<#KEYWORDS:[WORDS:<Towarzysz mierci >]#><#SCROLLS:[BYLINE:1][BYPAGE:1][BYTWOPAGES:0]#><#JLIMIT:[C1LMARGIN:10][C1RMARGIN:630][C2LMARGIN:10][C2RMARGIN:300]#>
<#JUSTIFY:[TYPE:2]#><#FONT:[BOLD:1][FACE:<arial.ttf>][AALIASED:1][SIZEX:12][SIZEY:16][COLOR:0xFFFFFF40]#>Towarzysz mierci
<#FONT:[FACE:<arial.ttf>][BOLD:0][SIZEX:10][SIZEY:12 ][COLOR:0xFFFFFFFF]#><#TITLE:[CAPTION:<Towarzysz mierci>][AUTOSCROLL:1]#>

<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 1<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#> 
Gdy zamyka oczy widzia jej twarz... Jej umiech przypomina mu o pustce ktr czu w sercu, zanim j pozna, zamyli si, ale na chwil poniewa kto, dobrze wiedzia kto, zasoni mu oczy drobniutkimi domi, wydawao mu si, e wie czego chce... - Kto to? - zapytaa "nieznajoma".
- Oj, Luno przesta!!! - krzykn Caton udajc rozdranienie.
- Przestan... - zamylia si - jak mnie pocaujesz. - pisna i wystawia liczn twarzyczk do pocaunku. Przy tej scenie nawet wierkanie ptaszkw i bajecznie zielona trawa staway si niewidoczne.
- No chyba si skusz - powiedzia powoli, z wyranym zamiarem skorzystania z propozycji. Caowali si krtk chwil, adne z nich nie chciao cofn ust... gdy...
- Panie Caton, przepraszam, jest pan pilnie wzywany do Janie Wielmonego Pana... - Przerwa im rycerz z t rkawic w herbie, co oznaczao sub dworsk Krla.
- Daruj sobie, ju id... kochana, poczekaj, zaraz wrc... - umiechn si, do dziewczyny, chocia zadowolony nie by. - Nie sdz - zaapelowa ordynarnie rycerz.
- No... chyba, e tak... jeli bd tylko mg przyjd... - zwrci si do Luny skoni si i oddali dziewczyna dugo patrzya si za ukochanym, a znikn w krtych uliczkach midzy budynkami. Caton, razem z rycerzem podali w stron paacu, omijajc kupcw, drobnych handlarzy a nawet zodzieja ktry na oczach wszystkich ukrad kilka owocw ze straganu, kupiec rozpocz pocig, a za nim inni, czy w imi sprawiedliwoci, czy terz dla profitw, w kadym razie targ przypomina mrowisko zaraz po wtykniciu we patyka, mody zodziejaszek, lekko, bez wysiku i jakby dla zabawy, czmycha przed wymierzeniem sprawiedliwoci, potrcajc jak kobiet niosca warzywa, potem, wskoczy na dach, jednego z domostw i znikn... Towarzysz Catona jakby nie zauwarzajc caej wrzawy par do przodu. Caton zblia si do sali tronowej, gdy wszed opanowa go chd, zrozumiay w tak wielkiej sali, lecz chd ten by pewnie spowodowany, jak mwi sobie w duszy, zimnym spojrzeniem Krla. Podszed do tronu, pocaowa rk krla, mia ten zaszczyt poniewa by generaem wojsk, i uklk w pokornej pozie.
- Syszaem to i owo o figlach z moj crk...
- Panie - podnis gos - chyba nie wtpisz w me czyste intencje, wobec twej crki ? - Nie, nie wtpi... - mwic to krl zrobi kwan min - jeste potomkiem rodu Cestarw, ktry zawsze ceniem, wic pozwalam ci na to, lecz nie rb sobie nadziei... hmmm... o czym ja to?... a... nie po to ci wezwaem, powodem jest sprawa natury wojennej, na pnoc od jeziora Basim nasi zwiadowcy zauwayli obz wojsk Sanfluha, szacuj, e moe by tam okoo tysica onierzy, ja dam ci czterystu, jeli twoje talenty dowdcze nie s bajk wymylon przez pijanych rycerzy, poradzisz sobie.
- Wyruszysz natychmiast, twj oddzia ju czekam przy zbrojowni... masz najlepszych rycerzy w naszym krlestwie, poprowad ich ku zwycistwie!!!- krzykn krl z wielkim entuzjazmem w oczach. Caton mia nadzieje, ze krl nie widzi zniesmaczenia na jego twarzy. Wsta, skoni si i wyszed. Idc drog, cay czas myla o Lunie, zastanawiajc si co powiedzie na poegnanie, wiedzia, e nie bdzie zachwycona i, e zrozumie...
Gdy doszed do miejsca gdzie si rozstali, zobaczy j, nie widziaa go, za to on przyglda si jej uwanie, jaka ona jest pikna szepn do siebie i podszed bliej, tak aby go zauwaya.
- Cat, wreszcie przyszede, o co chodzio mojemu ojcu czy aby nie o nas? - wypowiedziaa, ze sodko wygldajcym przeraeniem w oczach. 
- Nie to nie o to chodzio - zapa j za ramiona i, z niewielk si ale zdecydowanie, przycign do siebie -mam zadanie, musz wyjecha, ten pieprzony Sanfluh znowu zbiera armie na granicy, jad rozgromi sukinsyna - Catona bardzo widocznie ponosio, wszak nie by zadowolony z rozstania z ukochan.
- Znowu?- odesza kilka krokw - w porzdku, tylko uwaaj na siebie, i prosz; Nie daj si zabi - mwic to jej oczy zaszy zami...
- Nie dam, bez obaw - powiedzia to, widocznie wczuty w rol bohatera.
- Bywaj, kochany - powiedziaa, krztuszc si zami i ucieka biegiem gdzie w tum.
- egnaj, kwiatuszku - powiedzia szeptem wiedzc, e nie syszy, patrzy za ni, a schowaa si za budynki. Nie czu si dobrze, to poegnanie nie byo na pewno dobrym przeyciem, ale trzeba si przyzwyczai, tumaczy sobie. Szybkim krokiem, przez mierdzce zadupia i pikne, wykadane brukiem, udekorowane rynsztokami drki zawdrowa do swego lokum, popiesznie ubra, swoj zbroj z wyrowkowanym wizerunkiem kocianej mierci, dziercej kos, o tej zbroi Luna zawsze mwia; staromodna i podrapana, nie imasz si mody. Umiechn si przypominajc to sobie... i zrazu zabra si do zapakowania wszystkich zi, sztyletw i rnych innych przedmiotw o bardzo dziwnych a niekiedy upiornych zastosowaniach, na przykad: cki do wyjmowania grotw z ciaa, ktre ju kilka razy, miay sposobno z jego ebrami... Skoczywszy "rytua", wsun miecz do pochwy i wyszed. Wiedzia, pamita, gdzie jest zbrojownia, tam byo miejsce spotkania i tam si udawa, spotykajc po drodze kolejno: pijaka zataczajcego si po caej drodze, on ktra bez opamitania bia swego ma, wywoao to due rozbawienie Nekromanty i chopca ktry idc kopa wszystkie napotkane kamienie.
A gdyby tego byo mao, napotka przyjaciela Arthera, ktremu odmwi duszej rozmowy tumaczc si popiechem, gdy dotar na miejsce, powita go jego stary przyjaciel;
- Caton, potworze, gdzie by te, noooo cztery lata, gdzie ci nioso? - zapyta z usmiechem.
- Erian! ty tyyy... ty pukowniku? Erian co z tob, jeszcze cztery lata temu bye tak jak ja samotnym najemnikiem, a dzisiaj? patrzcie go - wykrzykn - pukownik, mj drogi przyjaciel ktry zgarn mi z przed nosa piset marek szleswickich...
- O nie znowu si zaczyna, bdziesz mi to wypomina do koca ywota? - zapyta rozbawiony Erian.
- Twojego, owszem, ale na mj nie licz, te pienidze byy moje, ale... co tam... stare czasy.
- No tak. A ty, widz, te si niele dorobie, Genera, kto by sie spodziewa... 
- Tak masz racje, kto by pomyla... a teraz moe miast gada o niczym, postawie wszystkim po kuflu piwa co? - krzykn do wszystkich...
- Czemu nie - rozlegy si gosy w szeregu jedcw.
- No to zsiadajcie z rumakw, i do obery, ja stawiam, a wyruszamy jutro o poudniu. - Powiedzia Caton, wchodzc do bdcej niedaleko tawerny. W rodku, pachniao kiszonymi ogrkami i bg wie czym jeszcze, ale byo przytulnie po kilku kuflach sterylna atmosfera rozpierzcha si a rycerze nabrawszy ranego odcieniu, przecigali si w wistwach ktre musiaa wysuchiwa barmanka. A Erian, jak zwykle zwyk to robi, opowiada wszystkim o przygodach jakie przey z Catonem, o dawnych czasach kiedy razem zabijali, bardziej dla hecy ni dla pienidzy... Pniej ju nic nie pamita; zasn.

<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 2 <#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>
Rankiem, obudzi go jaki wojownik ktry szturchajc go lekko, szepta:
- Waszmoci, prosz wstawa, zaraz odjedamy...
Caton wyszed, przymkn oczy na widok soca, niewtpliwie byo poudnie, czyli czas do wyruszenia. Przemg "kaca" otworzy szeroko oczy, rkawicami wygadzi pognieciony paszcz, poprawi zbroj, zaczesa kocianym grzebieniem swoje dugie kruczo - czarne wosy, zamyli si... usysza renie koni - Jad - powiedzia, odsoni kotar, nie myli si. Dosiad czarnego ogiera, spi ostrogami, i wyruszy z wielk prdkoci na czele kolumny. Jechali mijajc chopw przy pracy na roli, Caton podziwia pikno tegorocznego lata, promienie paliy go w twarz i cieszy si z niskiej temperatury swojej zbroi, w przeciwiestwie do swoich onierzy nie ubra pod zbroj swetra z weny i nie poci si tak jak oni, cho czarny paszcz nie uatwia mu walki z upaem. Pierwszy dzie jazdy upyn bez problemw. Caton przywoa zwiadowcw ktrzy widzieli oddzia wroga;
- Kiedy bdziemy u celu? - zapyta.
- Panie, w takim tempie jutro powinnimy dotrze na miejsce - odpowiedzia z przekonaniem przewodnik.
- Jutro pojedziecie przodem kolumny, aby zaprowadzi nas do celu - rozkaza tward min i skin rk na znak zakoczenia rozmowy.
- Uczynimy jak pan kae - skoni si w siodle i wrci do szeregu.
Gdy zaczo si ciemnia zarzdzi postj. Wszyscy okrywszy si skrami, prbowali zasn, ale on nie, by przecie Nekromant a oni mog nie spa kilka nocy z rzdu, czerpic energi z rozmaitych zi i innych ludzi, tak zrobi tej nocy. Napar z Konopi Indyjskiej i Krwawnika doday mu si, Konpia ustalia rytm serca a Krwawnik unormowa fizjonomie, i wspomg odbudowe si tak, e mg w stanie cakowitej przytomnoci przetrwa noc. Czuwa ca noc, by przecie odpowiedzialny za los swoich ludzi, nie mg zostawi strowania zwykemu czowiekowi bo ten mgby zasn, a ludzie przeciwnika wymordowali by ich bezbronnych jak niemowlta. W nocy sysza tylko puchacze, wyjce wilki, widzia tylko myszy polne i jea ktry spokojnie przekroczy obz peen uzbrojonych ludzi. O brzasku obudzi oddzia, po krtkiej chwili na spoycie porannego posiku wyruszyli. Tym razem, droga prowadzia przez wzgrza, przekroczyli kilka strumieni, przedzierali si przez krzewy i ki, nagle przd kolumny marszowej zatrzyma si, kolejno wszyscy gwatownie wstrzymali konie. Caton delikatnie i powoli pojecha na przd;
- Co si stao? - zapyta nie kryjc zaskoczenia.
- Panie mj, to jest ten oddzia, widocznie nie zosta w obozie a przemieci si, i zblia si w naszym kierunku - odpowiedzia popiesznie zwiadowca.
Nekromanta zakl cicho. Pomyla i umiechn si, majc widocznie dobry pomys.
- Suchajcie, zaatakujemy z szary, wcie duo serca w te walk, bowiem stajemy przeciw ponad tysicu zbrojnych, ale zwyciymy, ja Caton syn Astala, przysigam, e wygramy, musicie tylko walczy z caych si, nie ma odwrotu... Erian, poprowad szyk, powodzenia !!!!!
- Uformowa szyk szturmowy!!! ucznicy na pozycje !!! - krzykn z caej siy. onierze uformowali si w trjktny szyk, prcz tego oddzia konnych ucznikw wskim paskiem ustawi si na grzbiecie pagrka. Konie dumnie stpay z nogi na nog, a kity hemw wojskowych powieway z tak gracj, e mona by odnie wraenie e to nie idca zabija grupa onierzy ale parada pawi, dumnych i majestatycznych.
- Do ataku!!! W imi Krla i waszego honoru!!! - tym razem krzykn tak gono, e mogli go sysze na drugiej stronie, do duego pagrka.
Trzystu pidziesiciu konnych jedcw ruszyo przypieszajc gwatownie i pozostawiajc za sob tumany kurzu i wyrwy w ziemi, na czele jecha Caton, paszcz z owczej, czarnej skry powiewa w powietrzu, cho nie trzyma nic w doni mona byo zauway, e w niewiadomym celu, wymachuje doni, krelc w powietrzu tajemnicze znaki, chyba nikt nie wiedzia, e teraz w tej szalenie szybkiej szary Nekromanta czerpie energie z otoczenia i oddaje j swoim onierzom ktrzy czujc napyw wielkiej energii uderzyli konie ostrogami, palc si do walki z nieprawdopodobn si. Wreszcie przeciwnicy zauwayli co jest grane, lecz nieszczliwie dla nich ucznicy Catona byli ju na miejscach, i do czasu zanim ich wasne wojska nie znajd si na linii strzau, bd zasypywa ich strzaami jak gradem. Tak wic gdy pdzcy oddzia Catona star si z przeciwnikiem, ten by ju osabiony i nieziemsko przestraszony, onierze walczyli jak zahipnotyzowani, z niewyobraaln prdkoci i zrcznoci posugujc si mieczami, Nekromanta wycofawszy si z walki w wielkim skupieniu toczy energi do swoich ludzi. Trawa wok niego zacza schn i ka si jak po dziaaniu strasznego ciepa, z drzew opaday poke od utraty energii licie, ptak ktry przed chwil beztrosko lata w przestworzach spada wanie skulony i wyschnity. Caton nadal pobiera energi, dziki ktrej jego onierze posiadali nadludzk si i szybko. Z lewej flanki wyrwao si kilkuset onierzy wroga, potem z prawej ale to genialne zagranie taktyczne nie zadziaao, poniewa wojownicy Catona nie odczuwali zmczenia, i ani troch nie bali si, wiedzc skd bierze si ta sia, wiedzieli o jakiej reszcie mwi ich dowdca, czuli zapach ozonu, nieodcznego towarzysza magii, cho o tym nie wiedzieli... i cho na pocztku troch zdziwieni zmian, teraz doskonale wykorzystali zasoby energii, ktrych dostarcza im Nekromanta. Po okoo godzinie byo po wszystkim, cz ktra przestraszya si, ucieka ale zostaa pojmana jako jecy lub bezlitonie powyrzynana. Oddzia Catona po walce powrci do ludzkich si, wok pobojowiska poczto szuka cia towarzyszy. Po chwili przybieg mocno zdyszany mody rycerz, z wypiekami na twarzy. 
- Znaleli jedno ciao - powiedzia i nabra powietrza - zgin jeno jeden czowiek !!! - krzykn ucieszony a zarazem przestraszony tym zjawiskiem jake odmiennym od typowych bitew, wszyscy rycerze wiwatowali na cze swojego dowdcy, wiedzieli po co ich pan koncentrowa si podczas bitwy, czuli niewiarygodny przypyw energii; w promieniu trzystuset kilometrw nie byo ani jednej zielonej rolinki, ani czstki ycia. Ten oto umary, zgin po tym jak spad z konia, zosta stratowany i dgnity w bebech, straszna mier - powiedzia modzieniec z powan min.
- A nue, straszna - kto powiedzia z szeregu.
- Generale zabilimy wielu wrogw, a dwudziestu pojmalimy jako jecw, zgin tylko jeden czowiek - z umiechem na twarzy stan przedstawi Nekromancie gwny pukownik oddziau.
- Nikt nie zgin. Przyprowadcie zwoki tego wojownika, a take jecw - powiedzia z wrednym umiechem Caton. Po chwili przyniesiono zwoki na noszach i dwudziestu jecw.
Genera wyszed na rodek ki i krzykn;
- Jak teraz, ju pewnie wiecie, jestem Nekromant, nie wiem co o nas syszelicie, mog powiedzie, ze na pewno wikszo to kamstwa, i wyssane z palca historie, kategorycznie zabraniam mwienia komukolwiek o tym co tutaj zobaczylicie i usyszelicie, w zamian za t "przysug", mog wrci ycie waszemu koledze, ale w zamian za ycie tych jecw, wic pytam: Czy chcecie powici ycie tych oto bezbronnych jecw w zamian za ycie waszego towarzysza ktry zgin na tym polu?
Oddzia zdezorientowany propozycj, odpowiedzia twierdzco; wiedziano co robi Nekromanci ale pierwszy raz maj z kim czy czym takim bezporedni kontakt.
- Jeli kto jest wraliwszy i nie chce widzie, sceny ktra ni bdzie mu si do koca ycia niech odwrci si plecami lub zamknie oczy. Wielu ludzi odwrcio zasonio oczy poniewa wiedzieli, e ich dowdca nie artuje, ale cz, odwaniejsza postanowia patrze. Przystpi do rytuau wskrzeszania; klkn, narysowa palcem jaki znak w powietrzu, zdawao si jakby w znak unosi si w postaci dymu po chwili ze znaku wyskoczya zjawa, cay czas szepta co w jakim dziwnym jzyku, Nekromanta rozpocz czerpanie energii od jecw, w oczach starzeli si, usychali, ich skra pkaa i brzowa krew laa si z oczodow, po pewnym czasie przypominali ju nie ludzi a przypalone pieczenie. Gdy Nekromanta pobran energi oplt zjaw wskaza jej ciao wojownika, posuchaa i powoli zanurzya si w ciele, jego skra nabraa koloru, a ciao zrobio si bardziej wiotkie szepta cay czas niezrozumiae sowa, po czym martwy przed chwil wojownik gwatownie nabra powietrza do puc; i dalej oddycha samodzielnie i w miar rwnomiernie;
- Opatrzcie mu rany i usztywnijcie koczyny, co ywo! A wy ju moecie otworzy oczy - powiedzia z umiechem. Faktycznie tak si stao, cho poamany wojownik nie wsiad samodzielnie na konia, oy, nikt nie wierzy, e to si uda, ale teraz zaniemwili z wraenia. Wszyscy ludzie przed tym zdarzeniem nie darzyli tej profesji sympati, teraz onierze patrzyli na Nekromant jak na boga. Wojownicy cay czas rozmawiali o tym zdarzeniu, nie mogli wprost uwierzy, e mona wskrzesi czowieka, mimo i wielokrotnie syszeli opowieci o Nekromantach, dla nich wadanie nad mierci byo czym niepojtym. Poczuli w sobie co w stylu niemiertelnoci, wiedzieli, e pod komend Nekromanty s bezpieczni, pokochali tego jeszcze wczoraj obcego czowieka.

<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 3<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#> 
Powracajc wszyscy jechali, z umiechem na twarzy, kto krzykn;
- Ale w zamku bdzie heca jeli powiemy ilu mamy polegych... - i buchn szczerym, gbokim miechem. Inny krzykn;
- A jak si dowiedz, dziki komu to wszystko, nasz dowdca bdzie bohaterem - wszyscy pokiwali gowami na znak aprobaty. Caton sysza to, lecz mia inne plany. Jazda mina bardzo szybko, wszyscy byli zaskoczeni szybkim zachodem soca, i niechtnie zatrzymali si na odpoczynek, po trudnej bitwie, co niebywae, nikt nie by zmczony, rozbili obz, i tym razem rozpalili ogie, Caton wezwa wszystkich aby zebrali si wok ogniska, gdy to uczynili, przemwi;
- Mam do wszystkich prob, albo jak kto woli rozkaz... mianowicie, chciabym aby to co dzi uczyniem, zostao w tym krgu, nasze zwycistwo zawdziczamy waszym mieczom i waszej odwadze; tak ma usysze Krl i reszta mieszkacw; jeli kto przeciwstawi si temu, rozkazowi bardzo mnie rozgniewa i skoczy jak ci jecy, albo i gorzej. Wszyscy wiecie, e ludzie nie czuj sympatii do Nekromancji czy wszyscy zrozumieli? Wszyscy pokiwali twierdzco gowami, cho mieli smutne miny; nikt tego nie rozumia, przecie, gdyby opowiedzieli o wszystkim zostaby bohaterem i nikt by nie patrzy czy zrobi to po Nekromancku czy normalnie, byby sawny...
- Wic ycz dobrej nocy... a i jeszcze jedno; walczylicie doskonale - Powiedzia i umiechn si szeroko i wyjtkowo, jak na niego, szczerze.
- Nawzajem - odpowiedziao kilkunastu onierzy zgodnym chrem. Wikszo dziwia si, czemu tak rozkaza. Ale szanowali to, e nie chce aby ludzie dowiedzieli si o jego sekrecie.
Prawda bya inna, nie chcia aby Luna dowiedziaa si, jak ohydne rzeczy robi jej ukochany, miao to dla niego wiksz wag ni jakie tam zaszczyty, ktrych ani dotkn ani przytuli - Sam zauway, ze to trafna uwaga. Zdecydowa i stara si nie aowa. Nie spa kolejn noc, tym razem nie czuwajc; lecz z tsknoty, za kadym razem gdy zamyka oczy widzia jej twarz, umiechnit i szczliw. Przez ca noc cierpia, rzucay nim emocje, ktrych nie potrafi pokona, w duchu przeklina zjawisko mioci przez ktre tak si teraz czu. Nie musia nawet zaywa swoich ziek, aby nie zasypia, chcia, ale nie mg, cho wiedzia, e jeli kto przey moe przyj w nocy i nabrudzi.
Ruszyli z samego rana, jechali w milczeniu, jakby nadal nie rozumieli o co chodzi... oczywicie nikt nie mia nawet myle o niewykonaniu rozkazu.
Caton przysypia na koniu, teraz naprawd chciao mu si spa, jego podwadny przytrzymujc go aby nie spad z kulbaki, obudzi go lekkim klapsem w twarz, gdy pioch otworzy oczy i umiechn si faszywie, Erian, przemwi
- Z tego co syszaem w namiotach onierzy; pjd z tob na koniec wiata... to chyba dobrze zwaywszy na to, e podobno plemiona Sanfluha grupuj armie, ta bya tylko czstk; ktrej ich krl nie chciaby abymy ujrzeli. Mimo i mamy troch armii i wspaniaego Generaa- szturchn Nekromant w ebra i szczerze, niejako z dum umiechn si - to gdy ruszy na nas caa armia, szanse mamy niewielkie...- powiedzia i zamyli si.
- Ale przecie w zamku s jeszcze cztery takie oddziay jak nasz - oponowa Caton.
- Owszem mamy jeszcze cztery, ale nie takie jak nasz, nasi to rycerze zaprawieni w walce, wikszo z nich ma za sob setki bitew, a tamci w zamku, s nowicjuszami ledwo nauczyli, si macha mieczem, nigdy nikogo nie zabili, wic moe by ciko - odpowiedzia Erian i ponownie zanurzy si w wiat swoich myli, jego oczy wyglday jak oczy czowieka obkanego. 
- Jedynym wyjciem bdzie, jak przedstawimy sytuacj krlowi i namwimy aby mobilizowa armi... - powiedzia Caton jakby bez przekonania.
- I tak, jeli pozwolisz mj drogi, zrobimy, ley to w naszym interesie jako obywateli tego kraju, okupilimy to krwi naszych przodkw, i nie oddamy jej, chmmmm... tak sdz... i mam nadziej, e nasz krl te. - powiedzia Modzieniec i momentalnie spochmurnia.
- Uwaasz, e nasz krl nie chce walczy o nasz ziemi? - zapyta obuony Caton.
- Nie, nie, boj si tylko o to, e nie zechce, zaatakowa pierwszy, co okae si porak nas wszystkich. - odpowiedzia zdziwiony pytaniem Erian.
- Niesusznie si lkasz, przyjacielu, za dwie penie, jak sdz, bdziemy ju w polu z ca moliw armi, jak uda si nam zdoby. - odpowiedzia Nekromanta z dziwn pewnoci siebie.
- Mam nadziej... - powiedzia i wrci do szeregu.
Dalej genera jecha ju bez sowa w zamyleniu, cay czas co szepta pod nosem, rycerze zauwayli, e to nie magia, poniewa powietrze tak nie pachniao i nie byo tak gste jak gdy walczyli. Dojechali za ostatni gr, wyoni si zamek, most by opuszczony, a z zamku wyszli chyba wszyscy mieszkacy, albo tylko rodzina rycerzy walczcych w oddziale. Co za gupota - pomyla Caton - gdybymy polegli, zamek byby zgubiony. Zda sobie spraw, e kto by pewien, e wygrali... ale kto?

<#FONT:[COLOR:0xFF6B8DFD]#>"Ulubieniec Mioci" <#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>
<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 1<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#> 
Gdy zajechali, rycerze padli w ramiona swojej rodzinie, a on, zsiadszy z konia j szuka Luny, bardzo si stskni... wreszcie po kilkunastu minutach ujrza j w tumie, jak prbowaa si przecisn, ale nic z tego, kady chcia zobaczy bliskich, co innego byo z nim, wszyscy rozstpowali si przed nim, by teraz bohaterem, doszed do niej, pocaowa delikatnie w policzek, byli wrd ludzi, zapa za rk i odcign poza tum, potem po ce a do jeziorka zwanego Trzcian, usiedli na pieniu zwalonego drzewa, spletli rce, ich usta zwary si w pocaunku, gdy caowali si, bardzo intensywnie, mona powiedzie, apczywie, Caton'owi do gowy przychodziy myli o... ale nie, nigdy, moe i by porywczy ale nad wszystko przedkada dobre wychowanie i szacunek, tak to, oprcz mioci, czu do Luny, pokusa bya wielka, ale ostatecznie, cofn usta i zagadn:
- I jak byo beze mnie, tsknia? - zapyta z umiechem, na wp z rozmarzeniem.
- Tskniam bardzo, ale jeszcze bardziej baam si o ciebie, dlatego udaam si do Aarta, sokolnika ostatniego chyba przedstawiciela tej zacnej rasy w tych stronach, aby wysa sokoa, czy wracacie ywi... - odpowiedziaa przecigle, patrzc si na oczy nekromanty.
- Wic to tak, a wiesz? Dziwiem si skd wiedzielicie, e nie zginlimy, teraz ju wiem, a w ogle to chciabym si spotka z tym Aartem. - powiedzia zamyli si - A nue, wrcilimy cao, caa pisetka, ale to duga historia.
- Chtnie posucham - powiedziaa pontnie przekrzywiajc swoj drobn gow w bok.
- Wierz mi sodziutka, to ndzny temat jak na rozmow z kobiet, bo chyba nie chciaa by sucha o szczegach: rozpruwaniu brzucha i takich tam - odpowiedzia cynicznie.
- Nie, nie chciaabym... - odpowiedziaa smutno.
- Moe po tej bitwie, twj ojciec da nam bogosawiestwo, wkocu... eee nie ma szans - powiedzia z rezygnacj i spojrza w bok.
- Nie sdz, ale dzi wieczorem bdzie uczta, bdziesz mg, go o to zapyta - powiedziaa, Luna majc nadziej, e jest jeszcze jaka nadzieja.
- Tak zrobie, a teraz chodmy, bo zaczn gada, i tak ju gadaj, chomy - wzi j za rk i poszli do zamku, idc przez ki, obok rzeki Bober usanej po bokach wierzbami.
Gdy weszli do zamku, ludzie wiwatowali, skandowali jego imi, jedna matka nawet przyniosa kosz owocw i poprosia aby Nekromanta poczstowa si, wzi jedno jabko i ukoni si w podzice, kobieta poczerwieniaa z radoci, by teraz niewtpliwie bohaterem, nigdy nie chcia nim by, poza tym wiedzia, e moe to wzbudzi zazdro krla o popularno a wtedy byoby ju nieciekawie. Dlatego krzykn:
- Ludzie!!! Dzikuje za wszystko, zwacie jednak, e to nie ja krzyowaem miecze z przeciwnikiem, jedynie staem i wydawaem komendy, nic wicej, tych piciuset ludzi winnicie zotem obsypa, wygrali z ponad tysiczn armi, nie ginc przy tym.
- Oni mwi, e ty Panie mia-li w tym wielk zasug, i ecie swym ino zarzdzaniem, do takiego koca doprowadzi - krzykn jaki odwany chop.
- Zasug moe i miaem, ale nie umniejsza to chway tyche wojownikw, a teraz wybaczcie piesz si, do krla - powiedzia skoniwszy si.
Szli brukowan ulic, przecinajc rynek, gdy doszli do paacu krlewskiego rozstali si, Caton poszed do krla, Luna, natomiast na swe pokoje. Jak zwykle w sali tronowej byo zimno, ale nic to jednak, krl zszed z tronu, ucisn do Nekromanty i rzek:
- Wspaniale, wspaniale sobie poradzie, mylaem, jeli dobry to przeyjesz, ale tegom si nie spodziewa, doskonale. Wieczorem wydaj przyjcie z okazji wygranej bitwy TY Catonie, jeste, rzecz jasna zaproszony - powiedzia do Catona i mrugn, zawadiacko, okiem. I tu jak zwykle jego rycerska duma i szlachetno wziy gr nad profitami:
- Wasza wysoko, nie mog przyj, Waszego zaproszenia, chyba, ze zaprosicie take, moich podkomendnych - powiedzia Caton silc si na kolawy ukon, cay si trzs, pierwszy raz przeciwstawi si woli krla, ale w dobrej sprawie, pomyla i zrazu si uspokoi.
- W porzdku, niech i tak bdzie, zapraszam take i ich, do zobaczenia wieczorem, Caton - rzekszy to krl wdrapa si na tron. Nekromanta wyszed, uda si tymi samymi drkami, do znanej ju sobie, obery "Pod Choink", Caton rozgldn si i faktycznie nad tawern sta potny wierk, rozkadajc szeroko swe gazie. Wszed do rodka, i tak jak sdzi: jego towarzysze sczyli piwo. Podszed bliej szynkwasu, ek do siedzcych przy nim towarzyszy:
- Wojacy, nie pijcie tych, pomyj, krl zaprasza was na bal, dzi wieczorem w sali balowej paacu krlewskiego, bdcie wszyscy... - to powiedziawszy, odwrci si nie czekajc a otrzsn si z osupienia wyszed.

<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 2<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#> 
Uda si do swego mieszkania, kaza gospodyni nala wielk bali gorcej wody, i kupi za niemae pienidze mydo, szare, mierdzce, ale mydo. Wykpa si, siedzc w wodzie dwie godziny, gospodyni tylko biegaa aby dolewa ciepej wody. Potem wytarszy si i odziawszy zabra si za polerowanie swojej zbroi; staromodnej i obdrapanej jak nazywaa j Luna, zamyli si... Wypolerowa wszystko nawet miecz, ktry star ju tradycj nosio si wszdzie nawet na krlewskie bale, oczywicie jeeli byo si oficerem. Wystrojony i ze wiecc zbroj, wyszed na podwrze przeszed przez brudne, jak zawsze, ulice i doszed nimi a do zamku, tam a toczyo si od goci, wystrojonych dam, bogatych jegomociw i wielu innych ciekawych osobistoci, jak choby bard Verousa o ktrym Caton sysza wiele dobrego. Gdy wszed do rodka zobaczy sal balow, taka jak zawsze; wiecc od krysztaowych wiecznikw i marmurowych kafli na pododze. Natychmiast krl zawoa go, i nakaza usi po swojej lewicy siebie, po prawicy siedziaa Luna i umiechaa si do niego dalej siedzia take jaki genera, Caton pozna to po mieczu ktry mona byo nosi na przyjcia tylko oficerom. Po lewej stronie Nekromanty siedzia take jaki genera. Krl zagadn do goci tymi sowy: 
- Spotkalimy si dzi, po to aby uczci zwycistwo w pierwszej bitwie nowego konfliktu, z tym, przepraszam za okrelenie, dzikim "psem z pnocy", ale przecie mielimy witowa wic, przedstawiam wam ludzi ktrzy w piciuset pokonali ponad tysiczn armie, nie tracc ani jednego czowieka.- Rozlegy si szepty i dwiki podziwu, zachwytu, - tak tak, oto oni, wstacie zacni rycerze - wstali, piciuset chopa rozsiedzonych przy stole, mimo swojego "chamskiego" pochodzenia, wygldali schludnie i nie odrniali si od innych goci, ktrzy dowiadujc si, e maj do czynienia z bohaterami zaczynali rozmowy na temat: jak to jest na wojnie i takie tam - a dowodzi nimi niejaki Caton syn Astala, potomek rodu Cestarw.- Caton wsta i ukoni si nisko, rozlegy si oklaski i nie tumione oznaki podziwu, tylko genera obok patrzy gnunie i z obrzydzeniem na Nekromant, co ten zaraz zauway. Krl nie czekajc zapyta Catona: - Jak tego dokonae cudaku? Kady czewo mylcy czowiek wie, e jest to niemoliwe, co ecie si skumali z tamtymi czy co - krl Sevater parskn ze miechu rozbawiony swoim artem, kilku sucych jak na zawoanie parskno miechem.
- Krlu, caa tajemnica tkwi w wojakach, gdy s pewni siebie pokonaj nawet dwutysiczn armi, poza tym stosuje stary ju, stosowany przez mojego pradziadka styl dowodzenia: nie pcham si na czoo szturmu aby czasem nie zosta ubitym, co skoczyoby si zapewne rozpierzchniciem moich wojsk, bo zwa u siebie panie: e odwag naley zostawi na sytuacje, gdy chodzi o nasze ycie, nie za jeli ma si pod sob piciuset rycerzy, ktrzy dziki mojej obecnoci s pewni siebie, co ma ogromne znaczenie. A przecie bij si dla kraju i odpowiedzialno tym wiksza na mnie spoczywa...
- Dzikuje za ten wykad strategii, istotnie co w tym jest, co w tym musi by skoro taki sukces...no no - krl zamyli si, ale wyrwa go dumania, genera, ktry mia min jakby pokn co najmniej kilogram piounu:
- Ja uwaam, e trzymanie si z dala bitwy, jest oznak tchrzostwa - krzykn i wsta. - Co? Jeli mielicie na myli to co usyszaem, oznacza to, ze obraacie mnie, i moich przodkw, a na to ty zasracu nie pozwol !!! - krzykn najgoniej jak potrafi Caton i wsta rwnie, popchn generaa szybkim ciosem otwartej doni. Genera chwyci za rczk miecza, ale Caton w mgnieniu oka bysn ju klig swego miecza, wyraajc ch pojedynku.
- Ta zniewaga, wymaga krwi, i postaram si ty chdorzony sukinsynu, eby bya to twoja krew - krzykn Nekromanta, i w mgnieniu oka przypomniay mu si stare czasy gdy zabija jak maszyna, czu tylko nienawi i dze krwi, mordowa wtedy z zimn krwi, teraz te si nie zawaha, ale byle na zewntrz, aby biaogowy nie widziay rozlewu krwi.
- Panowie co wy, mylicie, ze pozwol wam si pozabija? Teraz kiedy wojna tu tu? Nie ma mowy, potrzebuje was; generaw, jeli chcecie to zaatwi to prosz, dajcie im drzewce wczni - krl skin wadczo - i chopcy wyjd na zewntrz zaatwi to co trzeba! - powiedzia poczerwieniay ze zoci krl.
- Dobrze, dawajcie te kije!- krzykn Caton, czynic pytki ukon w stron krla Sevater'a.
- Dawajcie! - wtrowa genera.
Dostali kije, wyszli a za nimi sznur gapiw, praktycznie wszyscy mczyni, oprcz krla i kilku rozleniwionych lub kompletnie ju pijanych goci. Okryli ich dookoa, genera i Nekromanta stali na przeciwko siebie stykajc se sob koce swych kijw, na komend "zaczyna", genera uderzy z furkotem w stron Catona, ten uchyli si i pasko jak gdyby bez wysiku sparowa przekierowujc tor kija na ziemie, zakurzyo si, Nekromanta byskawicznie uderzy, gapie widzieli tylko smug i syszeli gwizd i trzask amanego drewna, byo po kiju i po walce, bowiem genera otrzymawszy solidny cios w gow straci przytomno, a moe i co wicej. onierze Catona a podskoczyli z radoci, ich dowdca da im popis, walki wrcz... kijem... trudno trzeba bra co daj - podmiewywali si. Caton wrci do sali za nim wchodzili, gapie byli przestraszeni, ale take zadowoleni z walki, wreszcie co si dziao, nie tylko chlanie i gadanie. Nekromanta usiad na swoim miejscu. Krl si nie odzywa. Wnieli go, krew buchaa mu z gowy. Krl zapyta: 
- Wyyje?
- Jak bdzie mia szczcie - odpowiedzia znachor, ktry take zaszczyci sale sw obecnoci. 
- Ohoho Caton widzisz co zrobie? - zapyta zirytowany krl.
- Panie, broniem honoru swego i mojej rodziny, to jedyne co mogem uczyni, dobrze, e zgodziem si na ustpstwo z kijami, bo, wasza wysoko, nie chciaaby oglda go po walce. - odpowiedzia zadufany Caton.
- I teraz nie chce go oglda- zachichota, ale z umiarem- hmmm... a zreszt, postpie uczciwie, ale moge by ostroniejszy - powiedzia krl partem - nawet nie wiesz jakie to moe mie konsekwencje, gdy rozpta si wojna. Caton bardzo chciaby nie wiedzie. Jeeli kiedykolwiek wierzy, e Krl da mu rk tej crki, to na pewno nie w tej chwili, teraz marzy aby zapa si pod ziemi. 
- Czy zawsze honor nie popaca?- pyta sam siebie w duszy.
Dalej przyjcie byo dla Catona zamazanym koszmarem, nigdy potem nawet nie prbowa przypomina sobie tego wieczoru, nigdy, tylko wojacy z jego kompanii na ostrym promilu nie tracili humoru i z du wpraw zabawiali panny wiskimi dowcipami. Spojrza na Lun, odpowiedziaa mu spojrzeniem penym wyrzutu, odwrci wzrok i opuci gow.
- ZMAR!!! - krzykn znachor z daleka - podbieg bliej Krla, ukoni si i dokoczy - Frantesco di Nebri syn Danetha, nie yje Mj Panie, straci ca krew - powiedzia to, skoni si i wyszed. Monarcha tylko spojrza na Nekromant z pytaniem w oczach: "jeste zadowolony?", Loona wspara gow na doniach. Caton zniy bardziej gow, jego poczucie wasnej wartoci zmalao albo w ogle zniko, przez chwil czu si tak jakby wcale dzie temu nie naraa swojego ycia za ojczyzn.
Pi. Duo... Nic, oprcz picia, ju nie pamita... 

<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 3<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#> 
Rano obudzia go gospodyni, haasujca przy sprztaniu domu.
Wsta, ubra si w strj wyjciowy, pomg gospodyni sprztn sypialnie z rzeczy i posprzta to co zrobi jego odek z nie strawionym alkoholem i... cholera wie z czym jeszcze.
- Przyjaciel wczoraj pana przynies... Na plecach przytaszczy, wczoraj mia pan zy dzie - Powiedziaa do niego szczerzc zby gospodyni - gdyby to nie byo przyjcie krlewskie za wasze zachowanie, bylibycie ju w lochach hi hi... Oooo widz, e nie jest panu dzi do miechu - Powiedziawszy to umiechna si serdecznie i wysza, skoczywszy oprzta mieszkanie Catona.
- Istotnie... - Wyszepta Caton, do siebie.
Po tym wyszed z sypialni, zszed do jadalni, zjad niadanie, byo ju zimne. Ser z pajd chleba i zsiadym mlekiem leczy kaca, najlepiej ze wszystkich specyfikw na wiecie. Gospodyni, rubasznie pulchna, poczciwa kobieta wiedziaa jak walczy z tym co go teraz mczyo. Gdy Caton koczy jedzenie, gosposia wkroczya do jadalni i powiedziaa:
- Acha zapomniaabym nad ranem bya pana "przyjacika" i pytaa o pana, gdy powiedziaam jej o pana stanie zaproponowaa, e okoo poudnia bdzie czeka "tam gdzie zawsze" - Powiedziaa to i zacza krzta si po kuchni.
- Aaaa jak por dnia mamy? - Zapyta byskawicznie.
- Co przed poudniem, a... - niedokoczya.
- Wychodz! - Wymwi to i popiesznie zarzuci na siebie paszcz. Wyszed.
- Ocho... Zakochani... Ech... - Zamylia si.
Caton skierowa kroki ku stajni, tam zaoy siodo, dosiad konia i szybko pogalopowa w stron skaek nad wodospadem, gdzie nikt, oprcz nich, nie zaglda. Po pitnastu minutach galopu dotar na miejsce. Klacz Luny ju tam staa. Zszed z konia, podszed do wodospadu, szum spadajcej wody zaguszy odgosy jego przybycia i prychanie koni. Zauway j, staa i wpatrywaa si w wod, nie widziaa go. Podszed bliej, delikatnie musn jej policzek, odwrcia si i rzucia mu si na szyje, poczu co mokrego na policzku:
- Pakaa? - Zapyta Caton, z tkliwym wyrazem twarzy. Luna przycisna go jeszcze mocniej i rozpakaa si na dobre.
- Co si stao, nie pacz, prosz, uspokj si. Co si stao? - Zapyta rozczulony i wzruszony.
- Chlip... B b bo ra ra rano chlip... rozmawia chlip... am z ojcem po pp po powiedzia... e e nie wyda mnie zam za ciebie, i aby, chlip...
- Co aby, spokojnie powoli - powiedzia do Luny i pogadzi j po policzku.
- Aby to uskuteczni, zorganizuje turniej rycerski, dla rycerzy z dobrych i bogatych rodzin - odpowiedziaa Luna i znowu rzucia mu si na szyj - a nagrod bdzie maestwo ze mn i dziedzictwo tronu Doefe - Am. Powiedziaam mu, e cie kocham wole umrze ni by on kogo innego ni ty, a on si rozemia i powiedzia, ze nic nie wiem o mioci a on chce mojego szczcia, wybiegam z paacu i przybiegam do ciebie... Przycisn j do siebie i zakl w duchu.
- Cha! A ju mylaem, e bdc lojalnym i uczciwym osign co... Ale nie, no dobra... - szepn Caton.
- Co chcesz zrobi? - Zapytaa Luna, robic przy tym przestraszon min. Nie udawan, z reszt.
- Wezm udzia w tym turnieju, jakkolwiek Krl prbowaby mi w tym przeszkodzi. Pojad teraz! - Krzykn jednym tchem.
- Ale... - nie dokoczya.
Wsiad na czarnego ogiera czystej maci, ko napi minie i trcony ostrogami ruszy naprzd, Caton jeszcze pomacha rk w stron Luny i pogna drog w stron zamku Sedaerther. Gdy przekroczy bram, skierowa sie ku paacowi. Gdy dotar na miejsce, czeladnikowi poda lejce a sam spiesznym krokiem uda si do sali audiencyjnej. Wchodzc w przedsionku zatrzymaa go stra. 
- Krl ju nie przyjmuje - Powiedzia stranik i zagrodzi drog halabard.
- Mnie przyjmie, odsu si, jeli ci CHAMIE, ycie mie - powiedzia wkurzony Nekromanta.
- Dobrze, ale musicie zostawi miecz - odpowiedzia, upierdliwy, stranik.
- Prdzej zostawi tutaj, twojego trupa, ni...
- Wpucie go! - Krzykn kto, chyba krl, z sali.
Stranicy wycofali si, Caton wkroczy do sali z pewnym i stanowczo zym wyrazem twarzy.
- Nie! O cokolwiek chcesz zapyta odpowied brzmi, Nie! - Wykrzykn krl Sevater.
- Dlaczego, dlaczego robisz mi to, panie? Czy niewystarczajco lojalnie suyem? Czy byem nieuczciwy w stosunku do waszej mioci? - Zapyta nekromanta prawie paczc.
- Nie chodzi o ciebie, mj drogi, to sprawa wikszej wagi... Kiedy obiecaem matce Luny, e wydam crk za wielkiego czowieka, a ty, nim nie jeste. Co prawda z twoim ojcem przyjaniem si jako chopak bodaj szesnastoletni... On owszem by wielkim czowiekiem, ale ty? Kim TY jeste? Oprcz nazwiska nie masz nic. Ale dobrze... Pozwol wzi ci udzia w turnieju, ale nie licz na zwycistwo. O rk mej crki walczy bd najznamienitsi z najwspanialszych rycerzy z caego wiata... Mimo to, powiedzmy, e ycz ci szczcia... Jeli wygrasz, Luna naley do ciebie... A teraz odejd. Mam tego dosy. Turniej odbdzie si za trzy tygodnie...
- Mimo wszystko dzikuje - odpowiedzia Caton, skoni si i skierowa si ku wyjciu. Korzystajc z odlegoci od Krla i stranikw otar z, z ktra takiego mczyzn jak on mocno pieka w policzek, wstydzi si jej. Jak niczego wczeniej Wychodzc podoy nog jednemu ze stranikw i kiedy ten upad, Caton zamia si, wyszed, wsiad na ogiera i ruszy w stron kuni, poniewa niedaleko znajdowaa si szkoa fechtunku...

<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 4<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#> 
Mia zamiar przypomnie sobie, jak si walczy, swojego czasu, machanie mieczem nie byo mu obce a i kopi potrafi dobrze celowa nawet na narwistym koniu. Ale teraz musia sobie wszystko przypomnie.
Dojecha, pozostawi rumaka, podszed do zagrody gdzie byo do due pole do wiczenia i walki. Przeskoczy pot, min walczcych maolatw i podszed do starca, ktry wanie tumaczy co modzikowi. - Witaj Lesithu! - Krzykn.
- Oooo! Witaj, ciesz si, ze ci widz. Syszaem niedawno o tobie kilka dobrych rzeczy, nooo... Jestem z ciebie zadowolony. Mio by nauczycielem takiej sawy jak ty.
- Eeeeee przyjacielu przesta, bo coraz bardziej wstydz si, swojej proby - powiedzia Nekromanta robic kwan min.
- Proby? Tak sucham... Ej ty tam! Uwaaj, masz wiczy, na zabijanie przyjdzie jeszcze czas!... Przepraszam, sucham o jak prob chodzi?
- Chciaem prosi ci o kilka lekcji, mam zamiar walczy w turnieju rycerskim i wygra go, rozchodzi si o rk mojej ukochanej i NIE MOG przegra... Wic jak? Czemu si umiechasz?
- Dobrze! Usid i poczekaj, za godzin skocz si warsztaty szlacheckich dzieci... No id... - powiedzia starzec i podszed do pary okadajcych si kijami gwniarzy i instruowa ich jak i gdzie uderza. Nekromant zamkn oczy i wyobrazi sobie jak walczy. Wanie miaa si zacz jego walka, z loy krlewskiej ze strachem w oczach przygldaa si wszystkiemu Luna. Podano mu miecz, sdzia mwi co o jego zbroi, puci to mimochodem, podbieg do wroga, zakrci mynek i ci przez bark, zbroja z jkiem pucia, w lad barku jego przeciwnika. Upad. Szybkim ruchem Caton ci w cigno Achillesa. A potem wznis rce ku grze...
- Caton? Hej! Ju poszli, moemy zaczyna - Krzykn trener szturchajc Catona.
- Oooo tak, tak, ju - przetar oczy i pody za starcem.
Gdy doszli na miejsce, Lesith wskaza na jakiego zakutego rycerza i powiedzia:
- To jest Rezdar, mj aktualny ucze i nastpca, wiem ty nim miae by, ale nim dokoczye wszystkie lekcje odszede... No w kadym razie zaraz podam wam kije i pomachacie sobie na rozgrzewk. Rezdar to Caton. Podali sobie, rce.
- Witaj, Caton, wiele o tobie syszaem, dobrego... - powiedzia z nutk, ale malutk cynizmu, Rezdar. Caton umiechn si faszywie, ale sprawiao to wraenie szczerego umiechu. Po chwili trener przynis dwa na oko ptorametrowe kije, wrczy je swoim podopiecznym i rzek:
- No! Zaczynajcie, tylko ostronie, jeszcze z Catonem mam zamiar przewiczy machanie kopi i strzelanie... Prawda? - Dobrze! - Krzykn Rezdar.
- Zrozumiaem! - Wtrowa Caton.
Zaczeli "walk", pierwszy do ciosu zoy si przeciwnik Nekromanty, ci na wysokoci pasa. Caton instynktownie pochyli si do przodu przesuwajc biodra do tyu. Miecz z furkotem przemkn obok pasa Catona. To by zwd. Drugie cicie tym razem w nogi powalio go, by w wyjciowym ubraniu wic zosta lekko obity. 
- No, zapowiada si fajny trening! - Krzykn Rezdar, i cofn si kilka krokw w ty - Wstawaj! Caton wsta otrzepa si, i ruszy do ataku, ale nie wyprowadzi ciosu tylko par ciaem, mocne pchnicie przewrcio jego przeciwnika, Caton wsta znowu si otrzepa.
- Ano fajny. - Powiedzia Caton i aktorsko strzepa brud z mankietw. Znw Rezdar ci ale tym razem od ucha na przektn, prawie piruetem, zaatakowa z lewej strony. Caton z gracj, schyliwszy si sparowa cios kijem, ktry a jkn. Bez wahania Nekromanta wyprowadzi cios na klatk piersiow wypad do przodu razem z kuciem, zwany te Patinado, doszed do przeciwnika, a ogromna sia jak Caton woy w ten manewr zaowocowaa, przeciwnik otrzymawszy cios przewrci si, a kij pk z trzaskiem. Rezdar wsta, z trudnoci, wiadomo, zbroja troch way. Zrzuci hem, i zama na kolanie swj kij, w podobnym miejscu co Caton. Sdzc po jego wyrazie twarzy, by bardzo wcieky, tym razem, z przykrtkim kijem par na Catona z piruetu, Nekromanta parowa cios, niestety za wolno, moe kiedy gdy mia wpraw, udao by si sparowa ten cios, ale nie dzisiaj. Nie teraz. Kij uderzy Catona prosto w lewe ramie. Zawy. Uklk i wyrzuci kij.
- Zwariowae?! - Krzykn Caton - Ja mam walczy za trzy tygodnie a to mia by trening ty gupi ole!
- No, panie Caton, trzeba byo si broni - odrzek Rezdar.
- Broni? No tak, przecie od tego zaleao moje ycie! Los wiata! Ty idioto to by trening a nie walka dzikich psw - Caton krzycza dalej, widocznie bardzo niepocieszony.
- Tak? A jak pan sobie wyobraa prawdziw walk? - Odpowiedzia modzieniec.
- Gupcze, ja toczyem setki walk kiedy ty, jeszcze wpierdalae kasz z mlekiem na niadanie, obiad i kolacj! Ale, w porzdku, mog pokaza ci prawdziw walk, kiedy miecz tnie t twoj zbroj, a nie odbija si, kiedy kady kolejny cios moe, by twoim ostatnim. Ale, co ty o tym moesz wiedzie? Nic? Albo bardzo mao.
- No dobrze, przepraszam, ale... W porzdku - Odrzek zastraszony modzieniec.
- To jak? Stajesz ze mn w szranki w "prawdziwym pojedynku"? - Zapyta Caton.
- Caton, spokojnie to jeszcze chopiec, miae tylko wiczy, i jak wida susznie, bo to nie jest forma jak znaem, a ty Rezdarze moesz ju i do domu, jutro dokoczymy dzisiejsz lekcje. - Powiedzia do modzieca.
- Dobrze, ponioso mnie, egnaj Reznarze! - Rzek i podszed do starca.
- Robisz mas bdw, dobrze przynajmniej, e nie korzystasz ze swego "daru", to nieuczciwe. Jednym z wielu i najwikszym twoim bdem jest to, ze walczysz ciaem, a nie umysem, ju chyba zapomniae co uczyem ci tyle lat. Umys ma walczy, ciao ma tylko wykonywa precyzyjnie przemylane rozkazy. Na przykad gdy ja bd ci ci w brzuch, co zrobisz? - zapyta starzec i zmruy oczy.
- Sparuje, o tak - powiedziaa i rk pokaza ruch parujcy - a potem...
- Co potem? Skd wiesz czy si uda? Dlaczego nie improwizujesz? Nie moesz zaplanowa caej walki bo przeciwnik zawsze moe ci zaskoczy. Pamitaj o tym. Dobra, chodmy do wybiegu, musisz nauczy si ataku kopi i obrony przed ni.
Gdy dotarli do pobliskiego wybiegu, oczom Catona ukaza si dugi plac, podzielony potkiem na dwie rwne powki, na rodku tego potu, sta drewniany rycerzyk, z wystawiona tarcz z jednej strony i korbaczem w drugiej. Nieopodal chodzi chopiec ubrany w strj giermka i grabi ziemie na placu.
- Ej Friedrik! cho no tu! - Krzykn starzec i machn przywoawczo rk.
- Tak mistrzu? - Zapyta i ukoni si modzian.
- Przed, bram stoi ko, tego pana - wskaza rk na Catona, ten umiechn si lekko - skocz po niego, tylko na jednej nodze! - wypowiedzia to i machn obojtnie rk. Po chwili podszed do Catona i rzek:
- Walczye ju kiedy, w ten sposb?
- Nie, raczej wydawao mi si to gupie i nigdy... - nie dokoczy.
- Tak wiem, nie uczyem ci tego bo nie chciae, ale... Teraz chcesz - Odrzek starzec i trci Catona w pier.
- A wic? - Zapyta Caton, zniecierpliwiony.
- Najpierw, musz powiedzie ci co nieco o zasadach, wic tak: Zadaniem twoim, jest zrzuci przeciwnika z konia, zalenie od preferencji ogldajcych, dobi go na ziemi lub nie. Twj przeciwnik ma takie samo zadanie, i po to masz tarcze, tylko ni moesz si broni, nie licz na zbroj, albo pknie albo ugnie si po uderzeniu kopi. Pamitaj aby tarcz nie zasania siebie, bo spadniesz niechybnie z konia, tylko zbi ostrze kopii na bok, aby caa sia uderzenia posza w powietrze a nie w ciebie. Oprcz tego jeli wiesz, e nie trafisz przeciwnika, przechyl si na bok i podnie kopie, unikniesz wtedy uderzenia obcej kopii. Zrozumia?
- Tak. Chyba tak, zobaczymy jak to bdzie wygldao w praktyce. O! Wanie jedzie! - Krzykn Nekromanta, gdy chopiec przyjecha, podszed do konia, pogaska go po chrapach i dosiad go z wpraw jakiej sawny Torreone by si nie powstydzi.
- Mam uderzy w tarcz tego tam? - wskaza na drewnianego rycerza.
- Tak! I wychyli si aby nie dosta korbaczem! - odkrzykn starzec - masz tu kopi, trzymaj j mocno jak najdalej od koca.
- W porzdku... - szepn do siebie Nekromanta.
Rozpdzi si, wycelowa i uderzy w tarcz wychylajc si w bok. Trafi. Rycerzyk zakrci si, nad gow Catona zawiszcza korbacz. wiczy tak przez cae popoudnie... Co chwila amic kopie lub spadajc z konia po zym trafieniu... Jego dzie przez kolejne niespena trzy tygodnie by taki sam, rano szed do Luny, potem do zbrojowni na piwo a nastpnie na trening. wiczy ciko i robi postpy.

<#FONT:[COLOR:0xFF6B8DFD]#>"Syn Nienawici" <#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>
<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 1<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#> 
Nadszed czas turnieju, Caton obserwowa, coraz to nowsze wity sawnych i bogatych, awantury w tawernach zbyt pewnych siebie "sawnych rycerzy". Coraz wiksze sawy zjawiay si w zamku i coraz wiksze bjki. Nadszed dzie kiedy Caton mia stoczy swoj pierwsza walk, by to zarazem pierwszy dzie turnieju. Jeszcze w domu przygotowa miecz, zbroj, sztylet, hem poyczony od swojego mistrza Lesitha, tarcz z podobnego rda i uda si niespiesznie w stron placu turniejowego ktry przez ostatnie dwa tygodnie by budowany na placu rynkowym. Po dotarciu zostao jeszcze przedarcie przez tum, ale to w jego przypadku nie byo trudne, wszyscy go znali, wiedzieli kim jest i co niedawno zrobi, z wyjtkowym posuszestwem ludzie rozstpili si tworzc korytarzyk a do rodka areny, potakiwali gowami, niektrzy poklepywali go po ramieniu.
Przeszed i zobaczy, e na rodku stoi do dua grupa rycerzy, podszed do niej i stan. Przewodniczcy ubrany w pocieszn czerwon czap i te rajtuzy podszed do niego i szepn:
- Pan Caton Cestar aep Astal? 
- We wasnej osobie - odrzek troch partem Caton.
- Dobrze, wic s wszyscy moemy zaczyna - przewodniczcy poprawi swj strj, odchrzkn, nabra powietrza w puca i zawoa:
- Wszyscy tu zebrani, spotykamy si tutaj z krlewskiego polecenia mamy wybra najprzedniejszego rycerza z najprzedniejszych aby ten mg polubi crk naszego pana, pikn Lune ktrej - nabra powietrza - uroda, sawna jest w cay pastwie ba! A nawet na wiecie. System walk bdzie nastpujcy: podzielimy was na cztery grupy po sze osb, bo jest was akurat dwudziestu czterech. W owych grupach kady walczy bdzie tylko raz z wybranym przeze mnie przeciwnikiem ten kto wygra walczy bdzie jeszcze raz z kim kto take wygra, ten co pokona przeciwnika w drugiej walce bdzie musia pokona jeszcze trzeciego zwycizc jeli to uczyni, bdzie zwycizc grupy i przejdzie do pfinau a nastpnie wylosuje sobie przeciwnika ze zwycizcw z pozostaych trzech grup. Jeli wygra, bdzie walczy ze zwycizc rwnolegego pojedynku ju o zwycistwo i, tym samym, rk ksiniczki - skoczy. Caton nie odrywa wzroku od loy krlewskiej, siedziaa tam Luna i take wpatrywaa si w niego. Mia ch pobiec do niej... ale nie mg.
- Eliminacje do pfinau bd si rozgryway w postaci walki na miecze, bez tarczy i hemu! Nastpnie tak samo rozegra si pfina. Na ostateczn rozgrywk krl wybra walk na kopi. Teraz przejd do losowania grup - wyj du mis - w tej czaszy znajduj si poskadane kartki z grupami A, B, C i D, takie te bd i grupy. Wic podchodcie kolejno losujcie a potem podejdcie tam - wskaza stolik przy ktrym siedzia jaki mody skryba - i powiecie temu tam, jak si nazywacie i jak grup wylosowalicie - powiedzia to i odsun si kadc mis na stoliku. Rycerze podchodzili kolejno i losowali, w kocu przysza jego kolej. Woy do do misy zakrci papierkami i wycign jeden. Rozoy, na papierku widniaa litera A. Uda si do stolika i powiedzia:
- Caton Cestar aep Astal, grupa A - i podszed do reszty, oczekujcych na dalsze instrukcje, rycerzy. Po chwili ostatni wylosowa grup. A przewodniczcy podszed do biurka skryby, zabra kart i wyszed na rodek. Znowu nabra powietrza.
- A wic zestawienie poszczeglnych grup jest takie, po przeczytaniu podzielicie si grupami na cztery grupki i staniecie blisko siebie - gboki wdech - A wic Grupa A: Vanic Ferthaim zwany witym, Urhan Terrefor zwany Krwawym, Vabi Bereda, Sere Aselle go z Wichazel, Caton Cestar aep Astal, Detefor Cichy. Grupa B; - Caton dalej ju nie sucha, nie interesowao go nic wicej, podszed do grupki A i cierpliwie czeka wpatrzony w Lun. Po duszej chwili, przewodniczcy wydar si jeszcze raz budzc Catona z marze.
- Teraz odbdzie si po jednym pojedynku z kadej grupy, najpierw grupa A, hmmmm... Niech to bdzie Urhan przeciwko... Caton'owi. -umiechn si przyjanie do Catona - Prosz tutaj podej - wskaza na do due koo wyrysowane na ziemi, panowie znacie zasady, nie wolno uywa ng, sztyletw i niczego innego ni miecz aha nie moecie wyj za t linie - Caton podszed do koa wyj miecz, pochw odrzuci poza koo i stan naprzeciwko Urhana, ten na oko jakby po stratowaniu bo nie mia jednego oka i cay by w bliznach.
- Zaczynajcie! - krzykn przewodniczcy i wycofa si z koa. Niebo byo sino-niebieskie, w kadej chwili mogo pada, ptaki piesznie powracay do swoich gniazd aby ulewa ich nie zastaa na otwartym terenie, drzewo, stara Osika koysao si od wiatru ktry coraz mocniej dyma. Urhan ci od lewego barku po przektnej, Caton bez wysiku sparowa, sprawnie pracujc nogami. Zbierao si na deszcz, kilka kropelek spado na odkryt gow Catona. Tym razem cios wyprowadza Nekromanta. Miecz ci kropelki wody w powietrzu pozostawiajc za sob urocz mgiek. Cios zosta sparowany, Urchan szybkim ruchem, ale zdecydowanie nie pomylanym, zbi miecz Catona i na uamek sekundy straci statyczno, to wystarczyo aby Nekromanta w szybkim doskoku wyprowadzi cios, kucie, prosto w pier swojego przeciwnika, atak doszed ale nie powali przeciwnika. Urhan zachwia si ale w uamku sekundy odzyska rwnowag i szybkim zwodem napar na ramie Catona, ten skuli si, miecz przeciwnika zawiszcza mu nad gow chwyci rkoje miecza oburcz, i jak spryna wyprostowa ciao kierujc ostrze ku przeciwnikowi, trafi w okolice lewej nerki Terrefora. Po ciosie Urhan zajcza, pad na ziemie i chwyci si za bok. Rozpadao si na dobre, pynce strumyczki deszczwki mieszay si z krwi Urhana.
- Poddajesz si? - zapyta Terrefora sdzia.
- Tak! Nie wida? - odrzek Urhan i powoli podnis si z ziemi, poda rk Catonowi. Przewodniczcy, ten w miesznej czapeczce, podnis rk Catona w gr i krzykn gono.
- Zwycizca tego starcia jest Caton Cestar aep Astall! Na jego konto zostanie zapisane jedno zwycistwo. Teraz rozpocznie si walka midzy...
Caton ju nie sucha, usiad na ziemi, kto poda mu pochw, kilku ludzi podeszo pochwalio. W ten dziwny i spokojny sposb Nekromanta witowa wygran. Po krtkiej chwili wsta, pozbiera rzeczy ktre zostawi przed walk i uda si do domu, tam w ciepym ou utopi sw wiadomo.

<#FONT:[COLOR:0xFFEDEF61]#>Rozdzia 2<#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#> 
W nocy wielokrotnie si budzi. Wielu z tych razy nie pamita. Nad ranem, obudzia go gospodyni;
- Wstawajcie! Musicie i na turniej, panienka Luna bya jaki czas temu i pytaa o pana, kazaa wam to przekaza - gospodyni podaa Catonowi zwitek papieru - przysigam na wszystkie witoci, ze nie zagldaam do tego - od razu zaprzeczya domysom, rubaszna kobiecina.
Nekromanta rozwin rulon a tam na ca wielko papieru duy napis: KOCHAM CI. Umiechn si, przycisn zwitek do piersi. Scowa go pod ko i przywdzia na siebie ubranie. Czu jak ronie w nim sia, sia ktra tylko czekaa aby j uwolni. Mia zamiar to zrobi, ale dopiero podczas walki, nie dzi. Doszed do placu, ludzie grzecznie go przepucili, cierpliwie znis popisy sztukmistrzw i baznw i wreszcie... Zaczo si;
- A wic. Dzi druga tura rozgrywek midzygrupowych. Z kadej grupy bd walczy dwie pary tak, aby sytuacja w grupach si wyklarowaa.
Pierwsz walk bdzie hmmmm... Ekhem. Vanic Ferthaim przeciwko... Vabiemu Beredzie.
Caton ze znueniem przyglda si tej walce, nie bya ani pasjonujca ani nawet krwawa, Vabi cigle w trakcie walki zagadywa Vanica i wyzywa go, Vanic ktremu szo wietnie potkn si i wywin ora po ktrym walczy jak limak i w efekcie przegra. Nastpna walka Detefor kontra Sere, bya bardzo odmienna od poprzedniej i trwaa dobre p godziny, obaj przeciwnicy trzymali si na dystans i sabe ciosy parowali bez wikszych problemw, wida, e poziom obu szermierzy by wyrwnany i bardzo wysoki. W kocu, chyba kondycyjnie, nie wytrzyma Detefor i podda si nie otrzymawszy ran. Potem odbyo si sze kolejnych walk, ale Caton ju po trzeciej poszed. Bkajc si po przernych ulicach wpad na pomys, aby poczeka przed paacem na Lun i zapyta krla o to, czy moe si z ni przespacerowa. Kierujc si ku paacowi w mylach wymyla co powiedzie, to znaczy jak zapyta... Dotar na miejsce i opar si o cian paacow, czeka, znowu niebo posiniao, w dodatku na horyzoncie zaczy pojawia si "yki" piorunw. 
- Bdzie lao - powiedzia do siebie. Po pewnym czasie do paacu zacza zblia si wita krlewska, pokana grupa stranikw, podbiega do niego:
- Co tutaj robicie? Idzie krl, nie macie nic do roboty? -rzek jeden ze stranikw.
- Zostawcie go! Wchodcie do rodka, to przyjaciel - krzykn z daleka Krl wieziony w zot dorok. Po chwili lektyka zatrzymaa si z okna wychyli si krl i Luna.
- Bardzo adna walka... Ta wczoraj... Podobaa mi si - powiedzia krl z udawan uprzejmoci.
- Dzikuj. Mam prob, zapytanie. - zniy wzrok.
- Tak? Sucham - zapyta krl.
- Czy mgbym, odby krtki spacerek z ksiniczk? - zapyta z nadziej w gosie, Luna spojrzaa na ojca bagalnie. - Nie! Zdecydowanie nie, to nie wypada, poza tym czas na kolacj, wic... W ogle ksiniczka ma teraz napity rozkad dnia, musi przyjmowa dary od bogaczy starajcych si o jej rk. Tak wic, egnaj! - machn obojtnie rk - ruszamy! - Wz ruszy. Caton dugo patrzy za nimi. Znowu co zapieko go na policzku, wola nie wiedzie co to. Co palio go w piersi, to cos to gorycz ktra spalaa go teraz od rodka. Nienawidzi siebie, krla i caego wiata, mia wszystkiego dosy. Najbardziej mia ch si upi. Poszed do domu, powoli nie pieszc si, nim doszed rozpadao si, pioruny strzelay gdzie blisko, pogoda odpowiadaa temu co teraz czu. Pooy si spa z nadziej, ze obudzi si w lepszym stanie. Kiedy wstawa, tym razem sam bez niczyjej pomocy, czu si tak samo ndznie jak kiedy zasypia, mia ch co rozwali, zniszczy, poama, krzycze. Kiedy si ubra, przysza gospodyni;
- O ju pan wsta! Prosz oto niadanie. - Podaa i odesza.
Zjad, przypi miecz, wyszed z budynku i skierowa kroki w stron placu rynkowego. Gdy doszed, zauway, ze dzisiaj ludzi jest jakby wicej, nadal by wcieky, nie prbowa tego ukrywa. Przeszed przez tum, ludzie wiwatowali na jego cze, wszyscy krzyczeli: Caton! Caton! Nasz Genera!
- A teraz prosz o cisz, pierwsz walk dzisiaj bdzie starcie pomidzy Catonem - ludzie goniej zaczli krzycze, wszyscy bili brawo, Nekromanta lekko umiechn si do ludzi - a Vabim Bered. Panowie stacie w kole - Caton podszed do koa, Vabi te, od razu pocz wykrzykiwa;
- Zniszcz ci mieciu! Masz tyle szans co pcha na dupie mojego psa! - plu si przy tym okropnie.
- Zaczynajcie - wydar si sdzia.
- Wybrae zy dzie kundlu! - Krzykn Caton, odszed krok do tyu, chwyci rkoje w dwie rce i zakrci szeroki piruet, miecz ci z wielk si, powietrze opywajc kling gwizdao niczym pasterski flet. Vabi prbowa parowa, lecz zrobi to za sabo i za wolno... 
Prawdopodobnie bysk klingi Nekromanty by ostatni rzecz jak jego przeciwnik ujrza...
Tum wiwatowa, ludzie oszaleli. Nekromanta ju tego nie widzia, zrobio mu si czarno przed oczami, zamacha rk przed twarz... Usiad na ziemi... Poczu si lepiej. Wsta, przedar si przez tum, ludzie prbowali odsuwa si na boki, ale byo ich tak duo, ze i tak musia si przeciska. Wyszed, stan za tumem i czeka na swoj kolej, tum krzycza, cieszy si albo mia, kto wygra a kto przegra, typowe na turnieju. Potem krzyk;
- Caton! Caton Cestar aep Astall! - sdzia woa Nekromant do siebie. 
Caton podszed, zobaczy, ze Sere stoi na nogach a Detefor zakrwawiony jest wycigany z koa, odebra miecz z rk sdziego, a ten wykrzycza.
- Uwaga! Teraz odbdzie si ostatnia walka w grupie A, za chwil bdzie wiadomo kto znajdzie sie w finale, potem odbdzie sie szesc walk rozstrzygajcych w innych grupach, ale teraz, Sere Aselle i Caton Cestar odbd swa ostatnia walk na szczeblu podstawowym. Panowie. Zaczynajcie, niech lepszy zwyciy! - Wykrzykujc to jak wiele razy wczeniej wycofa si z koa.
Sere, ostronie obchodzi Catona dookoa, bez mrugania powiekami obserwowa kady ruch Catona, nie chcia atakowa. Caton, spokojnie zrobi szybkie i kttkie dwa kroki w strone przeciwnika. Sere wyranie przestraszony cofn si o jeden krok tak, ze jego rodek cikoci znalaz si dokadnie na rodku, to by bd, Caton zamachn si znad gowy i szerokim piruetem ci w nogi, Sere odskoczy co prawda, lecz nieco za pno, ostrze miecza wypruo mu kawa skry na lewej nodze, razem ze strzpami nogawicy. Krew chlusna obficie. Aselle nie straci jednak zimnej krwi i byskawicznie kontratakowa, Caton nie by w stanie parowa, ani nawet si odsun. Wysokie cicie znad gowy doszo celu, ramie Catona zostao powanie ranione, strzpy ubrania i skry na prawym barku Catona poleciay daleko w publik. Organizm Nekromanty natychmiast zaaplikowa stosown dawk endorfiny i adrenaliny. Momentalnie do gowy Catona uderzya ciepa dotleniona krew. Nie waha si, by zdecydowany i wcieky. Ci w szyj, tak by zabi.
Cios doszed, w jednej chwili z pod brody Sere chlusna taka ilo krwi, e mona by spokojnie powiedzie, e kto wyla wiadro. Aselle upad na ziemie, rozpaczliwie zapa si za szyj, krew wypywaa mu midzy palcami, konwulsyjnie wciga powietrze, puca nadal dotleniay krew, lecz tak wanie z duym cinieniem uchodzia z ttnicy szyjnej Sere, nawet znachor darowa sobie interwencj, zgon Sere by w tej sytuacji tylko formalnoci. Wielu ludzi poczuo si lepiej, inni po prostu przestali je, na chwil. 
- Zwycizc grupy A jest Caton Cestar! - wykrzycza sdzia. Caton ju tego nie sysza, upad na ziemie, krew z jego barku zmiesza si z t z szyi Sere. Ockn si w swoim domu, siedziaa przy nim gospodyni i ciep szmatk przecieraa mu ran, rwaa jak cholera. Cae ramie zrobio si zimne.
- Dzisiaj jest dzisiaj, czy jutro? - sam nie zastanawial si nad sensem pytanie.
- Jest dzisiaj w nocy, jutro jest fina, a z wami sabo. - odpara ciepo gospodyni.
- Musz jutro bra udzia, czy bd mg jutro rusza rk? - zapyta gospodyni, cho wiedzia, e nie bdzie mg to chcia usysze od kogo, e si myli.
- Nie bdziecie, niestety, ale macie drug rk. Ja zao opatrunek i moe rk uratuje ale ruszanie jest co najmniej nie wskazane. - odpara z powana min. Caton zasn znowu. Budzi si w nocy ze sto razy, rano gospodyni zerwaa go z ka. Nie powiedziaa ani sowa, dawa do zrozumienia, e jest przeciwna wszystkiemu, ale przyniosa niadanie, zrobia wszystko jak zawsze. Caton zjad niewiele, podszed do szafki, wyj kilka flakonw z pynami, byy to proteiny i inne wzmacniajce organizm specyfiki, jak tko jaja wiego czy gg. Po kilku chwilach poczu si mocniejszy. Przywdzia szaty, przypi miecz i uda si na dwr, dalej na plac, byo mu ciko, musia podwiadomie blokowa bl, endorfina nie pozwalaa si skupi.
Doszed do placu, na ktrym mia by kontynuowany turniej. Od razu ekipa ludzi od uzbrojenia zacza go zakuwa w zbroj turniejow, z kad sekund byo coraz ciej i mniej "ruchawo", Po chwili naoono mu hem, pikny ze spywajcym atasem po boku. Cay czas w krok za nim podali pachokowie aby si nie przewrci, ramie bolao jak sam skurwysyn. Pan w miesznej czapce ju si produkowa.
- ... tradycyjnie walka na kopie, pierwsz walk stocz; Caton Cestar aep Astall zwycizca grupy A i Eniter Resterberger aep Etar z Wichazel zwycizc z grupy B. Prosz podej do stajni i wybra konie. 
Caton uda si przy asycie swoich pachokw w kierunku stajni, sta tam jego ko, nie wiedzia kto go tam zaprowadzi, ale cieszy si. Puci oko do rumaka. Sucy odpili konia i w czwrk posadowili Catona na koniu. Caton przypi kopi do haka w zbroi pytowej i wzi tarcz. Suga prowadzi go razem z koniem do pocztku rozbiegu. Widzia przez szpar w chemie, ze z przeciwka stoi jego przeciwnik. Na haso "ZACZYNAJCIE!" pogoni konia kopniciem. Pochyli kopi, z przeciwka coraz wikszy stawa si obraz Enitera, Caton wycelowa. Gotowy do byskawicznego uchylenia si w bok. Kopia Catona dosza celu, uderzya przeciwnika w pier, ten jak rzucony grzmotem spad z konia i polecia do tyu conajmniej dwa metry. Caton peen radoci unis kopi do gry. Nikt nie widzia jak Caton mia si ze szczcia pod hemem.
Zdjli go z konia, posadzili na jakiej awce.
- Tutaj poczeka pan na nastpna walk, zdj panu hem? - zapyta pachoek.
- Tak. - odpowiedzia Nekromanta.
Zdjli mu hem, cieszy si jak dziecko, pochyli si do tyu i obserwowa walk, bya nudna, jak wszystkie. Najpierw nikt nie trafi, w kolejnym okreniu jeden z przeciwnikw przywali w konia swojego wroga, ten zara i zrzuci swojego pana. Tak si skoczya walka, amator polowa na konie, przegra, zdyskwalifikowany za uderzenie konia.
"Czapeczka" ogosi wynik, a potem duga i nudn mow o tym, e zaraz walka finaowa, e lepiej przygotujmy nerwy, bo zaraz okae si kto zdobdzie rk krlowej i bdzie spadkobierc tronu, takie tam pierdoy gupie.
- A wic niechaj lepszy wygra, panowie przygotowa si do starcia. Walcz; Caton Cestar aep Astall i go z Aster, Baron Keter Dete aep Anavrinares. Niech wygra lepszy, panowie walczycie o koron! - wykrzycza do przesady ju podniecony pan mieszna Czapeczka. 
Catonowi woyli chem, posadzili na koniu i doprowadzili do linii startu na wybiegu. Wia lekki wiaterek, w sumie byo dosy ciepo, mocno zakuci rycerze nie pocili si ani nie marznli. Doskonaa pogoda na turniej. Caton wstrzyma na chwil oddech, miao to na celu zablokowanie stresu, nie przemyla tego, zrobi to odruchowo. Po chwili przypieszy oddech. Cay czas obserwowa reakcje wasnego organizmu.
- ZACZYNAJCIE!!! 
Caton ruszy, szturcha konia swoimi trzewikami. 
Jaki sok zakwili w powietrzu zataczajc koo, wznosi si coraz wyej, upatrywa ofiary.
________________________________
No, na razie jest tego tylko tyle, jak kogo interesuje reszta to pisa na maila, z reszt za jaki czas opublikuje to w internecie.

<#FONT:[BOLD:1]#><#FONT:[COLOR:0xFFFFFF40]#>Tra7/EncephaloN ^ LiQuid Skies ^ FReeLancers<#FONT:[BOLD:0]#><#FONT:[COLOR:0xFFFFFFFF]#>

<#LINK:[COLOR:0xFFE1D1BE][ACTCOLOR:0xFF016DFF][VISCOLOR:0xFFC0C0FF][ACTION:<EXE:mailto:tra7@wp.pl>][CAPTION:<tra7@wp.pl>][AUTOSCROLL:1]#>tra7@wp.pl<#ENDL:#>