czukami zrodzi si diabelski pomys. Postanowia go udli... Bzyczc sobie pod nosem powoli zbliaa si do chopaka. Obleciaa go ze wszystkich stron, przygotowaa do i... Wystarczy jeden szybki ruch rk by pani Pszczoa w stanie otumanienia znalaza si na zimnej posadzce... Ostatkiem si wzniosa si jeszcze lecz to nie uchronio j od spotkania z twarda podeszw kapcia chopaka. - O Ty szmato! Nie daruje Ci tego, jakem Hitman - usyszaa tylko przed mierci - Zakcia mj spokj gdy pisaem list do Klocka.

(Klocek.008)
KLOCEK.008

Bum, bum, bum, bum, bum! - olbrzymia mrwka maszerowaa wzdu mostu skutecznie zagradzajc przejcie, wszystkim tym, ktrzy chcieli owy most przekroczy. Odgos jej krokw nis si szerokim echem nie tylko wrd najbliszej okolicy. Rozbrzmiewa gono w dosy znacznej odlegoci, a jedyne co mogo wprawia w zastanowienie to fakt i most, po ktrym stwr bez przerwy kroczy, wci sta nienaruszony. Dziwio to wszystkich obserwatorw i niewtpliwie wiadczyo o doskonaej konstrukcji tego mostu. Mody chopak nie by jednak tym faktem zdziwiony, co najpewniej wynikao z tego i ani mrwki, ani mostu nigdy na wasne oczy nie widzia. Widzia wiele innych, czsto nieprawdopodobnych, rzeczy, ale opowieci o wielkiej mrwce chodzcej wzdu mostu, pewnikiem woyby miedzy bajki. Niemniej w chwili obecnej sysza, dochodzce z niezbyt wielkiej odlegoci, gone dudnienie przypominajce regularne walenie w wielki bben. Zastanawiao go to jak wielki musia by to bben oraz kto we tak mocno wali. Po chwili stwierdzi, e nie ma czasu na zaprztanie sobie gowy tym problemem, pocieszajc si przy tym i i tak nie odgadby co jest prawdziwym rdem dwiku. Poza tym nie by on zwolennikiem gdybania, wic obieca sobie i przy najbliszej sposobnoci zajmie si on rozwizaniem tej zagwozdki. Tymczasem powrci wykonywania swej czynnoci. Przykucn i zgity w dosy miesznej pozie rkoma przeczesywa traw. Podobnie robi stojcy obok niego drugi chopak. Obydwaj, z wielka starannoci przeszukiwali kpki trawy. Nagle jeden z nich unis w gr malutkiego, brzowo-rudego grzybka na chudej, wiotkiej nodze w powietrze, by po przyjrzeniu si jemu, dokadniej zbliy do ust i zje. Poczu na wargach smak soku malinowego - sodki, lepki, po prostu pyszny :). Dokadnie obliza wargi... Drugi chopak take znalaz grzybka i zrobi z nim to samo.
- Nie ma smaku! - powiedzia.
Ten pierwszy tylko przytakn, zapominajc ju o przyjemnym uczuciu jakie go ogarno po zjedzeniu tajemniczego grzyba. Modzi podobnie uczynili z kolejnymi znalezionymi grzybami, po czym jeden z nich oddali si w sobie tylko znanym kierunku. Drugi, pozostawszy samemu na ce, zacz ponownie rozmyla o owych haasach. Doskonale zna okolice tote wiedzia sk... ej co jest kurwa !!! Do ciebie mwi durniu. Hitman, no Hitman! Znowush zasne przy kompie!!! Wstawaj jeopie, ole ty jeden, ty... brak mi sw. No ju wake up ! Wstawaj. List musisz napisa !!! Do Klocka...

(Klocek.012)

KLOCEK.012
"C. by prostym i normalnym modziecem jakich wielu uczy si w licznych polskich szkoach rednich. Wysoki, chudy blondynek o gabarytach Svena Hannawalda :), niczym specjalnym nigdy i nigdzie si nie wyrnia. Nie mia problemw z nauk, ale nie osiga te jaki oszaamiajcych w niej wynikw. By przykadem 'zotego rodka', dokadnego wywarzenia cech midzy czowiekiem porywczym a spokojnym, midzy pracowitoci a lenistwem itd. Ten dzie mia by przeomem w jego dotychczasowym yciu. Ju od rana, tu po przebudzeniu targay nim rne - sprzeczne ze sob emocje, pojawiay si rne myli, by zaraz potem najzupeniej znikn. Modzian, mimo i rano powinien i do szkoy, postanowi pozosta w ku, by polee sobie troch duej. O dosy pnej porze wsta z ka, postanowi jednak go nie cieli, podobnie jak postanowi ubra na siebie wszystkie wczorajsze ubrania wraz z przepoconymi dwugodzinnym treningiem biegowym skarpetkami. Nastpnie nie umy rk po sraniu, ani tez zbw po jedzeniu. Nie zwraca take uwagi na to co je, pochaniajc ze smakiem przedwczorajszy, czerstwy chleb. Wyszed z domu i w znajdujcym si nieopodal niego kiosku kupi paczk papierosw, okamujc przy tym sprzedawc, wmawiajc mu i od 3 miesicy ma ukoczone 18 lat. Nigdy nie pali papierosw, dzi jednak postanowi to zmieni. Wtedy wanie uwiadomi sobie i stao si z nim cos dziwnego... Zauway co nienormalnego w swoim zachowaniu. Zbuntowa si. Wypowiedzia wojn wszystkim zasadom jakie od dziecistwa byy mu wpajane. Postanowi je ola... Wypi si na wszystko czego uczyli go rodzice, co ksztatowali w nim nauczyciele. Mia to w dupie..."
- Heh ! Mc tak cho przez jeden dzie... by wolnym, nieskrpowanym przez adne reguy. Brejkac wszystkie rule... - pomyla Hitman i... przystpi do pisania lettka do Klocka!


<<< Dobra... teraz kolej na opowiadanka Klocka >>>

(...:> sorki jeszcze raz Hitman - dop. klocek]
fin.
