<#KEYWORDS:[WORDS:<Sen o rzeczywistym >]#><#SCROLLS:[BYLINE:1][BYPAGE:1][BYTWOPAGES:0]#><#JLIMIT:[C1LMARGIN:10][C1RMARGIN:630][C2LMARGIN:10][C2RMARGIN:300]#>
<#JUSTIFY:[TYPE:2]#><#FONT:[BOLD:1][FACE:<arial.ttf>][AALIASED:1][SIZEX:12][SIZEY:16][COLOR:0xFFFFFF40]#>Sen o rzeczywistym
<#FONT:[FACE:<arial.ttf>][BOLD:0][SIZEX:10][SIZEY:12 ][COLOR:0xFFFFFFFF]#><#TITLE:[CAPTION:<Sen o rzeczywistym>][AUTOSCROLL:1]#>

	Obudzi si w rodku nocy tknity dziwnym, przejmujcym impulsem. Przez chwil lea nieruchomo, nie otwierajc oczu i wsuchujc si w dwiki oddychajcego noc miasta. Nie mia pewnoci, co byo nie tak, ale wiedzia, e ta noc jest inna od pozostaych, od tych, jakie spdza zawsze, po cikim dniu pracy. W oddali zamiaucza kot, ale nawet ten odgos, ktry zna przecie doskonale, zabrzmia inaczej. Powoli unis powieki...
	Pokj ton w mroku, jedynie neon z pobliskiego klubu nocnego rzuca pojedyncze kolorowe refleksy na ciany, pomalowane na bladoty kolor, z baru na dole dobiegay przytumione gosy i dwiki starej szafy grajcej. Dawniej usyszaby jeszcze brzk sztucw, ale odkd kamienic wyguszono, takie drobiazgi nie docieray na czwarte pitro. Gdyby okna baru zamknito, muzyki i miechw pracujcych tam dziewczt, take nie byoby sycha.
	Jaki samochd z wizgiem opon przemkn po ulicy, na podwrku zaszczeka pies, wiatr uderzy w okna... Zrobio si dziwnie. Mczyzna odrzuci koc na bok i usiad na ku. Jego wzrok powdrowa ku stolikowi, na ktrym sta stary, przerdzewiay ju z lekka budzik, ale sekundnik nawet nie drgn. No tak, zapomnia go nakrci. Z westchnieniem sign po swj zegarek i podchodzc do okna, by zapa troch neonowego wiata, spojrza na tarcz. Ku jego ogromnemu zaskoczeniu, take jego wskazwki milczay. Jezu, co za idiotyczny zbieg okolicznoci. Tym bardziej, e oba zegarki stany kilka sekund po dwunastej. Nie wiedzia tylko, czy w poudnie, czy te w nocy, bo pno wrci z pracy i jako nie mia czasu na to, by patrze, ktra godzina. W kocu co za rnica... Odoy zegarek i poszed do kuchni, gdzie jak pamita, postawi szklank z wod. Upi yk i skrzywi si, kiedy zimna ciecz poaskotaa mu odek. W kuchni nie byo okna, a zaduch, jaki tworzyo gorce powietrze, na wp zjedzona konserwa w puszce i kawaek starej, napocztej pizzy, przyprawia o mdoci. Pomyla, e trzeba bdzie wreszcie posprzta ten chlew, inaczej zatruje si oparami wydzielanymi przez resztki jedzenia i porozrzucane wszdzie, brudne skarpetki. Owszem, wynaj kiedy kobiet do sprztania, ale wytrzymaa niecae dwa tygodnie, kiedy to przela miark i wrci do domu spity w trupa, po czym ca noc wymiotowa, a jej przypado w udziale po nim posprzta. Nie wytrzymaa i odesza, wykrzykujc imiona wszystkich meksykaskich witych. 
	Odstawi szklank. Po planiciu pozna, e nie trafi na st, a na kawaek pizzy z sosem pomidorowym. Nie przej si tym za bardzo i wrci do pokoju. Neon prawdopodobnie znowu si zepsu, bo nie wieci ju i nie kusi klientw rozebranymi do naga panienkami. Sypialni spowi mrok. Nawet dwiki ucichy. Wyjrza przez okno, ale ulica, bardzo kiepsko owietlona, nie zachcaa do spacerw. Nie zdziwi go fakt, i nigdzie nie wida ludzi, rzadko kto decydowa si chodzi pieszo po tej obskurnej, podej dzielnicy, ale samochody... Do dzi zawsze byo ich na ulicy peno. Najtasze burdele, kluby nocne, kina dla dorosych, to wszystko kusio klientel, a dzi, aut nawet jak na lekarstwo. Marszczc brwi, odszed od okna i ziewajc, wrci do ka. Usiad. Ciekawe, ktra moga by godzina. Sign rk po telefon i sprawdzajc, czy jeszcze mu go nie odczyli, wybra numer do zegarynki. Zdbia, syszc nagrany sodki gosik informujcy go, e nie ma takiego numeru. Ponownie wystuka cyfry, ale znowu usysza nagran wiadomo. Nie ma numeru do zegarynki? Moe jednak ma odczony telefon? Ale nie, nie dziaaby w takim przypadku. Sprbowa zadzwoni do samego siebie i usysza w suchawce sygna, po czym znowu ten sam gosik: Nie ma takiego numeru. Nie ma takiego numeru. Co do cikiej cholery? Gdyby telefon by czynny, dodzwoniby si chyba do siebie, usyszaby zajty sygna... Co jednak byo nie w porzdku. 
	Przez kilka minut siedzia nieruchomo i rozmyla. Kiedy wczoraj wieczorem kad si spa, telefon dziaa. Zamwi sobie na rano budzenie, bo tylko dzwonek telefonu by go w stanie dobudzi. Poda operatorce numer, rzuci buty na podog i pooy si. Fakt, e nikt do niego ju nie dzwoni wczoraj, ale... Naraz zda sobie spraw, e wok niego umilky wszelkie dwiki; te z ulicy, z baru, z klubu nocnego, nawet kot ssiadw przesta wrzeszcze jak optany. Wiatr te ucich. Nie byo sycha nic, nawet jego wasnego bicia serca. A si przestraszy i powolnym ruchem sign doni do klatki piersiowej. Pooy rk na mostku i wstrzyma oddech. Nic nie poczu. Przeraony nie na arty, zerwa si z miejsca, podbieg do okna i spojrza w d. Ulicy nie byo. Jedyne, co zobaczy, to czarna, obca przestrze, ktra gsta jak smoa, nie przepuszczaa adnego, najmniejszego nawet wiata. Zniky kolorowe refleksy neonu, reflektory samochodw, znik mietnik przy rogu, zdezelowane, zepsute auto bez k, sklepik monopolowy i kocie by, jakimi brukowana bya ulica. Waciwie zniko zupenie wszystko. Przed oczyma mia nico, czer, zupenie tak, jak widzi si, kiedy w ciemnej piwnicy otworzy si nagle oczy. Przeraony odwrci si i zapa za suchawk telefonu, ale rozpyna mu si w doni, znika, a on nagle spostrzeg, e nie stoi ju na pododze, ale zawisa w czarnej przestrzeni, w ktrej poza nim, nie ma kompletnie nic. Otworzy usta, by krzykn, ale nie mg wydoby z siebie gosu. Zacisn rce w pici, a kiedy paznokcie wbiy mu si w ciao, a po nadgarstkach popyny wskie struki krwi, nie poczu blu. Mocno zacisn powieki czujc, e spada, e leci w d z niewiarygodn prdkoci, czekajc nie wiadomo na co. Cigle przyspiesza, do oczu napyny mu zy, przygryz sobie jzyk do krwi, uszy zasoni otwartymi domi...
	Obudzi si.
Z dou dobiegaa muzyka z klubu nocnego. Po ulicy jedziy samochody, a po cianach w pokoju pegay kolorowe wiateka neonu. Budzik pokazywa trzeci siedemnacie. Gdzie w oddali przeraliwie, ale cakiem zwyczajnie, zamiaucza kot.

<#FONT:[BOLD:1]#><#FONT:[COLOR:0xFFFFFF40]#>Marta Bilewicz<#FONT:[BOLD:0]#><#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>

<#FONT:[COLOR:0xFF008080]#>21 marzec 2002 r<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>
